Głosowałam na Bronisława Komorowskiego

Artykuł opublikowany 26 maja 2015
Artykuł opublikowany 26 maja 2015

27-letnia Natalia od kilku lat mieszka w Manchesterze. W niedzielnych wyborach głosowała na Bronisława Komorowskiego, bo „lepiej zagłosować na to, co się zna, niż gdyby miało być gorzej”. Nazajutrz po wyborach wiemy, że kandydat PO ma już wolne, a wygrana Andrzeja Dudy zalała facebooka postami „emigruję". Ale spokojnie, Panowie, przecież to nic innego, jak tylko kolejny odcinek „Polskiego Zoo".

Cafebabel: Dlaczego zdecydowałaś się głosować na Bronisława Komorowskiego i czy brałaś pod uwagę innych kandydatów?

Natalia: PBK nie jest kandydatem moich marzeń, ale na tle innych wydaje się najpewniej stąpać po ziemi i nie przedstawia obietnic z kosmosu. A ja to cenię – chyba nic nie odraża mnie bardziej niż populizm, który na przykład w wydaniu Andrzeja Dudy kosztowałby najwięcej ludzi w moim wieku. A nam jest już wystarczająco ciężko.

Na początku brałam pod uwagę Kukiza, bo oferował „nowość", ale szybko okazało się, że nie ma programu wyborczego. Same JOW-y to za mało i mogą jedynie zabetonować scenę polityczną (czy Kukiz zdaje sobie z tego sprawę?). A ogólnie pojęta „antysystemowość" bez konkretnego planu mogłaby nas zaprowadzić w mało przewidywalnym kierunku, w najgorszym razie nawet do anarchii. Nie kupuję tego.

W idealnym świecie, najchętniej zagłosowałabym na kandydata centro-lewicowego, ale żaden taki nie zdołał mnie przekonać (z całym szacunkiem do p.Ogórek, ale kandydat powinien mówić też własnym głosem).

Cafebabel: Czy jak niektórzy wyborcy uważasz, że o rządach Komorowskiego można powiedzieć, że jest „chujowo, ale stabilnie”?

Natalia: No niestety trochę tak. PBK idzie, powiedzmy, w mniej więcej pożądanym kierunku, czyli integracji z Unią, wzmocnienia pozycji Polski na tle Europy, wzmocnienia armii, itp. I to według mnie jest ok., ale wciąż za mało. Chętnie widziałabym prezydenta, który wykorzystuje swoją inicjatywę ustawodawczą na rzecz promowania tolerancji, otwartości i przede wszystkim wolności sumienia. Małżeństwa homoseksualne, darmowa antykoncepcja, większy dostęp do aborcji – Europa Zachodnia już tam jest i nie słyszę fali narzekań. Zamiast tego, w Polsce wciąż słyszę od części osób, że zarodek ma więcej praw niż ja i utrzyma swój status, dopóki nie przyjdzie na świat. A wtedy każdy musi poradzić sobie już sam. Ten katolicki dyskurs nie przemawia do młodych wykształconych Polaków i chciałabym, żeby ktoś położył temu kres. PO jest bardzo zachowawcza. Uważam, że PBK mógłby tutaj wiele ugrać, gdyż mamy obecnie lukę w polskiej lewicy. Jeśli w przyszłości pojawi się rzetelny kandydat, który zajmie się tymi kwestiami, czy to w wyborach prezydenckich, czy parlamentarnych, chętnie przejrzę jego/jej ofertę. I być może zagłosuję.

Cafebabel: Wielu zarzuca Komorowskiemu, że „w jedną noc zmienia poglądy i dostosowuje je do doraźnych potrzeb kampanii”.

Natalia: Zauważyłam to u większości kandydatów, a już zwłaszcza u PBK i AD. Kampania wyborcza to po prostu czas obietnic i rządzi się swoimi prawami, nie tylko w Polsce. Rozumiem to, ale to nie znaczy, że się z tym zgadzam. To, co mówią i obiecują kandydaci, dzielę przez dwa i decyduję, w którym kierunku zmierza dany kandydat. To trochę, jak zasada ograniczonego zaufania.

