Izrael po Szaronie

Artykuł opublikowany 8 lutego 2006
Artykuł opublikowany 8 lutego 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Pośpieszne zejście Ariela Sharona ze sceny politycznej rozpoczyna nową erę w Izraelu, pełnej znaków zapytania: Palestyna, Syria i Iran. Pierwsza runda: 28 marca, data wyborów.

Niezbędny składnik w każdym rozdziale izraelskiej historii - strach.

Dziadek "Arik" - jak czule nazywają premiera Izraela, Ariela Sharona - w polityce umarł po wylewie krwi do mózgu. Spotkał go podobny koniec jak jego poprzedników. Stanowisko premiera w Izraelu zdaje się być naznaczone nieszczęściem: Icchak Rabin został zamordowany; Lewi Eszkol skończył ciężko chory. Reszta, to przegrani w wyborach lub wypędzeni ze swych własnych partii. Zejście Sharona ze sceny politycznej było tak niekorzystne jak i niespodziewane, i miało miejsce w najlepszym momencie dla jego, dopiero co utworzonej partii. Kadima ("Naprzód"), na kilka tygodni przed wyborami ma przed sobą wyzwanie, polegające na udowodnieniu, że nie jest partią jednej pojedynczej osoby, lecz projektem wiarygodnym, stabilnym i cieszącym się wystarczającym poparciem nie tylko by być większością w Knesecie lecz także aby kontynuować drogę zapoczątkowaną przez Sharona ku pokojowi, z równym mu autorytetem, który posiadał w ostatnich latach.

Wyzwanie Izraela wobec międzynarodowej wspólnoty

Międzynarodowa społeczność z niecierpliwością oczekuje na następcę Arik’a. Ariel Sharon, od zawsze bliski skrajnej prawicy, który swego czasu oskarżał UE o antysemityzm, w ostatnich latach przybrał zupełnie inny kierunek ideologiczny. Przystał na niektóre żądania społeczności arabskiej, starając się doprowadzić do szczęśliwego zakończenia jednego z najistotniejszych wyzwań jego rządu - pokoju z Palestyną, po niezwykle długotrwałym i krwawym konflikcie. Wszyscy byliśmy świadkami wyburzeń licznych żydowskich kolonii w Strefie Gazy - którym towarzyszył niewyobrażalny chaos i oburzenie znacznej części rodaków - i historyczne oddanie terytoriów społeczności palestyńskiej.

Ta decyzja kosztowała go konieczność opuszczenia Likudu, partii, którą sam założył po opuszczeniu wojska w 1973 roku. Zachował jednak uznanie międzynarodowej społeczności. Podczas generalnego zebrania Narodów Zjednoczonych we wrześniu zeszłego roku, izraelski premier po raz pierwszy uznał bowiem prawo Palestyńczyków do posiadania własnej administracji terytorialnej.

Zwycięstwo partii Likud na czele z Netanjahu albo lidera Partii Pracy, Amira Peretza, w wyborach 28 marca, mogłyby doprowadzić do sparaliżowania kolejnego zamiaru zapoczątkowania pokoju z Palestyńczykami. Liczni specjaliści i lokalna prasa zgadzają się w przepowiedniach, kto miałby największe szanse na stanowisko premiera. Szymon Peres jest jednym z nich. Jemu polityczne sondaże dają największe szanse i oceniają iż jego partia jest w stanie zdobyć przynajmniej 42 miejsca z parlamencie.

Te same sondaże dają ministrowi Ehudowi Olmert, który wydaje się być naturalnym następcą Szarona, 40 miejsc w parlamencie. Chociaż teraz jest wciąż za wcześnie, by prognozować prawdopodobne decyzje wyborców wobec partii Kadimy i czy naprawdę utraci "falę sympatii" po nieoczekiwanym odejściu Ariela Sharona.

Dyplomacja zmusza

Ktokolwiek miałby być nowym premierem, ma przed sobą wielkie wyzwanie nie tylko w kwestii Strefy Gazy i Palestyny. Musi się także utrzymać na nogach przy zaostrzającym się kryzysie z Syrią i przede wszystkim, mieć się na baczności wobec irańskiego zagrożenia nuklearnego. Prezydent Iranu, Ahmadinedżad, ogłosił ostatnio publicznie swoje "życzenie" wymazania Izraela z mapy świata. Poparcie międzynarodowej wspólnoty będzie w znacznym stopniu decydujące dla bezpieczeństwa w nowym Izraelu bez Sharona. Dyplomacja będzie musiała być zaś czymś na kształt laski, na której podeprze się nowy premier.