Jak polityka powoli unicestwia bośniacką kulturę 

Artykuł opublikowany 28 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 28 czerwca 2016

[Opinia] Po tym, jak w Sarajewie zamknięto kolejną instytucję kulturalną w wyniku interwencji politycznej, za którą stały interesy pewnych grup, udziały w zyskach i  mętne metody przydzielania budżetu, przyszłość bośniackiej kultury jest bardziej niepewna niż kiedykolwiek wcześniej. 

Pięć miesięcy działalności artystycznej sarajewskiego Teatru Młodych – który wcześniej przez 30 lat był nieczynny – , to zasługa aktora Mario Drmacia, który w tym czasie pełnił funkcję dyrektora teatru. Jego kadencja zakończyła się w chwili, gdy nie został ponownie wybrany na to stanowisko, co wzbudziło ostry sprzeciw ze strony społeczeństwa. Wszystko wskazuje na to, że ta decyzja była motywowana politycznie – Drmac był bowiem skonfliktowany z Mirvadem Kuriciem, niegdyś jego kolegą po fachu, a obecnie ministrem kultury i sportu kantonu sarajewskiego.

Nieustająca walka

„Gdy polityka zaczyna mieszać się w kulturę, nigdy nie kończy się to dobrze” – do takiego wniosku doszedł Drmac, gdy z powodu cięć budżetowych zmuszony został do pozyskiwania funduszy na własną rękę. „Najzabawniejszy w tym wszystkim jest fakt, że minister sam twierdził, że «jest tu po to, by wyeliminować politykę z kultury». Jak można o tym mówić w sytuacji, gdy to politycy stanowią większość w zarządzie?”

Liczba osób, które chodzą do teatru stale spada, częstotliwość organizowania koncertów w przeciągu ostatnich czterech lat zmniejszyła się o połowę, a muzeum narodowe jest otwierane tylko na specjalne okazje. Nawet uczestnicy akcji takich jak #jasammuzej nie są w stanie wiele zdziałać.

Większość bośniackich instytucji kulturalnych dysponuje budżetem około pół miliona euro. To naprawdę mało w porównaniu z innymi krajami w tej części Europy. Trudno jest dotrzeć do nowych dzieł młodych artystów, bo pierwsze skrzypce wciąż gra elitarne i wąskie grono twórców, a brak pieniędzy hamuje kreatywność na rynku.

Organizacje pozarządowe nie pozostają bierne wobec tego problemu. Dokładają wszelkich starań, by poprawić sytuację – na przykład, organizując inicjatywy oparte na współpracy i używając sztuki do konkretnych celów politycznych. Jednak te działania są w stanie tylko częściowo zaradzić problemowi i minimalnie sprzyjają wzrostowi świadomości w kwestii godnego pożałowania stanu bośniackiej kultury.

Podczas swej pięciomiesięcznej kadencji Mario Drmac zdołał przywrócić do repertuaru cztery dawno zapomniane sztuki oraz zorganizować premierę jednego nowego spektaklu. Ponadto po trzydziestoletniej przerwie powrócono wydarzenie Nowy Rok z Teatrem Młodych. Jednak ze sztuk wystawiona w ramach tego projektu przyciągnęła w ciągu miesiąca aż 6 tysięcy widzów, co oznacza, że frekwencja w teatrze wzrosła o 100%, a osiągnięty zysk dwukrotnie przewyższył budżet, który zainwestowano w realizację przedstawienia, czyli 11 500 euro.

Żądza sensacji bośniackich mediów

Ojciec dwóch małych dziewczynek opowiedział mi o tym, jak co najmniej dwa razy w tygodniu chodził z żoną i dziećmi do teatru lalek, który powrócił do repertuaru. „Dziewczynki to uwielbiały. Teraz już pewnie takie rozrywki wystawiono za drzwi”.

Jego słowa można uznać za ironiczne, biorąc pod uwagę fakt, że budynek teatru ma zostać odnowiony. Na polepszenie stanu okien, ścian i dachu przeznaczone zostanie 125 000 euro. Również ta inicjatywa została zapoczątkowana przez ekipę Mario.

Przy okazji konfliktu na linii Drmac-Kuric po raz kolejny na jaw wyszła niedojrzałość i prostactwo bośniackich dziennikarzy, którzy z każdej tego typu sytuacji robią widowisko, wyolbrzymiając szczegóły zamiast skupiać się na faktach i zachowywać bezstronność.

Na tle innych wyróżnia się jeden wywiad. Pełno w nim oskarżeń, „wytykania palcem” i melodramatycznych wypowiedzi z gatunku „on powiedział, że ona powiedziała”. Jest to niemalże podręcznikowy przykład tego, do czego sprowadzają się debaty polityczne w Bośni.

Ludziom jest już wszystko jedno, co tylko potwierdza przekonanie Mario o tym, że polityka nie powinna mieszać się do sztuki. Ten odrealniony status quo tak mocno wrósł w społeczeństwo, że doprowadził do jego podziału. I tak lokalni mieszkańcy wybrali życie w bańce, w oderwaniu od iście makiawelistycznego chaosu, który się wokół nich rozpętał.

Przyszłość jest gdzieś indziej

Pomimo swojego niewielkiego dorobku artystycznego, bośniaccy reżyserowie, artyści, muzycy i pisarze są często laureatami licznych międzynarodowych nagród. Z politycznego impasu na chwilę pozwalają wyjść również rozmaite inicjatywy, na przykład zaproponowana przez władze ustawa audiowizualna, mająca na celu zwiększenie zasięgu wsparcia finansowego udzielanego artystom. To wszystko daje nadzieję na lepsze jutro dla bośniackiej kultury i sztuki.

Nim jednak pomysły wejdą w życie, Mario radzi młodym z branży, by znaleźli takie miejsce, w którym „sztuka kwitnie i które będzie pobudzać ich twórcze aspiracje w całkowitym oderwaniu od polityki”.

Ta niepewność dotycząca przestrzeni i czasu jest niekorzystna dla nas, młodych Bośniaków. Oddala od nas perspektywę zbudowania sobie przyszłości w miejscu, z którego pochodzimy.

Nieżyjący już pisarz Karim Zaimović twierdził, że przyszłość Sarajewa wyglądać będzie jak ogromne puzzle, a złożenie porozrzucanych kawałków w spójną, rozpoznawalną, całość zajmie całe dekady. Dla młodego pokolenia może to również oznaczać konieczność odnalezienia brakujących elementów.