Imigranci na lodzie: czy Europa się rozpada?

Artykuł opublikowany 2 maja 2011
Artykuł opublikowany 2 maja 2011
Włosi początkowo bez skutku próbowali namówić państwa członkowskie UE na wdrożenie dyrektywy 55 (instrumentu prawnego zakładającego podział odpowiedzialności za duże ruchy migracyjne między 27 państwami członkowskimi), a ostatecznie zagrozili opuszczeniem szeregów Unii Europejskiej. 26 kwietnia wraz z Francuzami zaapelowali o zreformowanie Układu z Schengen.

„Rząd zachował się, jak skazani na porażkę amatorzy”, tak decyzje włoskiego gabinetu dotyczące napływających do Europy imigrantów podsumował Massimo D'Alema, były minister spraw zagranicznych i obecny przewodniczący COPASIRu (organu kontrolującego pracę tajnych służb). Minister spraw wewnętrznych, Roberto Maroni, w poniedziałek 11 kwietnia zaapelował w Brukseli o solidarność i pomoc uchodźcom oraz złożył wniosek o wdrożenie dyrektywy 55 i przyznanie dodatkowych funduszy na wzmocnienie agencji Frontex zajmującej się monitorowaniem wspólnych granic. Wyprzedzając decyzję Komisji Europejskiej, w liście wysłanym do włoskiego ministra, na wspomniane prośby odpowiedziała komisarz europejska ds. wewnętrznych, Cecilia Malmstrom. Wyjaśniła w nim, że zezwolenie na pobyt czasowy z przyczyn humanitarnych nie pozwala uchodźcom na poruszanie się w strefie Schengen. Włosi nie mogą więc liczyć na to, że nielegalni imigranci znajdą schronienie w krajach UE po przekroczeniu granicy ich państwa.

„Lepiej solo niż w kiepskim towarzystwie”

Obok Umberto Bossi lider Ligii Północnej, zagroził wystąpieniem Włoch z UEDwa zasadnicze powody uniemożliwiają wdrożenie dyrektywy 55. Po pierwsze, ilość imigrantów jest mała i mogą oni bez przeszkód rozprzestrzenić się na terenie Włoch. Po drugie, większość z nich opuściła swój kraj z powodów „ekonomicznych” i nie ubiega się o azyl, dlatego też może zostać odesłana z powrotem do Tunezji. W kwestii dodatkowych funduszy, mimo że przyznane 80 milionów euro wystarczałoby w zupełności, Komisja Europejska wyraziła gotowość do wsparcia Frontexu przez zwiększenie liczby patroli morskich. Ze względu na to, że włoski rząd obrał sobie za główny cel wdrożenie dyrektywy 55, pozytywne sygnały ze strony Brukseli nie są dla niego satysfakcjonujące. Z jednej strony Włosi pamiętają, że Francja odesłała im uchodźców, którzy próbowali przekroczyć granicę w Ventimiglia [strona francuska wstrzymała 17.04 cyrkulację pociągów z Włoch, przyp. red.], a z drugiej, pomocy Włochom odmówili Niemcy, według których 23 000 uciekinierów to niewiele, zwłaszcza w porównaniu z 100 000 imigrantów z byłej Jugosławii przyjętymi przez nich bez żadnej pomocy z zewnątrz.

Całkowite zamknięcie się nie tylko ze strony krajów basenu Morza Śródziemnego, ale i wszystkich członków UE, doprowadziło Maroniego do groźby wystąpienia ze strefy euro: „Lepiej solo niż w kiepskim towarzystwie!”. Właściwie to samo, ale innymi słowami powiedział premier Berlusconi podczas swojej wizyty na wyspie Lampedusa: „Jeśli Europa nas nie wspiera, lepiej się z nią pożegnać”. Włoski eurosceptycyzm jest niczym w porównaniu z angielskim czy niemieckim z okresu głębokiego kryzysu ekonomicznego. Jego czysto polityczne powody mało mają wspólnego ze stosunkami międzynarodowymi, są bowiem wywołane sytuacją wewnętrzną: całkowite odrzucenie imigrantów oraz brak wsparcia ze strony Unii Europejskiej ośmieszają Ligę Północną (silnie związaną z PdL, partią Berlusconiego i Maroniego), która w związku z obawami społeczeństwa o przedostanie się fali nielegalnych imigrantów na północ ryzykuje utratę poparcia w przyszłych wyborach samorządowych.

Uchodźcy czy nielegalni imigranci?

Tymczasem mimo umów z Tunezją i zapewnień Barroso o ekonomicznym wsparciu Europy dla zatrzymania napływu imigrantów z Afryki Północnej, sytuacja pozostaje bez zmian. Jej ostatnimi ofiarami są dwie kobiety, które utonęły, próbując dopłynąć o własnych siłach do wyspy Pantelleria. Dodajmy do tego wzburzenie wywoływane kolejnymi doniesieniami o sukcesywnym odsyłaniu uciekinierów do Tunezji - w centrum dla uchodźców na wyspie Lampedusa po raz kolejny wybuchł bunt, imigranci najpierw podpalili materace, a potem stojąc na dachu, krzyczeli: „Wolność, niech żyją Włochy!”. Nieświadomi swojego dalszego losu, zostali rozmieszczeni w różnych ośrodkach na terenie Włoch. Natomiast przemytnicy ludzi z Zarzis nadal tak organizują nielegalny przerzut osób, żeby policja w Tunisie nie była w stanie ich powstrzymać. „Uchodźcy czy nielegalni imigranci?”, pyta się skonsternowane społeczeństwo włoskie. W tym przedwyborczym marazmie, Europa może naprawdę wyjść na egoistę. Dlaczego by nie pomóc Włochom?

Fot. główne (cc) Antonello Mangano/flickr; Roberto Maroni (cc) Premio Chiara/flickr; video: Agrigento TV/YouTube