Głosowania nad Kanałem św. Marcina nie będzie

Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

"Wolność, równość, braterstwo" - noc spędzona wśród czerwonych namiotów nad paryskim Kanałem św. Marcina by dowiedzieć się, czym tak naprawdę są wybory prezydenckie dla słynnych stołecznych bezdomnych.

Nad Kanałem Świętego Marcina świta. W ulicach rozgałęziających się do centrum miasta, upstrzonych barwnymi wyborczymi plakatami, hula wiatr. Strzeliste i pionowe, z metalowymi tabliczkami datowanymi na 9 kwietnia, plakaty sygnalizują oficjalny początek kampanii prezydenckiej. Jeden z setek niesławnych mieszkańców prowadzi nas do niebieskiego namiotu, z przytwierdzoną z tyłu nazwą "casquette" (kaszkiet). Ten ręcznie robiony znak odnosi się do noszącego czarną czapę właściciela, leżącego wygodnie w swoim przybytku. Przeciskamy się między namiotowymi linami by spocząć na uprzejmie nam zaoferowanym okrągłym jedwabnym stołku i zielonym metalowym parapecie, który oddziela ten zakupiony przez Lekarzy Świata dom od wody.

Casquette pokazuje nam żółty segregator z wycinkami z gazet. Odczytuje je na głos w szumie przejeżdżających samochodów. Na zewnątrz namiotu na kawałku czarnego kartonu widnieje pospiesznie nabazgrane, przyczepione taśmą klejącą odliczenie. W towarzystwie butelek wody mineralnej wytrwał już w strajku głodowym 24 dni. Teraz wskazuje na dobrze wyglądający kompleks wieżowców- Naszym największym problemem jest tu burżuazja.

Sztuka wojny

16 grudnia pewna organizacja zwana "Dziećmi Don Kiszota" zorganizowała nad kanałem obóz. Wszyscy kandydaci na prezydenta podchwycili ten pomysł. Sarkozy nawet wziął w nim czynny udział. W kwietniu pierwsza osoba otrzymała dach nad głową po tym jak rząd Chiraca jako drugi w Europie po Szkocji (2003) zalegalizował prawo do zakwaterowania. Przedwyborcze "wielkie halo" ruszyło z impetem. Ale już 9 kwietnia, na 10 dni przed uzyskaniem wyników pierwszej tury wyborów, współzałożyciel organizacji wystąpił w telewizyjnym kanale Channel 3, z informacją, że trzymiesięczna akcja zasiedlania dobiegła już

Casquette, non-voting French citizen (Photo: NS)Niemniej jednak Casquette jest kreowany na medialnego lidera nowej federacji rozciągającej się przez 4,5 km wzdłuż dróg wodnych. Rząd musi zmienić swoją mentalność i sposób rozumowania naciska Casquette, były reporter, posiadacz własnej internetowej agencji prasowej. Mój strajk głodowy ma przypomnieć wszystkich idącym do urn, po co głosują. W odpowiedzi na manifest Sarkozyego, w którym obiecuje, że w przeciągu dwóch lat od jego wyboru „nikt nie będzie zmuszony spać pod gołym niebem”, Casquette wyciąga wnioski. Prawicowe partie jak dotąd chciały stworzyć społeczeństwo, w którym z jednej strony są ludzie obrzydliwie bogaci, z drugiej zaś ludzie żyjący w nędzy.

Europa nad kanałem

Przez deklaracje solidarności w księdze odwiedzających Kanał św. Marcina przedziera się silna europejska perspektywa. Szwedzi i Hiszpanie należą do tych, którzy wyrazili swoje poparcie dla miejscowej rewolucji. Gdy wspominamy przy Casquette o Włoszech i Hiszpanii, rozmowa z miejsca przechodzi na Berlusconiego i Zapatero: To oni [liderzy Unii Europejskiej] chcą takiej Europy - Europy w unii monetarnej, ale zastaną Europę pogrążoną w buncie. Będzie groźnie! Nasz rozmówca znika nagle w głębi namiotu by za chwilę wyłonić się z powrotem z egzemplarzem chińskiego podręcznika wojskowego Sun Tzu "Sztuka wojny". Potem kontynuuje: Chcecie zjednoczonej Europy, chcecie pokazać nam, że ten kontynent jest zjednoczony, a to jest właśnie to, co staramy się osiągnąć.

Nie od razu Kraków zbudowano

Thierry, living opposite empty flats (Photo: NS)Ściemnia się już, kiedy docieramy do Thierrego, 42-latka, który mieszka zaraz przed małym mostkiem na kanale. Nasze hasło: "Casquette". Thierry żył już w Portugalii i w Hiszpanii i twierdzi, że "parał się już każdą robotą", zanim przeprowadził się nad kanał. Zgadza się co do podziału francuskiego społeczeństwa na bogaczy i biedotę. Po co głosować, w jakim celu? Nie ma żadnej partii ani ruchu, który naprawdę to obchodzi. Mówiąc to, wskazuje na opustoszałe budynki po przeciwnej stronie ulicy. Widzimy zabite okna, brak jakichkolwiek świateł. My to wiemy.

"Głosuj na Segolene Royal!" to pierwszy wpis, który dostrzegamy w internetowej księdze solidarności, napisany przez jakąś Amerykankę. Twarz Thierrego wykrzywia grymas, kiedy czyta te słowa. Kandydatka socjalistów przyrzekła bowiem wprowadzić "dożywotnią gwarancję na zakwaterowanie", jeśli tylko zostanie pierwszą w historii kobietą-prezydentem Francji. Casquette podchodzi do tego z tą samą niechęcią: Socjaliści mówią, że zdają sobie sprawę z naszej sytuacji, ale co do czego to nie kiwnęli nawet palcem, by coś zmienić. Prawica jest dokładnie taka sama. Teraz, na kilka dni przed pierwszą turą wyborów, są gotowi obiecać nam wszystko.

A życie toczy się dalej

Z pewnością można wyczuć sporą dawkę solidarności z bezdomnymi znad kanału. Ruch ten jest dobrze zorganizowany, wciąż przykuwa uwagę mediów i zainteresowanie zwykłych obywateli. Istnienie SDF (Sans Domicile Fixe - "Bez Stałego Zamieszkania") wciąż promuje zapominaną sprawę.

Hasła takie jak "poczucie przynależności narodowej" czy "dla Francji i Francuzów!" mogą wciąż dominować przez ostanie kilka dni oficjalnej kampanii. Sondaż IFOP (Francuskiego Instytutu Badań Opinii Społecznej) wykazał, że 67% Francuzów uważa, że następnym prezydentem piątej republiki zostanie Nicolas Sarkozy. Nad kanałem nadzieja nie wzrasta wraz z liczbą osób wyruszających do urn. Trudno wybrać: prawica czy lewica, kobieta czy mężczyzna, gdy 100 tysięcy rodaków pozostaje bez dachu nad głową.

Specjalne podziękowania dla Adriena Lorenceau