Holandia: podziały w sercu Europy

Artykuł opublikowany 14 marca 2017
Artykuł opublikowany 14 marca 2017

W środę 15 marca Holendrzy zagłosują w wyborach do parlamentu. Skutki ich decyzji będą odczuwalne również poza granicami kraju. Wyniki prawdopodobnie jeszcze pogłębią podziały obecne w holenderskim społeczeństwie i na scenie politycznej. 

Historia Holandii pisana jest podziałami. Holenderskie społeczeństwo opiera sie na trzech filarach: protestanckim, katolickim i liberalnym. Jednakte filary, które utrzymywały stabilność kraju w całej jego burzliwej historii, dziś tracą na znaczeniu. Społeczeństwo jest coraz bardziej zsekularyzowane; sytuację dodatkowo komplikuje napływ imigrantów z innych krajów, których nie udało się wtłoczyć w tryby tradycyjnego systemu.

Rosnące podziały w społeczeństwie znajdują swoje odzwierciedlenie w holenderskich partiach politycznych: przynajmniej 18 ugrupowań wystartuje w wyborach do legislatywy. A wśród nich? Partia broniąca praw zwierząt, partia reprezentująca interesy osób po 50 roku życia... Polityczne rozdrobnienie łączy się w Holandii z powszechnym dziś w państwach europejskich osłabieniem tradycyjnych partii. Przede wszystkim chodzi o spadek popularności VVD, liberalnego ugrupowania obecnego premiera Marka Rutte.

Inny fenomen europejskiej polityki ostatnich lat również nie ominął Holandii. Ekstremizm i populizm mają się tu nawet lepiej niż w innych państwach. Twarzą tego zjawiska jest oczywiście Geert Wilders. Jego partia PVV (Partij voor de Vrijheid, Partia na rzecz Wolności – tłum.) wybiła się na drugie miejsce w sondażach właśnie dzięki charyzmie swojego lidera. Wypowiedzi pełne nacjonalistycznego, ksenofobicznego i eurosceptycznego języka doprowadziły nawet do skazania Wildersa za słowa obrażaje żyjących w Holandii Marokańczyków.

Problemy wewnętrzne nie są jedynym źródłem podziałów w polityce Holandii. Ta kampania, bardziej niż kiedykolwiek wczesniej, rozgrywa się wokół kwestii europejskich. Spektrum polityczne można podzielić według stosunku do integracji w ramach UE. Poczynając od PVV Wildersa, która obiecuje niezwłoczne opuszczenie Unii – „Nexit" – a kończąc na partiach pro-europejskich, jak partia zielonych GroenLinks czy partia liberalna. Tak oto Holandia dzieli się na dwie części: jedna strona nie życzy sobie widzieć swojego małego państwa jako trybiku w europejskiej, biurokratycznej maszynie, druga zaś pragnie pozostać kosmopolityczna i otwarta na resztę świata. 

Holandia mocno ucierpiała w trakcie kryzysu z 2008 roku, ale szubko odrobiła straty, zawstydzając niejedno europejskie państwo swoim stabilnym, dwuprocentowym wzrostem ekonomicznym i niewielkim, nieprzekraczającym 6 procent bezrobociem. Popularności skrajnej prawicy nie da się więc wyjaśnić jedynie sytuacją ekonomiczną. Wyjaśnienie tkwi raczej w kwestiach tożsamościowych i kulturowych, które rozdzierają społeczeństwo i kwestionują obecny stosunek kraju do świata i Europy. Te kwestie nie pojawiły się nagle – są obecne w debacie publicznej od lat. Dość przypomnieć, że to własnie Holandia była jedynym obok Francji państwem, które odrzuciło w referendum Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy w 2005 roku. Z kolei niedawno obywatele Holandii zagłosowali przeciwko umowie handlowej z Ukrainą.

W tych wyborach nie chodzi jedynie o personalne decyzje dotyczące reprezentantów. Holendrzy muszą zdecydować w jakim europejskim porządku przyjdzie im żyć: tym Geerta Wildersa, który odrzuca status quo, czy tym Unii Europejskiej, w którym trwają od lat.