Indie z innego punktu widzenia: fotogaleria

Artykuł opublikowany 8 lutego 2014
Artykuł opublikowany 8 lutego 2014

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Jak uchwycić Indie, kraj, który niezliczoną ilość razy został poddany nienasyconym obiektywom fotografów? Wielobarwny chaos pomiędzy Kaszmirem i Komorynem jest prawdopodobnie jedynym krajem na świecie gdzie zrobienie dobrego zdjęcia jest dziecinnie łatwe, a zarazem bardzo trudne. Zachęcam do spojrzenia na Indie z innego punktu widzenia.

Kiedy spo­tka­łam Lo­uise Ne­ervo­ort w go­rą­cą noc 2011 roku w Goa, w oczy rzu­ci­ły mi się jej nie­zwy­kły szal i apa­rat fo­to­gra­ficz­ny. Trzy lata póź­niej, nie­któ­re ze zdjęć, które wy­ko­na­ła pod­czas tam­tej po­dró­ży, roz­pro­szo­ne zo­sta­ły po całym cur­ry­po­wer (dział o In­diach- przyp. tłum.) słu­żąc zo­bra­zo­wa­niu róż­nych tek­stów o tym jed­nym z naj­bar­dziej ta­jem­ni­czych, ma­gicz­nych i osza­ła­mia­ją­cych kra­jów na świe­cie.

Tym razem jed­nak przed­sta­wio­ne będą tylko zdję­cia. To nadal Indie, ale czy zda­rzy­ło wam się wi­dzieć je w ta­kiej od­sło­nie?

Na brze­gach rzeki How­rah, która prze­pły­wa przez ze­spół miej­ski Kal­ku­ty, miesz­kań­cy tej daw­nej sto­li­cy ob­my­wa­ją ra­mio­na w pa­lą­cym słoń­cu. Te ry­tu­al­ne ablu­cje peł­nią za­ra­zem funk­cję hi­gie­nicz­ną, jako że ła­zien­ki z bie­żą­cą wodą nie są czę­sto spo­ty­ka­ne w bied­niej­szych dziel­ni­cach.

Indie zwy­kle ko­ja­rzą się lu­dziom z ko­lo­ra­mi ta­ki­mi jak: czer­wień, żółć i sza­fran. Jed­nak nie można po­mi­jać mi­lio­na od­cie­ni błę­ki­tu, zie­le­ni, la­zu­ru i tur­ku­su, któ­ry­mi mieni się Ocean In­dyj­ski oraz myte w jego wo­dach ko­szu­le jak te wi­docz­ne w pral­ni Ma­ha­lak­sh­mi Dhobi Ghat wMum­ba­ju.

Mimo że Indie znane są jako kra­ina spa­lo­nych słoń­cem rów­nin, można na­tra­fić tu na buj­nie za­ro­śnię­te miej­sca z traw­ni­ka­mi i drze­wa­mi gęsto po­kry­ty­mi li­ść­mi. Takie idyl­licz­ne miej­sce od­róż­nia­ją­ce się głę­bo­ką zie­le­nią znaj­du­je się wokół Vic­to­ria Me­mo­rial w cen­trum Kal­ku­ty.

Gdzie leży esen­cja Azji? Bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że w jej han­dlo­wym cen­trum, czyli na ba­za­rze. Tak jak w in­nych me­tro­po­liach, w Mum­ba­ju roi się od ma­łych, ru­chli­wych za­kąt­ków, gdzie można sprze­dać, kupić lub wy­mie­nić pra­wie wszyst­ko. Jed­nak obrze­ża tych han­dlo­wych prze­strze­ni są bar­dziej fa­scy­nu­ją­ce i przede wszyst­kim mniej uczęsz­cza­ne: czuć tam jesz­cze oży­wie­nie to­wa­rzy­szą­ce at­mos­fe­rze na ba­za­rze, ale ruch ulicz­ny prze­cho­dzi już w wol­niej­sze tempo, po­zwa­la­ją­ce na swo­bod­ny spa­cer. Zanim jesz­cze sprze­daw­cy owo­ców czy her­ba­ty usta­wią swoje stra­ga­ny, można tam uchwy­cić lekką woń przy­praw, wosku, sma­żo­nych słod­ko­ści oraz oleju sil­ni­ko­we­go.

Ka­mień, mech i tro­chę po­wie­trza: więk­szość bu­dyn­ków bia­łe­go mia­sta w Pusz­kar wy­da­je się być zro­bio­nych z gipsu, po­ma­lo­wa­nych w pa­ste­lo­wych od­cie­niach żółci i zie­le­ni. Zie­mia jest czer­wo­na, niebo nie­bie­skie, a po­wszech­nie la­ta­ją­ce tam go­łę­bie uwiel­bia­ją suche i po­mie­sza­ne z pia­skiem po­wie­trze Ra­dża­sta­nu.

Mia­sto Wa­ra­na­si- mimo że stało się zde­pra­wo­wa­ne i ko­mer­cyj­ne, samo wspo­mnie­nie tego świę­te­go miej­sca nadal wzbu­dza cichy po­dziw w lu­dziach. Roz­kwi­ta­ją­ce ze swo­imi bo­ga­cą­cy­mi się kup­ca­mi, ci­chy­mi bra­mi­na­mi, sprze­da­ją­cy­mi dzieć­mi na ulicy i gło­du­ją­cy­mi psami, nadal po­zo­sta­ło do końca nie­od­kry­te- jego licz­ne za­kąt­ki po­zo­sta­ją miej­scem za­miesz­ka­nia dla róż­nych du­chów, które można od­róż­nić od praw­dzi­wych ludzi je­dy­nie po­przez ich stopy zwró­co­ne w prze­ciw­ną stro­nę.

Indie są domem dla 26 róż­nych ga­tun­ków małp, wśród któ­rych naj­żyw­sze są ma­ka­ki. Po­lu­ją na piel­grzy­mów, kup­ców i tu­ry­stów, któ­rzy prze­kra­cza­jąc rzekę Gan­ges w Ri­shi­kesh, niosą kwia­ty lub owoce. W ten spo­sób małpy ko­rzy­sta­ją za­ra­zem z pięk­nych wi­do­ków oraz zdro­we­go po­ży­wie­nia.

Wszyst­kie fo­to­gra­fie au­tor­stwa Lo­uise Ne­ervo­ort. Louis uro­dzi­ła się w Syd­ney, a teraz żyje i pra­cu­je w Lon­dy­nie.