Jan Lachner – człowiek, który w 33 tygodnie podjął się 33 zawodów w 33 krajach

Artykuł opublikowany 19 czerwca 2015
Artykuł opublikowany 19 czerwca 2015

W gruncie rzeczy Jan Lachner to normalny koleś. To, co odróżnia tego pół Francuza, pół Niemca od innych to fakt, że po ukończeniu szkoły inżynierskiej i odbyciu kilku staży, zdecydował pewnego dnia, że nie ma ochoty być dorosły. Rozmawialiśmy z nim o 33 pracach, które wykonywał w 33 krajach.

Jan skończył studia, wykonał kilka (a może trochę więcej niż kilka) telefonów i z dnia na dzień rzucił wszystko, by wyruszyć w szaloną podróż. Za cel postawił sobie podjąć się 33 prac w 33 krajach Europy. A wszystko zaczęło się w 2011 roku.

Trzydziestolatek nie chciał marnować swojego życia na nic nie znaczące prace, a na podróż dookoła świata nie było go stać. W ten sposób Jan Lachner parał się piwowarstwem w Czechach i pracował jako instruktor flamenco w Hiszpanii. Produkował także biżuterię z bursztynu na Litwie i rogi alpejskie w Szwajcarii. W Wielkiej Brytanii czyścił baseny z rekinami, a w Niemczech był opiekunem osób starszych. W efekcie udało mu się przeprowadzić najobszerniejsze badanie praktyczne różnych zawodów w Europie, opisane w książce, która ukazała się pod koniec 2014 roku.

cafébabel: Jan, co cię zmotywowało do podjęcia tak skomplikowanej pogoni za pracą?

Jan Lachner: Kiedy pracowałem jako stażysta w oddziale samolotowym Rolls-Royce’a, patrzyłem na moich przełożonych , którzy mieli po 50 lat i myślałem sobie, że za 30 lat będę taki sam, jak oni i nadal będę tkwił w tej samej firmie. Pomyślałem sobie, że to zbyt proste. I to z tego powodu postanowiłem sprawdzić, jak wyglądają inne możliwości poza aeronautyką. Kiedy przekonałem się, że z łatwością mógłbym dostać się do 5 firm, zdałem sobie sprawę, że 33 też nie byłoby większego problemu.

cafébabel: To znaczy, że nie byłeś gotowy na styl życia praca-dom-sen?

Jan Lachner: Byłem, ale nie miałem na to ochoty. 

cafébabel: Do którego kraju pojechałeś najpierw i dlaczego?

Jan Lachner: Najpierw pojechałem na Maltę. Chciałem tam pracować jako rybak na pełnym morzu i to w sezonie, kiedy woda nie jest jeszcze bardzo zimna. Kiedy wypadnie się za burtę, długość przeżycia zależy głównie od temperatury wody.

cafébabel: To była trudna praca, prawda?

Jan Lachner: Kiedy dotarłem na Maltę, powiedziałem ludziom, że szukam jak najtrudniejszej pracy, że przyjechałem tam pracować, a nie popijać Caipirinhę.  

cafébabel: Czyli jednego dnia mieszkasz sobie w Paryżu, kończy się twój staż i nagle postanawiasz, że zostaniesz rybakiem na Malcie?

Jan Lachner: Chciałem wykonywać zawody, które są związane z państwami, do których jechałem. Kliszowy przykład – praca archeologa w Grecji. 

cafébabel: W Grecji mógłbyś też zostać bankierem.

Jan Lachner:  Chodziło mi o to, żeby spróbować wielu zajęć i żeby miały one jakiś związek z kulturą kraju. Dodatkowo musiałem brać pod uwagę swoje możliwości językowe – mówię po angielsku, francusku i niemiecku. Nie mam zatem możliwości podjęcia pracy agenta nieruchomości w Bułgarii. Dużo szukałem w internecie i dzwoniłem. Oczywiście, na początku spotykałem się z odmowami. Nie poddawałem się jednak i próbowałem nadal. I w pewnym momencie odezwał się do mnie ktoś z Malty.

cafébabel: Z czego żyłeś przez okres poszukiwań?

