Gruzja – droga usłana różami?

Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 17 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

O gruzińskiej Rewolucji Róż było głośno w mediach; wykreowała też prezydenta -idola. Co pozostało z nadziei zrodzonych w listopadzie 2003r w dwa lata po tamtych wydarzeniach?

Micheil Saakaszwili chce doprowadzić sprawy do końca. Od czasu objęcia przez niego w styczniu 2004 urzędu prezydenta Gruzji, które odbiło się szerokim echem w mediach, niektórych jego posunięcia zachwycają, inni zgrzytają zębami. Do grona najgorętszych jego zwolenników należy młodzież, która swemu bohaterowi narodowemu okazuje uwielbienie na niespotykaną dotąd skalę. Giorgi Meladze, jeden z przywódców studenckiego ruchu Kmara (Już Dość) podkreśla, że jego pokolenie, patriotyczne z natury, „jest rozkochane w narodowej fladze i hymnie, śpiewanym przez niektórych nawet w trakcie rodzinnych uroczystości”

Społeczność międzynarodowa im przyklaskuje. Na forum Narodów Zjednoczonych, 15 września br., Misza - jak się mawia o prezydencie - powitany został jako bohater demokracji. Podczas gdy nie spełniły się oczekiwania wobec „kolorowych” rewolucji na Ukrainie i w Kirgistanie, mała kaukaska republika wzbudza zaufanie. Zaufanie, poparte pomocą w wysokości 295 milionów dolarów, której kilka dni temu udzielił Waszyngton na rozwój infrastruktury.

Demokracja różnie interpretowana

Choć nikt nie wątpi w szczerość programu Saakaszwilego, niektóre z jego metod, np. aresztowanie dziennikarzy i wojskowe naloty na tereny objęte zawieszeniem broni, mogą zaskakiwać. „Znaczenie Rewolucji Róż jest na Zachodzie zupełnie błędnie odczytywane” mówi Vicken Cheterian, dziennikarz i dyrektor programowy organizacji CIMERA. „Pokazywano ją jako rewolucję pro-demokratyczną, ale głównym celem Saakaszwilego było wzmocnienie państwa gruzińskiego. To często bywa sprzeczne z zasadami demokracji. Dziś władze publiczne i media zdają się być wspólnikami”. Thornike Gordadze, badacz Centrum Studiów i Badań Międzynarodowych (Centre d’Etudes et de Recherches Internationales -CERI) wyjaśnia, że „za czasów Szewardnadze wrażenie większej demokratyczności płynęło ze słabości państwa. To była demokracja z braku”.

Bardziej niepokojąca, zdaniem specjalistów, jest słabość partii opozycyjnych. Partie opozycyjne są konieczne dla funkcjonowania demokracji. Taka jest rola opozycji. W chwili obecnej nie ma wiarygodnej alternatywy dla Saakaszwilego” twierdzi Gordadze. Dwuletnia kampania antykorupcyjna nie wystarczyła, aby zmienić miejsce Gruzji na skali najbardziej skorumpowanych krajów świata. Według Giorgi Meladze „reformy, które zostały przedsięwzięte, są skutkiem bardzo ukierunkowanych mikro-interwencji. Rząd przyjął doraźny styl sprawowania władzy, w którym reformy wdrażane są wedle każdorazowej potrzeby. Brak systematycznej próby wzmocnienia instytucji publicznych.” Kilka sukcesów Saakaszwilego – reforma edukacyjna i sądownicza oraz poprawa sieci drogowej – nie uciszyły społecznego niezadowolenia, jak pokazały to demonstracje poparcia dla byłej minister spraw zagranicznych, Salomé Zourabichvili, zdymisjonowanej 19 października.

Zostawcie to ONZ-owi

Polityka regionalna również odczuwa brak przewidywania. Choć Saakaszwili może pochwalić się sukcesem w Adżarii, wskutek obalenia jej buntowniczego przywódcy Abaszydze, znacznie bardziej skomplikowana sytuacja panuje w Abchazji i południowej Osetii, regionach de facto niezależnych od czasu wybuchu wojny domowej w latach 1992-1993. Utrzymywane obecnie pod niepewną kontrolą przez 3000 rosyjskich żołnierzy, regiony te zwracają się w stronę Moskwy. 80% tamtejszej populacji otrzymało ostatnio rosyjskie obywatelstwo. Według Vickena Cheteriana, stolica Gruzji Tbilisi „nie szuka już władzy politycznej w tych regionach, a jedynie próbuje powstrzymać falę przemocy z tamtych regionów.”

Co więcej, podczas gdy obecność rosyjskich wojsk i baz militarnych rozjątrza Tbilisi, społeczność międzynarodowa, nieskłonna zadzierać z potężną Rosją, milczy. Choć George Bush nie wahał się nazwać Gruzji „pochodnią wolności w świecie”, zasugerował, by pozwolić „na przykład Narodom Zjednoczonym” załatwić problem rosyjskich wojsk, obiecując wykonanie „jednego czy dwóch telefonów” w tej sprawie!.

Związane ręce

Co prawa, romans między Saakaszwilim a Białym Domem wielokrotnie wyolbrzymiano. Jak twierdzi Thornike Gordadze, „kraj taki jak Gruzja ma bardzo ograniczony wybór geopolityczny. Logiczne jest, że Gruzini spontanicznie skłaniają się ku Stanom Zjednoczonym, państwu, które na ogromną skalę inwestuje w gospodarkę, bezpieczeństwo, kulturę i edukację.” Przymierze z Ameryką jest naturalne i sam Szewardnadze aktywnie wspierał Stany po 11 września 2001, udostępniając gruzińską przestrzeń powietrzną i wysyłając wojska do Iraku.

Czy przyszłość Gruzji, uwikłanej pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi, nie powinna wiązać się z UE? Tak twierdzi Saakaszwili. Obecnie członkostwa Gruzji w Unii nie ma nawet w planach. Zarówno Gruzja, jak i Unia przechodzą poważny kryzys tożsamości. Europejska delegacja w Tbilisi rozważa więc „dobrosąsiedzkie partnerstwo”.

Motywacja i świeżo uzyskany międzynarodowy szacunek daje Saakaszwilemu silną pozycję startową w drugiej części kadencji. Pozostaje faktem, że wyjęte spod prawa rejony Abchazji i Południowej Osetii odegrają swą rolę w losie współczesnej Gruzji. Tam, gdzie dobra wola po prostu nie wystarcza.