Irlandzcy emigranci – wędrówki w czepku rodzonych

Artykuł opublikowany 27 stycznia 2011
Artykuł opublikowany 27 stycznia 2011
Tysiące opuściło Irlandię, gdy ta znajdowała się na szczycie gospodarczego boomu, a słowo „diaspora” kojarzyło się bardziej z tytułem rozdziału z książki „Prochy Angeli”. Teraz, gdy dawny blichtr przeminął, „ekspaci” którzy wyjechali w dobrych czasach, z dnia na dzień przeobrazili się w „imigrantów”. W 2010 r. dołączyło do nich 65 tys. nowych emigrantów uciekających przed kryzysem ekonomicznym.

Obecni emigranci to zupełnie inna historia w porównaniu do cioć i wujków, którzy wyemigrowali z Irlandii w latach 80., by pracować na budowach w Londynie i Bostonie. Po pierwsze, mają oni o wiele lepsze wykształcenie - w odpowiedzi na dużą falę emigracji lat 80. irlandzkie władze wprowadziły darmowe studia, mając nadzieję, że konkurencyjni młodzi, którzy odniosą sukces za granicą, ostatecznie wrócą ze swoim kapitałem do Irlandii. Decyzja rządu przyniosła oczekiwane rezultaty i irlandzkie sukcesy zaczęły napędzać ekonomię tego celtyckiego tygrysa na międzynarodową skalę. Emigracja ustała, jednak polityka darmowych studiów, pod ogromna presją społeczną, była nadal kontynuowana. Obecnie irlandzkie uniwersytety pękają w szwach. Dzisiejsze pokolenie ma ponadto zupełnie inne oczekiwania. „Ekspaci sprzed 20 do 25 lat wyemigrowali w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy”, stwierdził Mark O’Brien, prezes gaelickiej ligi futbolowej w Toronto dla „The Irish Times”. „Nowi emigranci są bardzo wybredni, nie chcą podejmować prac, które według nich są poniżej ich możliwości. Tacy są w czepku rodzeni”.

Getting a lick-in

Nawet tym dwudziestoparolatkom, którym szczęście aż tak nie dopisywało, można wybaczyć ich zniekształcony pogląd odnośnie własnego potencjału fiskalnego. W końcu, przez 15 lat mogli podziwiać, jak wszyscy dookoła nich bogacili się z roku na rok: domy stawały się coraz większe, a całe wioski zmieniały swój wygląd. Młode irlandzkie pokolenie jest nie tylko „najlepsze z najlepszych”, ale również najbardziej „burżuazyjne”: generacja pracowników budowlanych mających nadzieje, by zarobić na jedno piwo, została zastąpiona przez rzesze psychoterapeutów i dietetyków oczekujących takiego samego stylu życia, jak w „Gotowych na wszystko”. W konsekwencji, ani beztroskie skojarzenia z „ekspatem”, ani powszechne konotacje z „imigrantem” nie pasują całkiem do tej społecznej anomalii.

1868Nowa irlandzka diaspora zachowuje się podobnie do ich emigracyjnych przodków w latach ożywienia gospodarczego - składa wnioski o wizy pracownicze do Australii, USA i Kanady, w nadziei na znalezienie pracy, która pozwoli im tam pozostać. Jedyną dostrzegalną różnicą jest większa liczba ekspatów i nieco pilniejszy charakter poszukiwań. „Słowo ekspat oznacza po prostu profesjonalnego imigranta”, twierdzi John Heffernan, który opuścił Irlandię, by studiować międzynarodowe prawo publiczne na Uniwersytecie w Amsterdamie. „Od zawsze planowałem, by wyjechać za granicę na studia magisterskie, to nie kryzys finansowy był dla mnie motywacją do opuszczenia Irlandii”. Obecnie cała rzesza ludzi sukcesu, którzy byli kiedyś obiektem zazdrości sąsiadujących narodów, opuszcza Republikę. Andrew Byrne, najlepszy absolwent na roku i przewodniczący Samorządu Studenckiego prestiżowego Trinity College w Dublinie, pracował już dla Partii Zielonych i w ruchu Irlandia dla Europy, jednak teraz mieszka i żyje w Niemczech. „Pomimo że teoretycznie jestem tu na emigracji, to wiem na pewno, iż w przyszłości wrócę do Irlandii”, mówi Byrne. „Uważam, że wielu Irlandczyków myśli w podobny sposób, a w międzyczasie tanie podróże i Skype umożliwiają bardzo łatwe utrzymanie kontaktu z domem”.

Z pewnością wiele zmieniło się w procesie emigracyjnym od lat 80. Lot przez pół globu na Święta Bożego Narodzenia nie jest już jak kiedyś wielkim wyczynem. A wraz ze Skypem i wideorozmowami jak w Star Treku, odeszły czasy kart i budek telefonicznych. W rzeczywistości, odżyła kultura emigracyjna, która wydaje się dla wielu mieć w sobie coś oryginalnego, a nawet modnego. Na początku Nowego Roku, „The Irish Time” opublikował historię o tytule „Emigracja: Następne pokolenie” wraz z efekciarskim zdjęciem uśmiechniętej blondynki, dumnie pozującej w nowojorskiej Greenwich Village oraz podpisem „Czy powiedzie mi się tutaj?”. „Najlepiej byłoby, gdyby każdy na trochę wyemigrował”, zapewnia Steven Lyon, który opuścił Irlandię, by podjąć studia w Cambridge. „Nauka tego, jak ukształtować własne ‘ja’ w nieznanym środowisku jest umiejętnością godną podziwu, dającą każdemu do zrozumienia, że dom nie jest centrum wszechświata”. Idealnej czy nie, z rozpadającym się rządem, wzrastającymi podatkami oraz przyszłością w rękach rekinów pożyczkowych z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, irlandzkiej młodzieży kończą się możliwości. Długa tradycja emigracji wraca z pełną siłą, jednak tym razem państwo eksportuje inny rodzaj pracowników. Co w nadchodzących, nieprzewidywalnych latach stanie się z diasporą w czepku rodzoną? Każdy może tylko zgadywać.