Hiszpania między tolerancją a strachem

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W dwa lata po zamachach w Madrycie i w sześć lat po zamieszkach rasowych w andaluzyjskim miasteczku El Ejido, społeczeństwo hiszpańskie wciąż waha się między odrzuceniem i akceptacją muzułmanów.

Dzień rozpoczęcia Ramadanu 2005, rok 1426 według kalendarza muzułmańskiego: madrycki meczet « M-30 », nazwany tak ze względu na swoje położenie na skraju obwodnicy o tejże nazwie, nie przestaje być pełen. W zadumie i modlitwach, muzułmańscy wierni świętują objawienie się Mahometowi pierwszych wersetów Koranu. Post i wstrzemięźliwość seksualna obowiazują aż do zapadnięcia zmierzchu. Hiszpańska Komisja Islamska (CIE) podpisała z rządem porozumienie, które ma ułatwić muzułmanom pogodzenie wiary z pracą. Będąc instytucją reprezentacyjną złożoną z szyitów i sunnitów, CIE pracuje nad integracją wspólnoty muzułmańskiej. Mimo tego, brak zrozumienia jest wszechobecny w kraju o tak silnej tradycji katolickiej.

Problem Maurów

Lavapiés jest starą dzielnicą w centrum Madrytu. 33 000 mieszkańców, 88 różnych narodowości i duże skupisko ludności marokańskiej, która czuje się odrzucona i pozbawiona wszystkiego. Nie wynika to jedynie z jej obcego pochodzenia, ale również z powodu jej wyznania. Trzydziestodwulenti Mohammed przytacza bez ogródek dyskryminacje i uprzedzenia jakimi jest ofiarą. “ Jesteśmy postrzegani jak Maurowie, którzy są tylko źródłem problemów, gdyż autorzy zamachów w Madrycie żyją tutaj. Od 11 marca jesteśmy niechybnie podejrzani, ponieważ jesteśmy tacy jak oni”, wyjaśnia. Przed aresztowaniem, sprawcy tragedii na stacji Atocha, Jamal Zougam, Mohamed Chaoui i Mohamed Bakkali mieszkali i pracowali w tej dzielnicy.

Na balkonie jednego z mieszkań duża wywieszka obwieszcza po arabsku i hiszpańsku: “Papeles para todos” (papiery dla wszystkich). W dwa lata po tragedii życie wydaje się spokojne. Ale na co dzień dużo osób czuje się nadzorowanych lub odrzuconych. Wszyscy lub prawie, mogliby opowiedzieć jakąś anegdotę dotyczącą policyjnej „gorliwości”, jak Mounir zatrzymany przez nas na ulicy Caravaca, kilka metrów od dawnego sklepiku Jamala Zougama. “Po zamachach życie tu stało się nie do wytrzymania. Kontrolowano nas ot tak, w każdej chwili, na środku ulicy. Policjanci mówili nam, że wykonują tylko swoje obowiązki. Oczywiście! Teraz jest trochę spokojniej. Ale przecież to nie Ekwadorczycy są kontrolowani”. Wszyscy pragną równocześnie podkreślić, że islam nie sprowadza się do aktów Al Quaidy i że muzułmnie są obywatelami takimi jak inni. Według Elharifa, imigranta marokańskiego, “islam nie ma z tym nic wspólnego... Ci, którzy podłożyli bomby nie wiedzą czym jest islam. A my, muzułmanie marokańscy, algierscy, senegalscy... jesteśmy jak wszyscy inni.”

Niepełna tolerancja

Ahmed Sefiani, prezentator telewizyjny andaluzyjskiego programu Canal Sur uważa, że “Lavapiés jest okolicą specyficzną, miejscem spychania na margines wszystkich imigrantów, którzy znajdując się w ten sposób między sobą przyczyniają się do nasilenia rasizmu”. Mowa tu o rasizmie utajonym, który osiągnął apogeum w lutym 2000 roku podczas zamieszek antymarokańskich mających miejsce w małym andaluzyjskim miasteczku El Ejido.

Ksenofobia ta nie jest jednak sytuacją reprezentatywną dla Hiszpanii. Ahmed głośno obwieszcza, iż ani jego religia ani jego pochodzenie nie są w żadnym wypadku ułomnościami. Jego relacje ze wspólnotami żydowskimi bądź chrześcijańskimi zawsze się dobrze układały i “ w każdym razie, wspólnotą najbardziej rozpowszechnioną w Hiszpanii są ateiści!”. Stwierdzenie to dementuje tymczasem niedawne badanie wykonane prez hiszpańskie Publiczne Centrum Badań Socjologicznych (SIC), według którego 79,4% Hiszpanów uważa się za katolików, w tym 47,7% za praktykujących.

Wydarzenia z 11 marca pozostawiły Ahmedowi uczucie niedowierzania, ponieważ nie wyznaje on islamu w ten sam sposób. Według niego “reakcja społeczeństwa hiszpańskiego była wzorowa, szczególnie ta przewodniczącej Stowarzyszenia Ofiar 11 marca... Nie poczułem się wykluczony ani odrzucony.” Prawdą jest, że na skutek madryckiej tragedii pomnożyły się apele o tolerancję. Ahmed cicho przyznaje, że jego osoba wzbudza czasem niepokój wśród pasażerów i ochrony w czasie podróży samolotem. “Ale to samo tyczy sie Basków!”, dodaje śmiejąc się. Czy to jego status socjalny pomaga mu uniknąć pewnych rozczarowań? Być może. Jak wszędzie “biedni nigdy nie mają racji”, dodaje.

Pod wieloma względami sytuację muzułmanów w Hiszpanii można porównać do sytuacji muzułmanów francuskich czy holenderskich. Przykład? Spór o chustę islamską, który wskrzesił ogromną polemikę we Francji, wstrząsnął także Hiszpanią. W 2002 roku dyrekcja prywatnego madryckiego liceum sprzeciwstawiła się noszeniu chusty islamskiej w klasie przez trzynastoletnią Marokankę, która w konsekwencji została przeniesiona do szkoły publicznej. Ówczesna Minister Edukacji Narodowej, Pilar del Castillo zadeklarowała, że nawet jeśli noszenie symboli religijnych w szkołach nie jest « odpowiednie » , nie powinno być z tego powodu « zakazane». Ta niejednoznaczna postawa jest obrazem kraju wahającego się, kraju, który poczuł się zdradzony po 11 marca 2004 i od tej pory boi się przyjąć tych, którzy mogliby w przyszłości zagrozić jego bezpieczeństwu.