„Grecji potrzebna jest zmiana mentalności”

Artykuł opublikowany 24 marca 2010
Artykuł opublikowany 24 marca 2010
„Kreatywna księgowość” może Grecję wiele kosztować. Czy po szczycie UE (25-26 marca), na którym ustalana będzie forma wsparcia greckiego budżetu, Grecy będą gotowi zmienić coś więcej niż cyfry w raportach finansowych?

Puste sklepy, zabite deskami wystawy i niezliczeni sprzedawcy złomu – oto jak wygląda centrum Aten. Powódź turystów wokół znajdującego się nieopodal Akropolu, jest jedynie kroplą w morzu finansowych potrzeb greckiego państwa. Niedawno okazało się, w jakim stopniu „kreatywna księgowość” i kwitnący czarny rynek zaważyły na stanie krajowego budżetu. Premier Georges Papandreou zapowiedział nie tylko szeroko zakrojone cięcia w finansach, ale również ich gruntowną reformę. Główny cel: ograniczenie szarej strefy i zmniejszenie deficytu budżetowego o 8 miliardów euro... Ratunek przynieść powinno również podwyższenie podatku VAT z 19% do 21%. Jednak sami Grecy rozumieją, że takie zmiany nie wystarczą. 

Szlaban na indywidualizm

Le premier ministre grec impose des économies drastiques aux citoyens grecsJak napisał kilka tygodni temu publicysta ekonomiczny dziennika Kathimerini, Georges Pagoulatas, by wyjść z kryzysu, Grecy powinni nie tylko zmienić politykę finansową, ale przede wszystkim mentalność. Ten punkt widzenia podziela również burmistrz Aten, Nikitas Kaklamanis: „Wszystkiemu winna jest nasza mentalność, która dobro jednostki stawia ponad dobro ogółu. Wyrzucanie śmieci obok kosza dobrze ilustruje tego rodzaju nastawienie. Musimy nauczyć się brać pod uwagę drugą osobę i zrozumieć, że krótkotrwałe korzyści indywidualne mogą przynieść długotrwałe szkody dla nas wszystkich”. Kaklamnis uważa, że reforma fiskalna nie przynosi na razie żadnych skutków. „Skostniała mentalność może okazać się silniejsza od niejednego prawa. W Grecji mamy nieskończoną liczbę przepisów, ale nie wiem, ile z nich jest naprawdę przestrzeganych”. Ateński burmistrz nie czekał na poprawę sytuacji z założonymi rękami. Od objęcia przez niego urzędu w 2007 r., zrobił nieco porządków w finansach miasta i zasilił jego kasę 50 milionami nieściągniętych do tamtej pory podatków. Polityk twierdzi, że Grecy powinni płacić podatki „nie tylko dlatego, że obliguje ich do tego prawo, ale ponieważ sami tego chcą: ludzie powinni być świadomi, że w zamian mogą żądać lepszej jakości usług publicznych i równego traktowania przez państwo”. Logiczne?

Europa, sojusznik (be)z wyboru

Jaka rolę odgrywa w takiej sytuacji „jedna Europa”? Pomimo faktu, iż Grecy sami są sobie winni, kryzys krajowych finansów obudził w społeczeństwie wyraźną niechęć do UE. „Oczywiście, mamy jedną walutę, ale brakuje nam wspólnej woli politycznej” – wyznaje Athanase Papandropoulos, dziennikarz ekonomiczny i polityczny. Wielu Greków chętnie dopomina się o wcielenie w życie unijnej solidarności. Dla prezes greckiego Banku Narodowego, Vassilis Rapanos, oczywistym wydaje się, że pozostałe państwa członkowskie zacisną pasa, by przyjść Grecji z pomocą: „Pomimo aktualnych kłopotów, perspektywa opuszczenia przez Grecję strefy euro jest nie do przyjęcia. Z pomocą Europy wyjdziemy z dołka”. „Zamiast szukać winnych, powinniśmy spróbować dojść do porozumienia. […]. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” - podsumowuje Kaklamanis.

(zdj.: Jedynka ©tom.tziros/Flickr; ©Design Insane/Flickr)