Hors lits – sztuka w domowym zaciszu w całej Europie

Artykuł opublikowany 12 czerwca 2017
Artykuł opublikowany 12 czerwca 2017

Tej wiosny organizacja artystyczna Hors lits (pol. „poza łóżkiem”) udostępniała widzom mieszkania w Paryżu, w których odbywały się występy artystyczne. Zapoczątkowana 12 lat temu inicjatywa trafiła już do wielu krajów Europy. Monachium, Bruksela, Barcelona i Lizbona to kolejne miasta, w których sztuka puka do drzwi domów zwykłych ludzi. 

W mieszkaniu na parterze budynku znajdującego się w X dzielnicy Paryża słychać melodyjny śpiew. Wewnątrz dwie młode śpiewaczki operowe z Berlina, ubrane w różowe i zielone spódniczki tutu, wykonują operową arię dla około trzydziestu osób stłoczonych w ciasnym salonie. Publiczność najpierw wymienia między sobą rozbawione spojrzenia, a potem z ciekawością ogląda występ Baroque Bitches.

Jest to część jednego z wielu wydarzeń zorganizowanych przez Hors Lits w kwietniu tego roku. Zaczęło się od grupy tancerek z Montpellier w 2005 roku. Od tamtej pory inicjatywa zagościła w takich miastach jak Monachium, Bruksela, Barcelona, Wenecja czy Lizbona.

O co w tym chodzi? – Uczestnicy wybierają się na spacer po mieście. Po drodze odwiedzają po kolei cztery mieszkania. W każdym oglądają przedstawienie artystyczne na zupełnie dowolny temat – wyjaśnia Matthieu Sparma z francuskiej części organizacji. Nazwa Hors lits nawiązuje do krótkiego, solowego tańca wykonywanego przy łóżku – taka była pierwotna koncepcja 45-letniego Argentyńczyka Leonarda Montechhi, założyciela i menadżera grupy artystów. Dzisiaj artyści z Hors lits działają w około dwudziestu miastach w całej Francji.

Sztuka pisana na nowo

Po skończonym występie uczestników czeka dziesięciominutowy spacer do następnej lokalizacji. – Miło tak spacerować po Paryżu. Można odkryć wiele rzeczy, których wcześniej się nie zauważało – opowiada zadowolona Célia Corbet, 23-letnia studentka. Niektórzy przechodnie myślą, że właśnie odbywa się jakaś demonstracja. Przed wejściem do mieszkania na piątym piętrze uczestnicy są proszeni o ściągnięcie butów, aby nie zabrudzić parkietu, po którym stąpać będzie para nadzwyczaj kreatywnych artystów. Ona jest komikiem, a on skrzypkiem. Razem tworzą skład ex nihilo, którego styl 55-letni muzyk opisuje jako „improwizowany i efemeryczny teatr muzyczny”. Duet jest przyzwyczajony do bardziej profesjonalnych występów i dopiero po raz pierwszy bierze udział w Hors lits. – Najtrudniej jest zmieścić się w limicie czasowym. Przedstawienie nie może trwać dłużej niż 20 minut – mówi artysta.

Następnie wycieczka przenosi się do Parmentier w XI dzielnicy. Scenografia zmienia się. Cztery osoby siedzą na środku sceny i wbijają wzrok w publiczność. Zaczyna grać porywająca muzyka (Blue Monday zespołu New Order) Widzowie mają ochotę wstać, ale coś ich powstrzymuje. – To jest właśnie to uczucie, gdy chce ci się tańczyć, ale nie masz odwagi zacząć jako pierwszy – mówi aktorka Lucile Rey o sztuce. – Próbujemy pokazać to, czego nie widać – dodaje choreograf Romain Pichard. Na koniec przedstawienia aktorzy i widzowie przełamują bojaźliwość i tańczą wszyscy razem, obserwowani przez ciekawskich sąsiadów obserwujących z okien naprzeciwko.

Ostatni przystanek na trasie to Saint-Ambroise w tej samej dzielnicy. Pogrążone w półmroku mieszkanie wypełnione jest płytami CD i winylami. Widzowie zajmują miejsca, a elegancko ubrana młoda dziewczyna siada przy blacie kuchennym w świetle małej lampki. Po chwili rozpoczyna swój monolog, przepełniony korporacyjną nowomową i wygłoszony monotonnym głosem automatycznej sekretarki. Sztuka zatytułowana jest Tout ce que je ne sais pas (pol. „Wszystko, czego nie wiem”).

W ostatnim akcie całego wydarzenia organizatorzy, artyści i widzowie spotykają się w barze w przyjaznej, niemal rodzinnej atmosferze. Wszyscy się zapoznają i wymieniają wrażeniami oraz numerami telefonów.

Z Europy do Meksyku

Leonardo Montecchia, sam będący zawodowym tancerzem, jest przeciwny państwowemu monopolowi w zakresie finansowania kultury. Uważa, że polityka kulturalna prowadzona przez państwo to „dużo polityki i mało kultury”. Każdy biorący udział musi wnieść opłatę wynoszącą 10 euro. – Finansujemy się sami, więc jesteśmy niezależni – mówi z zadowoleniem Mathieu Sparma. Według niego Hors lits dobrze wpisuje się w trend wyciągania widzów poza budynek teatru. – Wychodzimy i przenosimy sztukę do strefy intymnej. Pieniądze nie powinny tu odgrywać żadnej roli – mówi. Wiadomości o spektaklach przekazywane są pocztą pantoflową. Jednym z założeń projektu jest trzymanie się z dala od kultury masowej.

Hors lits z początku było niewielką inicjatywą. Po kilku latach jego zasięg przerósł oczekiwania samych twórców. – Nie chciałem tworzyć czegoś o zasięgu europejskim – twierdzi Leonardo, który nigdy nie przypuszczał, że jego pomysł zyska tak wielką popularność. – Chciałem po prostu stworzyć coś, co działoby się w domowym zaciszu, w naszej przestrzeni prywatnej – mówi. Przez ostatnie pięć lat osiemnaście europejskich miast przyłączyło się do inicjatywy. Hors lits dotarło nawet do Meksyku czy Tunezji. Mimo sukcesu Leonardo wciąż nie chce, aby projekt wymknął się spod jego kontroli. – Chcę zachować niezależność. W Barcelonie jest wielu chętnych do współpracy – mówi rozradowany artysta.

Hors lits dopasowuje się do charakteru każdego kraju. – W Barcelonie projekt jest szansą przede wszystkim dla artystów spoza Katalonii, którym ciężko jest się przebić na miejscowej scenie artystycznej – mówi Leonardo. W Tunezji zaczyna się właśnie szósta edycja Hors lits. Tam przedstawienia odbywają się w przestrzeni publicznej. Ulice stają się sceną i zarazem alternatywą dla teatru. W kraju, w którym sztuka jest przede wszystkim formą wyrażania protestów politycznych, Hors lits oferuje alternatywę wolną od polityki.