Incredible India, czyli jakich skarbów w Indiach szuka Europejczyk

Artykuł opublikowany 20 grudnia 2011
Artykuł opublikowany 20 grudnia 2011
By przyciągnąć do Indii turystów z zagranicy, w 2002 roku Ministerstwo Turystyki rozpoczęło kampanię pod hasłem „Incredible India!”. Był to jeden z czynników, które przyczyniły się do rozwoju indyjskiego sektora turystycznego i dzięki którym kraj coraz liczniej odwiedzany jest przez spragnionych mistycznej wędrówki turystów z Zachodu. Co dokładnie sprowadza Europejczyków na indyjską ziemię?

Sektor usług turystycznych zatrudnia w Indiach ponad 18 milionów osób i stanowi 5,6% PKB. W 2010 roku 5,9 milionów turystów, głównie ze Stanów Zjednoczonych, Bangladeszu, Sri Lanki, Kanady i Francji, wybrało się w podróż do Indii. Każdego roku, przykładowo, około 86 000 Francuzów odbywa półroczną lub dłuższą wyprawę do Indii. Główne kierunki to Radżastan ceniony za swoje pejzaże, świątynie i ruiny, Kerala - na południu - znana ze swojej kuchni, kursów jogi i łagodnej medycyny ajurwedyjskiej (starohinduska medycyna naturalna; w sanskrycie „ajus” znaczy życie, a „veda” wiedzę, mądrość) i oczywiście słynna Goa, łącząca zabawę ze skąpanymi w słońcu dziewiczymi plażami. To głównie one powodują, że liczba zagranicznych turystów, przybywających na krócej lub osiadających w Indiach na następne kilka lat, nie zmniejsza się.

Zainteresowanie tym krajem wzrosło od czasów, gdy w latach 60. hipisi, ruch zrzeszający młodych ludzi zbuntowanych przeciwko społeczeństwu, zalali plażę Goi i indyjskie miasteczka w poszukiwaniu spirytualnych uniesień. Ruch dzieci kwiatów (kojarzony z The Beatles, a nawet Stevem Jobsem) wygasł, lecz pociąg do mistycznego pierwiastka Indii rósł, rodząc legendy, mity (słynne „Indie można kochać, albo je nienawidzić”) czy nawet patologie („Fous de l’IndeRégis Airault – francuski psychiatra, który opisał „syndrom indyjski”, schorzenie psychiczne dotykające głównie młodych ludzi odwiedzających Indie i tracących kontakt z rzeczywistym światem).

Spotkawszy turystów i imigrantów europejskich w Indiach, w Bangalore, nowej indyjskiej Dolinie Krzemowej” i w Mysore, stolicy jogi na południu kraju, w stanie Karnataka, zapytaliśmy, dlaczego przyjechali do Indii i czy zastana tam rzeczywistość odpowiada ich wcześniejszym wyobrażeniom...

To właśnie joga jest jednym z głównych powodów dla których Europejczycy przybywają do Indii

Claire i Charlotte, 21 lat, Francuzki.

W Bangalore od sierpnia 2011, na okres 2 lat. Przyjechały do Indii, by ukończyć tu studia magisterskie w Atlantyckiej Szkole Designu Nantes, która daje możliwość wyjazdu na 2 lata do Szanghaju w Chinach lub do Bangalore. Charolotte wybrała Indie ze względu na sztukę rękodzielniczą, kulturę oraz ponieważ jest to kraj anglojęzyczny. Claire przyciągnął fakt, że Indie to rozwijające się państwo, którego duchowe oblicze może pomóc jej zajrzeć w głąb siebie.

Ich zdania na temat Indii:

Dla Charlotte to miejsce gdzie „zawsze dzieją się niesamowite rzeczy” i czuje się tutaj jak w domu. Ludzie są otwarci, kontakt z nimi jest ułatwiony. Claire dowiaduje się nowych rzeczy o samej sobie, uczy się relatywizacji. Niemniej jednak odczuwa ogromną różnicę między białymi a czarnymi ludźmi i ciężko jest się jej przyzwyczaić do tutejszego jedzenia.

Tom, 30 lat, Anglik, Europa „na straconej pozycji”

W Indiach od grudnia 2010, powrót do Wielkiej Brytanii w październiku 2011.Tom przyjechał po raz pierwszy do Indii w 2005 roku z okazji ślubu jednego z przyjaciół i zachwycił się tym krajem. Wrócił w 2010 jako wolontariusz misji humanitarnej z łona organizacji Odanadi, która walczy z przemytem ludzi. Jak sam twierdzi, swoją podróż odbywa z dość egoistycznych pobudek, daje mu ona możliwość pracy w rozwijającym się kraju, podczas gdy Europa, jego zdaniem, znajduje się na „straconej pozycji”. Tom nie zalicza się do osób szczególnie zainteresowanych spirytualnym aspektem kraju, przyjechał z jasno określonym celem pomocy Odanadi w lepszej organizacji jej misji. Indie stanowią dla niego miejsce ekstremalnych kontrastów, szczególnie w kwestii statusu kobiet. Uważa, że przypominają Europę sprzed lat, gdzieś z połowy XX wieku, z tą istotną różnicą, że ogromny wpływ wywierają tu media, co nie miało miejsca w ówczesnej Europie.Podsumowując, doświadczył w tym kraju wielu pozytywnych rzeczy, przyznaje jednak, iż potrzeba czasu i odwagi, by mieć do nich dostęp.

Tom uważa, że Europa znajduje się na straconej pozycji.

Sylwia, 35 lat, Polka mieszkająca w Anglii

„...w Europie „jesteśmy niczym w bańce. Życie jest proste, jedzenie jest proste. Po powrocie do Europy, o wiele bardziej docenia się to, co się ma, a wyjście poza swoją strefę komfortu pomaga dojrzeć.”

W Europie „jesteśmy jak w bańce”. W Indiach po raz drugi, przyjechała dla jogi. Tutaj poznaje wszystkie jej aspekty, nie tylko ten fizyczny, którego naucza się w Europie, ale także duchowy. Sylwia uwielbia Indie i ich skrajności. Jej zdaniem, dopiero tutaj można zacząć żyć „prawdziwym życiem”, podczas gdy w Europie „jesteśmy niczym w bańce. Życie jest proste, jedzenie jest proste. Po powrocie do Europy, o wiele bardziej docenia się to, co się ma, a wyjście poza swoją strefę komfortu pomaga dojrzeć.”

Katharina, 28 lat, Niemka mieszkająca w Szwajcarii

W Indiach od roku, wraca do Szwajcarii w marcu 2012. Katharina dużo podróżowała i pragnęła odwiedzić Indie, które zdawały się jej „wisienką na torcie” swoich wypraw. Jest to kraj łączący wszystko, co kocha: jogę, życie spirytualne, rzeźbę... Przyjechała do Mysore, by uczyć się jogi, a następnie jedzie zamieszkać w aśramie (indyjska pustelnia, gdzie uczniowie gromadzą się wokół duchowego mistrza, guru) w Pondiherry. Religijne zasady tego kraju przerażają ją, jako kobieta czuje się tu zagrożona. Stara się jednak czerpać to, co najlepsze, wiele się nauczyła i przede wszystkim poznała mnóstwo ludzi.

Fot. : główna (cc) matness4dummies/flickr ; Tekst : Alona Praslov/flickr oraz vivekthakyal/flickr