Irański reżyser Ahmad Farahani: ,,Nie potrafiłem okłamywać samego siebie”

Artykuł opublikowany 25 kwietnia 2016
Artykuł opublikowany 25 kwietnia 2016

W październiku ubiegłego roku, podczas dziennikarskiego festiwalu Internazionale w Ferrarze w północnych Włoszech, irański reporter i reżyser Ahmad Jalali Farahani zaprezentował swoje stanowisko w sprawie prześladowań dziennikarzy - dokument We are Journalists z 2014 roku. Spotkaliśmy się z reżyserem, aby porozmawiać o jego pracy. 

Prześladowania dziennikarzy w Iranie zaczęły się po tym, kiedy w 2005 roku do władzy doszedł Mahmoud Ahmadinejad. Jego kolejne wyborcze zwycięstwo w 2009 roku, przeciwko Mir-Hosseinowi Mousaviemu, nie poprawiło sytuacji. Reelekcja przebiegła w cieniu oskarżeń o sfałszowanie wyborów, co doprowadziło do masowych protestów, brutalnie stłumionych przez rządowe organy bezpieczeństwa.

Dokument Farahaniego opowiada o ciągłym poczuciu zagrożenia, w którym irańscy dziennikarze są zmuszeni żyć, o niebezpieczeństwie aresztowania, uwięzienia, brutalnego pobicia, tortur i wygnania. Reżyser doświadczył tego na własnej skórze, kiedy w 2010 roku trafił do więzienia. Po tych wydarzeniach jego rodzina wyemigrowała do Danii, gdzie żyją do tej pory. 

Reżyser, który pracował również jako aktor filmowy i teatralny, nie ma żadnych wątpliwości co do wartości wolności słowa i dziennikarstwa. „Swoboda wypowiedzi jest bardzo ważna dla wolności dzisiejszego świata, nie tylko w Iranie i na Bliskim Wschodzie. We are Journalists to film o znaczeniu prawdziwego dziennikarstwa. Straciłem pracę, przyszłość, reżim zajął mój dom i konto w banku - straciłem wszystko. Dlaczego? Bo nie potrafiłem okłamywać samego siebie”.

„W Iranie mamy dwa rodzaje dziennikarstwa, to prawdziwe i to « reprezentacyjne». Jeśli w moim kraju powiesz, że jesteś prawdziwym dziennikarzem, będziesz torturowany, więziony i izolowany od społeczeństwa”. Farahani opowiada, jak 150 dziennikarzy opuściło Iran po 2009 roku, a przeszło 300 straciło pracę. Reżim Ahmadinejada zakazał działalności Association of Iranian Journalists (Organizacji Irańskich Dziennikarzy). Po 2009 roku zamknięto również wiele gazet.

Obecnie, pod rządami Hassana Rohaniego, kontynuuje się represje. Według raportu Komitetu ds. Ochrony Dziennikarzy (CPJ) z 2015 roku Iran zajmuje trzecie miejsce co do największej liczby uwięzionych dziennikarzy. Na liście, poza Iranem, znajdują się kraje takie jak: Egipt, Turcja, Erytrea czy Arabia Saudyjska. Jedną z mocnych stron dokumentu jest fakt, że reżyser nie przedstawia prześladowań z pozycji dystansu, ale stawia się raczej w roli świadka z samego serca kraju. 

W czasie naszej rozmowy Farahani opowiada o Ahmadzie Zeidabadim, pierwszym dziennikarzu wygnanym w głąb odległego regionu Iranu (a dokładniej do Gonabadu w północno-wschodniej prowincji Chorasan-e Razawi) jeszcze za czasów islamskiej rewolucji z 1979 roku. Zeidabadi jest dobrze znanym irańskim dziennikarzem aresztowanym w czerwcu 2009 roku, krótko po reelekcji Ahmadinejada. W listopadzie tego samego roku skazano go na „6 lat pozbawienia wolności, 5 lat wygnania i całkowitego zakazu działalności politycznej i dziennikarskiej" - jak cytują Reporterzy bez Granic.

Już w listopadzie zeszłego roku ONZ wezwało Iran do zaprzestania represji wobec dziennikarzy. Była to odpowiedź na aresztowanie pięciu dziennikarzy na krótko przed wyborami parlamentarnymi. W tym samym miesiącu Reyhaneh Tabatabaei, reporter i aktywista polityczny, został skazany na rok więzienia za „rozpowszechnianie antyreżimowej propagandy”. 

Złożona architektura władzy w Islamskiej Republice to klucz do zrozumienia walki o dominację, która aktualnie ma miejsce w całym kraju, oraz jej wpływu na politykę wewnętrzną w kontekście wyborów z 26 lutego.

Wybory te wyłoniły zarówno Islamskie Zgromadzenie Konsultatywne, zwane również Parlamentem Islamskim, jak i Zgromadzenie Ekspertów, złożone z teologów, którzy mają za zadanie odwoływać, zastępować i nadzorować Najwyższego Przywódcę Iranu. 

Farahani jest krytyczny wobec działań Zachodu w kontekście irańskiego scenariusza politycznego: „Zachodnie państwa, takie jak Wielka Brytania, myślą, że wspieranie jakiejkolwiek umiarkowanej partii w Iranie wystarczy, aby zmienić sytuację polityczną w kraju. To nie jest dobra decyzja. Jeśli Zachód myśli, że może w ten sposób posunąć swoje plany naprzód, jest w błędzie. Reformatorzy i partie umiarkowane w Iranie nie mają władzy ani pieniędzy”.

Ten argument potwierdza usunięcie z listy kandydatów do Zgromadzenia Ekspertów Hassana Chomejniego, duchownego o umiarkowanych poglądach oraz wnuka założciela Islamskiej Republiki, podobnie zresztą jak pozostałych kandydatów o umiarkowanych i reformistycznych poglądach. 

Farahani twierdzi, że zewnętrzne organizacje powinny wspierać wewnętrznych działaczy w Iranie: „[Zachodnie grupy nacisku, organizacje pozarządowe itp.] muszą pamiętać, że każda zmiana powinna wychodzić z wnętrza Iranu. Oczywiście powinni wspierać irańskich dziennikarzy z zewnątrz, ale powinni również być w kontakcie z dziennikarzami i działaczami na rzecz praw człowieka wewnątrz kraju i zmuszać swych własnych polityków do poważnych rozmów na temat praw człowieka, a nie jedynie o układach nuklearnych".

„[Irańczycy] są zmęczeni rewolucją” - kończy. „Widzimy, co się stało w Syrii, Afganistanie, Jemenie i innych państwach dookoła nas. Nie chcę rozmawiać z zachodnimi intelektualistami, ale ze zwykłymi ludźmi. Jeśli świat chce zmienić irański reżim, powinien nas wspierać, ponieważ jesteśmy dziennikarzami".