Huragan seksizmu: kto sieje wiatr, ten zbiera burzę

Artykuł opublikowany 31 października 2016
Artykuł opublikowany 31 października 2016

Meteorolodzy przepowiadają pogodę, analizują nagrania satelitarne i męczą się z nadawaniem nazw cyklonom, antycyklonom, huraganom i tajfunom. Te rozterki są również dobrze znane przyszłym rodzicom. Najnowsze badania pokazują, że siła huraganów mających żeńskie imiona jest często niedoceniana, co może nieść za sobą katastrofalne skutki.

„Katrina“, „Audrey“, „Joaquin“ – takie imiona noszą powietrzne siły wyższe. To one pustoszą pasy nadbrzeżne, burzą domy i powodują, że rzeki występują z brzegów. Dlatego dziwne jest, że tym niszczycielskim siłom na miarę olbrzymich odkurzaczy nadawane są ludzkie, przyjemnie brzmiące imiona.

Grupa naukowców z narodowej akademii nauk Stanów Zjednoczonych przeprowadziła badanie, w którym stwierdziła, że huragany o imiona żeńskich niosą za sobą znacznie więcej ofiar śmiertelnych niż te z męskimi imionami. W tym celu przeanalizowano 92 huragany atlantyckie, które od 1952 do 2012 roku przechodziły przez kraj. W dalszej części eksperymentu zapytano ludzi o intensywność i niebezpieczny charakter pięciu huraganów o żeńskich nazwach i pięciu o nazwach męskich. Wynik jest zaskakujący: cyklony noszące żeńskie imiona zostały zaklasyfikowane jako mniej niebezpieczne. Oznacza to więc, że ludzie podjęli działania zapobiegawcze, gdy było już za późno. Winę za niewłaściwe zaklasyfikowanie zagrożenia mają ponosić tzw. stereotypy związane z płcią. Pierwiastek męski jest silny, zaś żeński słaby – a przynajmniej słabszy. Te stereotypy są w ludziach tak głęboko zakorzenione, że nie ma znaczenia, czy je dezaprobujemy czy podzielamy.

„A blow job you’ll never forget!”

Jeśli więc huragan „Aleksandra“ jest uznawany za mniejsze zagrożenie niż huragan „Aleksander”, to czym prędzej należy jeszcze raz przemyśleć kwestię nazewnictwa. Takie zdanie mają naukowcy ‑ i nie są oni osamotnieni w swoich postulatach. Od końca lat 80. feministki walczą o nowy system nazewnictwa. Takie nagłówki jak „Katrina niszczy Nowy Orlean”, „Katrina powaliła 320 milionów drzew”, „Sandy panoszy się w Ameryce Północnej: co najmniej 29 ofiar śmiertelnych” czy „Hanna przyniosła śmierć 21 osobom” sugerują, że za żeńskim imieniem kryje się spersonifikowane nieszczęście. Sprawa ta pociąga za sobą jeszcze dalsze skutki – „Katrinie”, która nawiedziła Nowy Orlean w 2005 roku, nadano przydomek „bitch”. Doszło nawet do tego, że koszulki z napisem „A blow job you’ll never forget!“ zyskały komercyjny charakter.

„Co wspólnego mają kobiety i huragany? Gdy odchodzą, zabierają ze sobą samochody i domy” ‑ takie prostackie dowcipy krążące w męskich grupach wesołków są definitywnie nie na miejscu w XXI wieku.

W wielu krajach żeńskie i męskie nazwy huraganów zmieniają się posłusznie co roku. Wikipedia skrupulatnie uzupełnia ich listy.

W Niemczech za 300 euro można kupić zardzewiały używany samochód lub nazwać własny antycyklon. Cyklony są odrobinę tańsze – kosztują jedynie 200 euro. Pieniądze te są przekazywane na rzecz studentów meteorologii Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego. Jednak inicjatywa ta nie może być rozwiązaniem problemu z nadawaniem imion.

Przeboje, które noszą własne nazwy i które w niewyjaśniony sposób przekazywane są z pokolenia na pokolenie, są już wystarczającą karą. Klęski żywiołowe mające ludzkie imiona, nieważne czy męskie, czy żeńskie – powinny spotkać się z większym sprzeciwem.