Igranie z ogniem w Czarnogórze

Artykuł opublikowany 19 maja 2006
Artykuł opublikowany 19 maja 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

21 maja 600 000 mieszkańców Czarnogóry wypowie się na temat swojej niepodległości. Unia Europejska podjęła ryzyko Narzucając 55 procentową "super większość", aby uznać ważność wyniku, Unia Europejska podjęła ryzyko wprowadzenia większego zamieszania w regionie.

Czarnogóra jest mniejszą z dwóch Republik tworzących Związek Państw Serbii i Czarnogóry. Ta kulawa Federacja, gdzie dwie jednostki współpracują tylko w dziedzinie obrony i polityki zagranicznej, wywodzi się z Porozumienia Belgradzkiego z marca 2002 roku. W tamtym okresie strach, że przedwczesna niepodległość Czarnogóry utrudni rozwiązanie problemu Kosowa, paraliżował Brukselę. Aby usatysfakcjonować Podgorica nie ustającego w ogłaszaniu autonomii wzglądem Belgradu, zostało przyjęte odroczenie na trzy lata po upływie których, będzie można glosować za niepodległością.

Na ostrzu noża

Od tego czasu Milo Djukanovic, Premier Czarnogóry, nie szczędził wysiłków by przygotować swój kraj do niepodległości. Wspierany przez Partię Socjaldemokratyczną jak również przez koalicję partii reprezentujących mniejszości Albańczyków (7% społeczeństwa) i Bośniaków (12%), zaangażował się w proces odważnych reform ekonomicznych i społecznych kontrastując z zachowawczością Belgradu.

W maju tego roku zawieszono pertraktacje z Belgradem, z powodu nie wydania zbrodniarza wojennego, Radko Mladica Trybunałowi Karnemu dla byłej Jugosławii (TPIY). Obie republiki mają zespoły negocjatorów w sprawie separacji i obydwie odniosły porażkę w procesie zmierzania do Unii. Dla niepodległościowców wejście Czarnogóry do Unii Europejskiej jest powstrzymywane przez bezproduktywną politykę Serbii.

W obozie zwolenników Związku Serbii i Czarnogóry znajdują się główne prawicowe partie opozycji. Otwarcie wspierani przez Belgrad i 37% Serbów żyjących w Czarnogórze kładą nacisk na zagrożenia takie jak "sprywatyzowanie" państwa przez koalicję będącą u władzy, która stała się według nich "rajem nielegalnych działań". Widzą także groźbę niepodległości, która zachęciłaby mniejszość albańską do zażądania większej autonomii, a to scenariusz, który przypomina początek konfliktów zbrojnych w Kosowie i Macedonii.

Zawiła sytuacja

Narzucając tą wyjątkową 55% większość aby uznać niepodległość, Unia Europejska chciała pokierować Serbią, gdzie nacjonalizm zaognił się po śmierci Milosevica. Jednak Bruksela chce także wspierać negocjacje nad ostatecznym statutem Kosowa i prawowitości ewentualnego niepodległego państwa Czarnogóry. W rzeczywistości wynik pomiędzy 50% a 55 % może mieć konsekwencje w postaci nie uznania niepodległości Czarnogóry, nawet chcianej przez większość i de facto kładącej kres aktualnej federacji, która uległa fragmentacji której skutków nikt nie może przewidzieć.

Jakikolwiek będzie wynik referendum, Unia Europejska musi wziąć odpowiedzialność i zareagować w sposób pragmatyczny. Niepodległość Czarnogóry powinna zostać zaakceptowana w wypadku gdy większość się wypowiada za, ponieważ rozwiązanie raz na zawsze kwestii Czarnogóry jest najlepszym lekarstwem na zło, przez które cierpi Serbia.