Grecki kryzys a Hiszpania: zaraza się rozprzestrzenia

Artykuł opublikowany 15 lipca 2015
Artykuł opublikowany 15 lipca 2015

Grecja nie tylko wzbudza niepokój na rynkach finansowych i gospodarczych południowej Europy. Zwłoka rządu Tsiprasa z przyjęciem surowej polityki również prowokuje nowe spojrzenia na politykę i gospodarkę w Europie a szczególnie w Hiszpanii.

Kilka dni temu, kiedy już miałem rzucić się na kawałek pizzy w jednej z restauracji w Wenecji, kubańska kelnerka zauważyła, że moim językiem ojczystym jest hiszpański. Po dwóch minutach omawialiśmy wspólnie najgorętszy temat lata, czyli kryzys grecki.

Grecja w radio, Grecja w barze, Grecja nawet na pizzy. Ten niewielki śródziemnomorski kraj, kolebka demokracji, trzyma w niepewności pół świata i trzęsie fundamentami Unii Europejskiej (i nie tylko strefy euro), choć generuje tylko 1,6% jej PKB.

Gospodarka grecka utknęła w ruchomych piaskach. Trio, znane również jako Trojka (Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy), od trzech lat pożycza miliardy na minimalnym oprocentowaniu w zamian za „coraz surowsze rozwiązania prowadzące do ślepego zaułka”, jak to opisuje uhonorowany nagrodą Nobla w dziedzinie ekonomii Paul Krugman. Grecja nie przestaje krwawić a piasek sięga jej już po samą szyję. Od 2010 roku do dziś jej gospodarka skurczyła się o 25%, dług publiczny przerósł PKB o 175%, a wskaźnik bezrobocia i biedy rośnie nieprzerwanie.

Sam Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyznaje, że surowe wymogi stawiane Grecji będą pogarszały stan jej gospodarki przynajmniej do roku 2030 a także, że „znaczące ustępstwa utrzymałyby na poziomie” kosmiczny dług publiczny. Gdy to piszę, Wikileaks publikuje link NSA, w którym Angela Merkel wyraża swoje wątpliwości co do efektywności surowych rozwiązań mających na celu opanowanie kryzysu.

Niedawno Grecja przekroczyła czerwona linię nie spłacając Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu zaległej transzy kredytu w wysokości 1,5 mld euro. Dziesięć godzin później grecki premier Alexis Cipras (Syriza) wystosował do Trojki list z prośbą o trzecią transzę pomocy. W odpowiedzi odmówiono prowadzenia rozmów na ten temat do czasu referendum, w którym Grecy zadecydowali o tym, czy rząd powinien czy nie zaakceptować warunki nowego kredytu (załosowali na „nie").

Dni mijają, porozumienia są niewiele wiążące i przywódcy państw europejskich starają się uspokoić nastroje panujące wokół Grexitu. Ukrytą nerwowość widać najbardziej w uspokajających wiadomościach rządów PIGS (negatywny akronim określający Portugalię, Irlandię, Grecję i Hiszpanię). Kraje te uparcie twierdzą, że koniunktura gospodarcza jest zupełnie inna od tej sprzed pięciu lat i że Grecja w przeciwieństwie do nich nie wypełniła odpowiednio swoich obowiązków.

Z ekonomicznego punktu widzenia można by powiedzieć, że podobnie, jak Grecja, Portugalia i Irlandia grają w drugiej lidze strefy euro. Jednak Hiszpania zajmuje czwarte miejsce w gospodarce euro (11,2% PKB strefy euro) i jest zbyt duża, by tolerować wahania Grecji.

Czy istnieje niebezpieczeństwo, że zaraza dotrze do Hiszpanii?

Oczywiście i to dwiema drogami: finansową i polityczną.

Zarażenie gospodarki powiela wzorzec klasyczny, chociaż w tym przypadku inwestorzy byli dość ostrożni. W poniedziałek po referendum europejskie giełdy rozpoczęły sesje z obawą spowodowaną brakiem porozumienia z Grecją. Hiszpański wskaźnik referencyjny spadł o 4% a premia za ryzyko podskoczyła do 150 punktów, co jednak było potknięciem jakże dalekim od turbulencji z roku 2012. Euro straciło na wartości w stosunku do waluty Stanów Zjednoczonych z 1,12 do 1,10 dolara za euro, co stanowiło dobrą wiadomość dla gospodarek coraz bardziej zależnych od eksportu, m.in. gospodarki hiszpańskiej.

Z drugiej strony, jeśli Grecja ogłosiłaby bankructwo i nie zwróciłaby już ani jednego euro, Hiszpania straciłaby 26 mld euro. Spowodowałoby to wzrost długu publicznego w Hiszpanii o 2,5%.

Konsekwencje polityczne greckiego kryzysu są dla Hiszpanii namacalne już dziś. Pod koniec roku odbędą się w Hiszpanii wybory będące swoistym festiwalem Podemos, formacji politycznej która, pomijając różnice, sympatyzuje z żądaniami Syrizy i chce na nowo definiować europejskie drogi rozwoju.

Na początek Grecja ustanawia precedens poddając pod głosowanie niezwykle ważną dla swojej przyszłości decyzję gospodarczą. „Naród grecki poniesie konsekwencje referendum” - powiedział Luis de Guindos, hiszpański minister gospodarki, na wieść o jego zwołaniu. Inwestorzy również interpretują ten demokratyczny trik lewicowych rządów jako oznakę słabości i braku stabilności. Przykład Grecji i jej dyskurs mający na celu obudzić nadzieje jest zaraźliwy, szczególnie dla partii postępowych, takich jak Podemos, która już kontroluje rejon Madrytu i Barcelony.

Z drugiej strony, wyjście Grecji ze strefy euro otworzyłoby możliwość realizacji scenariusza dotychczas nieznanego i nieprzemyślanego. Zasadność istnienia euro i Unii Europejskiej jako projektu politycznego i gospodarczego zostałaby podważona, jako że pozwoliła na upadek jednej ze swoich części składowych, na dodatek niewielkiej. Niepewność wokół Grexitu wzbudza coraz większe wątpliwości na południu Europy, która por latach zaciskania pasa stała się gruntem podatnym na idee wcześniej nie wypowiedziane.

Inną drogą dla zarazy jest strach, modna i szybko rozpowszechniająca się broń polityki europejskiej. Traumatyczne i bolesne dla Grecji rozwiązanie, wypełnione długimi kolejkami do bankomatów i innymi obrazami finansowego chaosu, mogłoby posłużyć za pretekst dla rządów będących za surowymi rozwiązaniami, jak np. rząd Mariano Rajoya, do wprowadzenia w życie kolejnych prywatyzacji, cięć i korekty podatkowej.

Trwające od tygodni greckie perypetie mają bez wątpienia impakt nie tylko na to, co dzieje się w Grecji, lecz wpływają na Hiszpanię i resztę Europy. Świętujmy, lecz umiarkowanie.