Hiszpania: pokolenie cierpiących na bezsenność

Artykuł opublikowany 18 lutego 2016
Artykuł opublikowany 18 lutego 2016

[OPINIA] Kiedy połowa młodych ludzi w twoim kraju jest bezrobotna, a twoje perspektywy na przyszłość są niejasne, nawet najbardziej optymistyczne cyfry nie przywrócą ci spokoju.

Wiem, ze to zły nawyk, ale gdy się budzę, zaraz po otwarciu oczu zerkam na ekran mojego telefonu. Przyznaję, że nie potrafię temu zaradzić. Wyłączam budzik i nie mogę powstrzymać się od przeglądania powiadomień i wiadomości, którymi różne krajowe i międzynarodowe dzienniki wręcz bombardują mój telefon i wskazują, podczas gdy jeszcze wybudzam się za snu, kluczowe wydarzenia dla danego dnia. Dziś są zgodne co do tego, jaka informacja powinna towarzyszyć mi przy śniadaniu: w 2015 roku bezrobocie odnotowało historyczny spadek o 678 200 osób.

Tak bardzo chce mi się spać… Ale czas nagli, dlaczego nie spałam zeszłej nocy?

 Powszechnie znaną prawdą jest, że zmartwienia gromadzone w ciągu dnia wychodzą z nas w blasku księżyca, kiedy kładziemy się do łóżek i próbujemy uciszyć myśli. Ale jest jeszcze coś, co spędza sen z powiek młodych Hiszpanów: to dane na temat bezrobocia, na wieść o których ściskają się żołądki. Żołądki wiecznych studentów, skazanych na stypendia, płacących za surowe decyzje polityków i za długi. Zeszłej nocy nie mogłam zasnąć, męczyło mnie nowe egzystencjalne pytanie tego potępionego pokolenia: Czy po studiach na uniwersytecie jest jeszcze jakieś życie?

Tak, jest coś co nam, Hiszpanom spędza sen z powiek. Coś przypominającego smród zgnilizny niepokojący Marcellusa z „Hamleta”. To duch zmarłego rynku pracy, mówiący „nie” tym, którzy na niego przybywają. W tym roku mam mieć obronę pracy magisterskiej. Obecnie jednak to, co powinno stanowić swoiste wyzwolenie i dawać satysfakcję, jest niepewnością, której oddech czujemy na karkach. To wątpliwość poruszana w niekończących się rozmowach w uniwersyteckiej kawiarence. To przewijające się: „Trzeba zacząć kolejny kierunek, bo pracy i tak nie znajdziemy”. Kończę studia i czuję się tak, jak wtedy, gdy byłam małą dziewczynką i zachęcano mnie do skoku z trampoliny do basenu, który wydawał się być ogromny. To ten sam strach, to wrażenie stania nad krawędzią. Mówili: „skacz, nic się nie stanie". Teraz nikt nie odważy się na takie zapewnienia. 

Ukradli nam nasze marzenia. Ukradli je 46,24% z nas. Bezrobocie spada, ale to my upadliśmy niżej. Być może jest jeszcze dla nas nadzieja, jakkolwiek wydaje się nam odległa; być może będziemy mieli więcej szczęścia niż ci, którzy byli przed nami. Ci, którzy pokładali wszystkie nadzieje i aspiracje w studiach. Być może jesteśmy pokoleniem pozbawionym nadziei, pokoleniem pesymistów, więc wybaczcie, że nie świętujemy, kiedy mówią, że będzie lepiej. Już raz im uwierzyliśmy, kiedy mówili, że wysiłkiem zdołamy osiągnąć to, o czym marzymy. Kłamali. Teraz sceptyczni śmiejemy się z ich cyfr, bo to lepsze niż ciągle się martwić. Tę kwestię zostawimy sobie na noc.