„Ja, Daniel Blake” i podzielone brytyjskie społeczeństwo

Artykuł opublikowany 7 grudnia 2016
Artykuł opublikowany 7 grudnia 2016

Nic tak nie rozpala dyskusji o władzy i społeczeństwie jak film Kena Loacha. Najnowszy obraz reżysera – Ja, Daniel Blake" – opisujący nieprzychylność brytyjskiego systemu pomocy społecznej spotkał się z mieszanym odbiorem pulbiki. Różne reakcje na film ukazały głębokie podziały istniejące w brytyjskim społeczeństwie.

Stolarz w średnim wieku, Daniel Blake, przeszedł zawał serca. Choć lekarz twierdzi, że jest niezdolny do pracy, władze każą mu chodzić od drzwi do drzwi, by uzyskać należny zasiłek. Uwięziony w biurokratycznym koszmarze Blake coraz bardziej podupada na zdrowiu.

Tak pokrótce przedstawia się fabuła „Ja, Daniel Blake", najnowszego dzieła lewicowego reżysera Kena Loacha. Obraz wygrał Złotą Palmę na Festiwalu w Cannes, i został dobrze przyjęty przez krytyków oraz widzów. Pojawili się jednak tacy, którzy określili film jako „nierealistyczny”.

Były minister pracy i emerytur Iain Duncan Smith nie postrzega przedstawionej historii jako opowieści o współczesnej Wielkiej Brytanii. Jak powiedział w programie BBC’s Today, w jego ocenie film jest przerysowaną wizją rzeczywistości.

To doskonale obrazuje podziały istniejące w brytyjskim społeczeństwie. Iain Duncan Smith oraz Daniel Blake mogą żyć w tym samym kraju, ale ich życie wygląda zupełnie inaczej w każdym aspekcie .

Nie jest dla mnie szokiem, że konserwatywny parlamentarzysta nie widzi problemu w aktualnej polityce społecznej. Duncan Smith może chować głowę w piasek, ale nie oznacza to, że ludzie dotknięci cięciami w zasiłkach socjalnych nie odczuwają tego w sposób, w jaki zostało to przedstawione w filmie.

W latach 2011-2014, gdy Duncan Smith pełnił funkcję ministra pracy i emerytur, 2380 osób zmarło wkrótce po tym, jak potwierdzono ich zdolność do pracy. To bezpośredni i okrutny efekt nieludzkiej polityki społecznej w Wielkiej Brytanii.

W tym roku Duncan Smith zrezygnował twierdząc, że planowane cięcia w polityce społecznej są nie do przyjęcia, ale jego spuścizna pozostała. Zgodnie z danymi z departamentu pracy i emerytur, 88 000 rodzin zostało bezpośrednio dotkniętych przez cięcia w systemie zasiłków. To ludzie z krwi i kości, a w tym ćwierć miliona dzieci, którym grozi utrata domu.

„Jeśli [Iain Duncan Smith] uważa, że film nie jest realistyczny, to żyje w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości" - twierdzi producent filmu Rebecca O'Brien.

Ja, Daniel Blakepokazuje, że brytyjskie społeczeństwo jest mocno podzielone ze względu na zawartość portfela, a poszczególne grupy nie potrafią odnieść się do sytuacji współobywateli.

Nie jestem specjalistą od pomocy społecznej, ale wiele aspektów Ja, Daniel Blake mija się z prawdą" - pisze dziennikarz Toby Young w Daily Mail. „Bohaterom daleko do naciągaczy z programu Benefits Street".

Komentarz jest raczej zbędny. Najwidoczniej dla dziennikarzy po prywatnej uczelni słusznym punktem odniesienia w kwestii pomocy społecznej jest mocno krytykowany program telewizyjny. Ponieważ ten świat jest dla nich obcy, nie mają problemu z nazywaniem innych naciągaczami i nie widzą najmniejszych powodów, by przejmować się ich losem.

Elita nie ma ochoty sympatyzować z ludźmi, którym powodzi się gorzej i jest to jeden z objawów podziałów istniejących obecnie w Wielkiej Brytanii. Bogaci żyją zamknięci w swoim świecie, gdzie problem pomocy społecznej zwyczajnie nie istnieje.

„Wraz z pogorszeniem się polityki społecznej bogaci mogą uniezależnić się od systemu zasiłków i wykupić lepsze warunki leczenia. Życie dwóch grup społecznych toczy się innymi torami” – stwierdziła wykładowczyni Anne Philips z London School of Economics podczas dyskusji na temat nierówności społecznych zorganizowanej przez Akademię Brytyjską.

Problem ten jest szczególnie widoczny w systemie edukacji, który tylko pogłębia istniejące podziały.

Bogaci mogą posyłać dzieci do lepszych szkół, a pracodawcy chętniej zatrudniają osoby z tej grupy absolwentów. Dlatego też ci, którzy ukończyli prywatne placówki – niewielki procent całego społeczeństwa – otrzymuje pożądane i dobrze płatne stanowiska, co pogłębia społeczne dysproporcje. Kolejną konsekwencją niskiej mobilności społecznej w Wielkiej Brytanii jest fakt, że dzieci dorastające w biednych rodzinach nie są w stanie uciec przed biedą w dorosłym życiu.

Edukacja to podstawowe narzędzie w walce z problemami społecznymi wywołanymi nierównością. Ludzie z różnych środowisk powinni mieć dostęp do tego samego poziomu edukacji. Tylko w ten sposób uczniowie mogliby być oceniani na podstawie zdolności, a nie zawartości portfela rodziców. Tylko w ten sposób liderzy w polityce, biznesie oraz mediach zaczęliby odzwierciedlać zróżnicowane brytyjskie społeczeństwo.

Niestety, pomimo górnolotnych haseł Theresy May o „Wielkiej Brytanii - kraju dla wszystkich", likwidacja nierówności społecznych nie jest priorytetem dla konserwatywnego rządu. Czesne na uczelniach pod rządami torysów już niemal się potroiły, a w najbliższym czasie jeszcze wzrosną na skutek działań gabinetu May. W ten sposób kolejnym grupom o gorszej sytuacji finansowej odetnie się drogę do edukacji na wyższym poziomie.

Ale, ale! Zawsze możemy poczytać opinie prywatnie wykształconych dziennikarzy, którzy wmawiają ludziom, że to, przez co przechodzą, mija się z prawdą. Ale przynajmniej tego typu wypowiedzi motywują Kena Loacha do kręcenia świetnych filmów o problemach społecznych Wielkiej Brytanii.