Globalizacja Festiwalu Sonar

Artykuł opublikowany 7 lipca 2009
Artykuł opublikowany 7 lipca 2009
Scenariusz XVI edycji festiwalu Sonar otwarł się geograficznie na brzmienia nieznane do tej pory na tym festiwalu muzyki elektronicznej. W czasie trzech dni i nocy, od 18 do 20 kwietnia, spotkanie w Barcelonie przemierzyło muzycznie obszary od Konga po Syrię.

Jeszcze nigdy nie widziano hali w Centrum Kultury Współczesnej w Barcelonie (Centre de Cultura Contemporània de Barcelona) wypełnionej tyloma osobami poruszającymi biodrami w rytm tak energetycznej muzyki! A to dzięki orkiestrze afro-beat Konono Nº1. To był pierwszy z trzech dni festiwalu i Kongijczycy mogli w końcu pokazać się na scenie z występem przewidzianym na rok ubiegły, który nie doszedł wtedy do skutku ze względu na problemy z wizami. Występ w kręgach niezależnych brzmień afrykańskich, prowadzony przez Mawangu Mingiedi pokazał jak można użyć fortepianu z mikrofonem i innymi instrumentami, aby brzmiały jak prawdziwe maszyny transowe.

Pierwszego dnia wystąpił także weterana muzyki etiopskiej Mulatu Astatke, razem z brytyjskim zespołem acid-jazz Helliocentrics, w kombinacji, która dla niektórych była jednak zbyt ograniczona jak na możliwości Abisyńczyka.

Kolejnego dnia była okazja, aby odkryć syryjskiego śpiewaka Omara Souleymana i jego styl śpiewania ‘dabke’, któremu akompaniowały nie tylko instrumenty, ale też zdecydowane dźwięki perkusyjne wciągnięte wprost z komputera. Niezwykle było zobaczyć go śpiewającego w palestyńskiej chuście, takiej jaką miała młodzież wiwatująca w pierwszym rzędzie.

Tej nocy, zwieńczeniem imprezy były światło i dźwięk Buraka Som Sistema, którzy włączają do swojego języka nowe elementy dance-hall, dubstep i reggaeton. Mieszanka jak można sobie wyobrazić wybuchowa, którą powtórzyli przez kolejny rok z rzędu, ale na jeszcze wyższym poziomie ekspresji, poprzez angolską batucadę.

Mistycyzm cyfrowy

Z drugiej strony spektrum, najlepszy i najbardziej spójny ze spektakli był berliński Raster Noton. W sobotę wieczorem, pojawił się angielski duet SND i niemieckie Byetone, Alva Noto i Uwe Schimdt, które były dowodem, ze dziedzictwo Kraftwerk nie zostało zapomniane i możemy je odnaleźć w dzisiejszych brzmieniach. Dwa pierwsze kawałki stworzyły naprawdę magiczny klimat w sali koncertowej, coś pomiędzy abstrakcją, elektryczną epopeją i hipnotyczną wizją, a wyjście na scenę Alva Noto było kulminacją tego mistycyzmu cyfrowego.

Występy Ghostly Internacional, BBC Radio y Ed Banger, zaoferowały dla odmiany jasno-ciemną mieszankę. Wielkim rozczarowaniem był na przykład ostatni hipis brytyjski występujący z La Roux, który okazał się kiepską imitacją Eurythmics z lat osiemdziesiątych. Zabawny jak zawsze Anglik Tim Exile, współgrając tym razem z instrumentami-robotami, stworzonymi przez Niemca Roland Olbeter. I wyrazy specjalnego uznania dla Sónar Dôme, które po raz kolejny posłużyło jako miejsce do wyszukania i odkrycia nowych talentów i zabawy w rytmie współczesnego hip-hopu, w tym Bomb Squad (producent Public Enemy). Chwilą dla heretyków był Convent dels Àngels, z lokalnymi eksperymentami oraz zaadoptowany Islandczyk Ben Frost, który był bliski zniszczenia murów brzmieniem swojej głośnej gitary.

Powrót divy

Powrót sześćdziesięciojednoletniej Grace Jones był wielką niespodzianką pośród tej mieszanki młodej, rewolucyjnej widowni. Jednak ona pokazała klasę, występując w swoim własnym tempie, pokazując ciało i długie nogi, dała lekcję aspirantom z Operación Triunfo i Star Act, którzy występują w kontynentalnej telewizji. Dwadzieścia cztery godziny później Animal Collective miał dużo więcej trudności z komunikacją z tą ogromna publicznością.

Z kolei bracia Phil i Paul Hartnoll, przywrócili do życia Orbital, dla których Sonar był obowiązkowym przystankiem, bo właśnie tam w 1995 roku zagrali kilka ze swoich najlepszych koncertów. Wracając, woleli „dać czadu” i zapomnieć o melodyjnej subtelności, która ich wyniosła na uprzywilejowane miejsce w muzyce elektronicznej lat dziewięćdziesiątych. Nie obyło się bez małych niedociągnięć w scenariuszu festiwalu, ale Sonar wciąż pozostaje niezwykłym i absolutnie koniecznym spotkaniem, pomagającym zrozumieć globalizację muzyki.