„Ich habe kalt!”: językowa biografia z Południowego Tyrolu

Artykuł opublikowany 19 lutego 2017
Artykuł opublikowany 19 lutego 2017

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Południowy Tyrol leży we Włoszech, jego mieszkańcy mówią po włosku i niemiecku, ale jest jeden problem –brakuje tu nauczania dwujęzycznego. Stefan K., 21-letni student fizyki z Bressanone, miejscowości i gminy we włoskiej prowincji Bolzano, w wywiadzie opowiada o swoich doświadczeniach związanych z  wielojęzycznością i „językowym apartheid” na kulturowej granicy między Niemcami i Belpaese.

Café babel: Bressanone znajduje się…

Stefan K.: … między dwiema różnymi kulturami, które się w Południowym Tyrolu spotykają i uzupełniają. O tym miejscu nie może być mowy zarówno bez niemieckiej, jak i włoskiej kultury. Nawet jeżeli z tym ostatnim zdaniem wielu mieszkańców mogłoby się kłócić. Urodziłem i wychowałem się w Bressanone, w ciągu 13 lat odwiedziłem 3 niemieckojęzyczne szkoły i uczyłem się włoskiego jako drugiego języka przez 11 lat.

Café babel: Mógłbyś powiedzieć o sobie, że jesteś dwujęzyczny?

Stefan K.: Współistnienie dwóch kultur w Południowym Tyrolu nie oznacza jeszcze, że jego mieszkańcy są dwujęzyczni. Według mnie największym problemem jest wciąż istniejący tu językowy apartheid. Planowałem studiowanie fizyki w Padwie po skończeniu szkoły, ale po paru odwiedzinach (i jednym teście) zdałem sobie sprawę, że przez brak odpowiedniej ilości praktyki mój włoski pozostawia wiele do życzenia. Z tego powodu zdecydowałem się studiować przez jakiś czas w Niemczech. Obecnie jestem „niemieckojęzycznym włoskim studentem Erasmusa z Niemiec w Pizie”. Dwujęzyczne szkoły w Południowym Tyrolu są czymś niezbędnym dla młodszej generacji. Niestety nie ma pod tym względem dużego postępu.

Café babel: „Wielojęzyczność 2016 – 2020” jest zestawem działań niemieckiego resortu edukacji Autonomicznej Prowincji Bolzanu, służącym promowaniu wielojęzyczności. Zestaw ten obejmuje m.in. wsparcie dla osób uczących się włoskiego jako drugiego języka, w celu doskonalenia procesu dydaktycznego. Czy według ciebie jest to potrzebne?

Stefan K.: Muszę przyznać, że nie słyszałem o tym projekcie, ale mogę tu zacytować swojego wykładowcę matematyki: „Ten krok jest niezbędny, ale nie wystarczający!”

Café babel: Dlaczego?

Stefan K.: Widziałem już kilka projektów, które miały służyć tworzeniu dwujęzycznych szkół, wszystkie jednak były skazane na klęskę. Winna jest biurokracja – na tę chwilę w Południowym Tyrolu nie ma zezwolenia na otworzenie dwujęzycznych szkół (co najwyżej na pewne „projekty pilotażowe”, jak np. Sachsprachunterricht). Moim zdaniem takie projekty są lepsze niż nic, ale mają sens tylko wtedy, gdy będą realizowane przez długi czas.

Café babel: Jak opisałbyś swoją osobistą językową biografię?

Stefan K.: Najchętniej używam południowotyrolskiego dialektu, czyli niemieckiego dialektu z wyraźnym wpływem języka włoskiego. To mój język ojczysty i używanie go przychodzi mi o wiele naturalniej i spontaniczniej, niż mówienie w języku wysokoniemieckim lub włoskim. Włoski jest dla mnie bez wątpienia językiem obcym, czego żałuję, ponieważ chciałem uczęszczać do szkoły dwujęzycznej. Co do języka wysokoniemieckiego, to muszę przyznać, że to mój drugi język, bo choć niemal posługuję się nim płynnie, to nie jest moim językiem ojczystym.

Café babel: W jakim języku najłatwiej przychodzi ci wyrażenie emocji i dlaczego?

Stefan K.: Jeżeli chodzi o emocje, to muszę schować dumę związaną ze swoim dialektem do kieszeni i przyznać, że najłatwiej wyrażam je za pomocą języka wysokoniemieckiego lub włoskiego. Po niemiecku mówię o swoich uczuciach przy pomocy eufemistycznych opisów, za to po włosku wyrażam się w sposób bardziej harmonijny i zawolaowany.

Café babel: Południowotyrolski niemiecki jest znany z tego, że czuć w nim wpływ włoskiego…

Stefan K.: Bardzo pilnowałem się, żeby podczas pobytu w Niemczech do mojej mowy nie wkradł się żaden italianizm. Mimo to, podobnie jak wielu innych mieszkańców Południowego Tyrolu, wciąż przeklinam po włosku. Mówię też „Ich habe kalt!“ (mam zimno – przyp. tłum.) zamiast „Mir ist kalt!“ (jest mi zimno – przyp. tłum.), co z gramatycznego punktu widzenia można porównać z włoskim „Ho freddo!“.

Café babel: Dwie różne kultury spotykają się również w kuchni. Co jada się w Południowym Tyrolu?

Stefan K.: Knedle, tirteln (wytrawne ciasteczka – przyp. tłum.), naleśniki tyrolskie i kniakiachln to typowe południowotyrolskie dania i wypieki. Inne tutejsze przysmaki to  strucla jabłkowa i omlet cesarski. We włoskiej części je się polentę i makarony. Pizzę prosto z opalanego drewnem pieca również można tutaj zjeść. Podaje się do niej oczywiście południowotyrolskie wino. Więc jeżeli chodzi o kulturę jedzenia, to w Południowym Tyrolu lubimy zjeść zarówno proste jedzenie domowe, jak i dania śródziemnomorskie.

Café babel: A miłość do espresso?

Stefan K.: W Południowym Tyrolu chętnie pijemy porządne Macchiato.

Café babel: Dziękujemy za rozmowę.