Hasso Krull, wolny duch

Artykuł opublikowany 25 lutego 2007
Artykuł opublikowany 25 lutego 2007
Z okazji Święta Niepodległości (od Związku Radzieckiego) wywiad z 43-letnim poetą, intelektualnym symbolem nowej Estonii

"Rosyjski nie będzie nigdy językiem urzędowym"

Ukryty w głębi pasażu w niemal paryskim stylu, w zaciszu małej kawiarenki starego miasta Talinu, spotykam Hasso Krulla, poetę - symbol nowej Estonii. W wieku 43 lat może pochwalić się, że należy do tych, którzy jako nieliczni wpłynęli na rozwój tej małej republiki bałtyckiej po odzyskaniu niepodległości od Związku Radzieckiego w 1991 roku. Czytany, recytowany i śpiewany przez lokalnych artystów, takich jak Miriam Tally, Krull tworzy z wielkim oddaniem poezję o fotografii (Kaalud, 1997) lub muzyce jazzowej (Jazz, 1998).

Unia Europejska? Kwestia przetrwania ale...

Prawdopodobnie również dzięki dziwnej atmosferze tej kawiarni, aksamitnych poduszek i świeczek które zaczynały migotać, wczułem się we wszystkie aspekty życia narodu, który stawia czoło swojemu przeznaczeniu jako członka Wielkiej Rodziny Europejskiej. Szybko dostosowaliśmy się do zmian i bardzo szybko zniszczyliśmy wszystko to, co było. Jednak nie wszystko to, co organizacja rosyjska stworzyła zostało zniszczone. Z biegiem czasu trzeba przyznać, że nie przemyśleliśmy wystarczająco wagi reform w kierunku których zmierzaliśmy.

Symbolem wszystkich zmian jest właśnie Unia Europejska która w 2004 przyjęła do swojego grona Estonię: Zawsze podobała mi się koncepcja Unii Europejskiej, mówi. Kiedy trzeba żyć u boku Rosji, Unia Europejska stała się dla nas kwestią przetrwania. Lecz biurokracja Brukseli to prawdziwy problem. I to biurokracja tak bezwzględna, jakby Estończycy wystarczająco nie odczuli ciężaru przeszłości. Tak, ponieważ w innych krajach te wytyczne europejskie są analizowane i dostosowywane do realiów lokalnych. W Estonii nie. Tutaj wszystko jest interpretowane dosłownie. Ale jak powiedzieć wiejskiej rodzinie, która ma krowę w oborze, że nie mogą korzystać już z jej mleka, ponieważ ktoś w Brukseli tak zdecydował ? Pomimo tego, według badania popularności Unii, 56% Estończyków deklaruje zadowolenie z członkostwa. To mniej niż w Polsce, ale więcej niż we Włoszech.

Żadnego przyzwolenia na rosyjski "faszyzm"

Im mniej herbaty w filiżankach, tym bardziej czuję, że możemy poruszyć kwestię bardziej delikatną: relacji z Rosją i mniejszości rosyjskiej, która stanowi 26% ludności. Nagle twarz mojego rozmówcy pochmurnieje, wszystko staje się bardziej poważne a atmosfera ciężka.

Wina prawdopodobnie leży po mojej stronie ponieważ nie powstrzymuję się od zadania pytania dlaczego rosyjski nie mógłby się stać drugim językiem urzędowym. To niemożliwe, odpowiada Kroll, to kwestia bezpieczeństwa wewnętrznego: jeśli dalibyśmy Rosjanom możliwość mówienia tylko w ich starym języku, doprowadziłoby to do tego, że nigdy nie nauczyliby się estońskiego. A także w pewnym sensie nie zaznaliby w pełni wyzwolenia kraju, który zdecydował nie wracać nigdy więcej do podległości Rosji. Nie tylko. Taki gest stworzyłby mylne wrażenie zbliżenia się do Rosji, i do naszej choćby najmniejszej rezygnacji z niezależności od narodu w którym rozwija się nowy faszyzm.

Tak, używa słowa "faszyzm". Łagodny i nieśmiały poeta Krull kontynuuje: w Rosji wszystko przechodzi przez ręce rodziny Putina, Parlament to nic innego jak niepotrzebna instytucja z pięknego snu o demokracji. I właśnie wtedy, kiedy robi się gorąco, ostania filiżanka herbaty i wskazówki zegara gaszą pożar. Nadszedł moment aby zostawić ten cichy kąt poza biegiem czasu, aby wyjść na zimną ulicę granicznego kraju nowej Unii, co dla Sardyńczyka niżej podpisanego, jest trudne do zniesienia... I tak jest lepiej niż w ubiegłych latach!, pociesza mnie Krull.