Cafebabel: Nie masz poczucia, że ponieważ nie mieszkasz w Polsce, nie powinnaś wybierać prezydenta rodakom, którzy zostali w kraju?

Natalia: Prezydent RP jest przedstawicielem wszystkich Polaków, również tych mieszkających za granicą i ma prawo decydować o ich losie. Większość Polaków poza granicami Polski wciąż czuje się Polakami i za Polską tęskni. Gdybym zdecydowała się ubiegać o brytyjskie obywatelstwo, to pewnie zawahałabym się przed udzieleniem odpowiedzi na to pytanie. Chyba tylko mając jednocześnie prawo do głosowania w wyborach powszechnych w Wielkiej Brytanii, mogłabym uznać, że to nie jest w porządku. Natomiast nie głosując nigdzie, wyparłabym się swojej tożsamości (jakiejkolwiek).

Cafebabel: Czy Twój wybór jest podyktowany tym, że bierzesz pod uwagę powrót do Polski i takiego prezydenta, jak Bronisław Komorowski chciałabyś zastać w kraju?

Natalia: Tak i nie. Chcę, żeby w Polsce działo się jak najlepiej niezależnie od tego, czy do niej wrócę, czy nie. Z Polski się wywodzę, tam żyją moi krewni i  przyjaciele. Jeśli pewnego dnia postanowię wrócić, to chciałabym widzieć tam prezydenta, który wspiera i promuje kraj otwarty i przyjazny zarówno dla ludzi młodych i starszych. 

Cafebabel: Bronisław Komorowski powiedział kiedyś, że jak ktoś ma wizję, to należy go posłać do psychiatry. Czy prezydent nie powinien być właśnie tą osoba, która ma wizję co do tego, jak państwo powinno funkcjonować?

Natalia: To stwierdzenie to cytat z Helmuta Schmidta, kanclerza Niemiec z przełomu lat 70. i 80., który sprzeciwiał się idealizmowi politycznemu i stawiał na pragmatyzm. Jeśli Komorowski będzie prezentował podobną postawę, jestem gotowa go w tym poprzeć, bo sama „wizja" to za mało. Czasy idealizmu w Polsce już dawno się skończyły i chciałabym widzieć konkretne pomysły i ustawy zmieniające życie ludzi w Polsce na lepsze i zachęcające emigrantów do powrotu do kraju.

Zgadzam się z tym, że prezydent powinien przynajmniej wiedzieć, dokąd prowadzi jego polityka. I tutaj trochę na zasadzie wyboru mniejszego zła, głosuję na PBK. Tak, jak wspomniałam na początku, nie jest to kandydat idealny, ale bliżej mi do niego niż do populistycznych katolickich postulatów AD czy autora jednego pomysłu – Kukiza.

Cafebabel: Czy spotkałaś się z jakimiś komentarzami na temat wyboru Komorowskiego ze strony Twojego otoczenia?

Natalia: Nie miałam okazji poruszyć tego tematu ze znajomymi – Anglicy nie interesują się polską polityką (a chyba powinni, biorąc pod uwagę to, ilu Polaków mieszka w ich kraju i ilu więcej może się tam zjawić albo wprost przeciwnie – wyemigrować). Z moimi Polskimi znajomym rzadko poruszamy ten temat (dominuje ogólna postawa "nie głosuję na PiS"). Moja rodzina głosowała podobnie jak ja, głównie ze względu na chęć uniknięcia rządów PiS-u. Ostatnio przekonała ich również propozycja PBK odnośnie ustawy emerytalnej. Chyba wszyscy czekamy na kogoś innego w polityce, ale w międzyczasie głosujemy na obecnego prezydenta, bo, jak dziś powiedziała do mnie pani w urzędzie miasta - „Już lepiej zagłosować na to, co się zna, niż gdyby miało być gorzej”.