Jan Lachner: Mam bardzo kochaną dziewczynę, która w większości finansowała nasz czynsz w Paryżu. Ja sam nie potrzebuję wielu rzeczy do życia. Mieszkamy we dwójkę na 22 metrach kwadratowych, a moje ulubione danie to makaron z sosem ze słoika.

cafébabel: Jadłeś to przez rok?

Jan Lachner: Dalej to jem. Żyję skromnie. To coś, co bardzo ułatwia mi podróżowanie. Wiele razy w moim życiu spałem u ludzi z couchsurfingu, czasem na podłodze. Podróżowałem też na stopa. Dofinansowanie, które otrzymałem w ramach projektu, pokryło koszty podróży. Czasem zdarzało się, że jadłem rzadziej niż 3 razy dziennie. Moim celem było przeprowadzenie projektu w taki sposób, żeby nie zwiększać kosztów. Chciałem też pokazać, że każdy może zrobić to samo, co ja, bez względu na pochodzenie. W Norwegii, na przykład, jeśli spojrzysz na ceny, zauważysz, że trzeba bardzo uważać na wydatki. Za cenę norweskiej sałatki w innym kraju możesz przeżyć nawet tydzień.

cafébabel: Czy przedtem znałeś to swoje oblicze podróżnika?

Jan Lachner: W niewielkim stopniu. Przedtem spędziłem tylko 6 tygodni w Singapurze. Nie jestem nieśmiały, nie mam problemu z poznawaniem nowych osób. To, co jest dobre, to poczucie, że jest się gdzieś na tydzień i że trzeba ten czas wykorzystać do maksimum. Nie ma czasu na to, żeby odkładać rzeczy na później, wszystko musi się dziać tu i teraz. Jest tak, jak w kokpicie samolotu – dwaj piloci się nie znają, nigdy nie lecieli razem, zostali razem wysłani w podróż przez przypadek.

cafébabel: A jak wygląda życie po powrocie?

Jan Lachner: Dobrze. Zrobiliśmy to wszystko dlatego, że wiedzieliśmy, że wrócimy. 

cafébabel: Czy nasze pokolenie ma problem z wkraczaniem w dorosłe życie?

Jan Lachner: Nie wydaje mi się, żeby to był problem naszego pokolenia. Moja dziewczyna ma totalnie inne wyobrażenie na temat rzeczywistości niż ja. Ona nie ma problemu z bezpośrednim przejściem do trybu życia „znaleźć pracę, wspinać się po szczeblach kariery, pewnego dnia zainwestować w mieszkanie”. Dla mnie takie rzeczy, jak kupno mieszkania, nie mają najmniejszego znaczenia. Chciałbym coś przeżyć, mieszkać w innym kraju. Tak wyobrażam sobie pozytywne doświadczenie.

cafébabel: Jak odczuwasz europejskość w życiu codziennym?

Jan Lachner: Kiedy byłem w Madrycie, czułem się dobrze nawet pomimo faktu, że nie mówiłem po hiszpańsku. W tym kraju poczucie europejskości jest bardzo silne. Myślę, że w równym stopniu czułbym się u siebie w Ameryce i bez znaczenie jest tu fakt, że mówię po angielsku. Uważam, ze jest to kwestia punktu widzenia. Przy tym wszystkim są jeszcze wartości uniwersalne – myślę, że nie do końca dogadałbym się z Amerykaninem, który ma w domu broń. Albo z kimś, kto uważa, że kara śmierci to dobry pomysł. W ten sam sposób czuję się mentalnie odseparowany od mojej sąsiadki, która głosuje na Front Narodowy. Po prostu nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, pomimo tego, ze oboje jesteśmy Francuzami i mieszkamy w jednym budynku.

cafébabel: Ale ona także jest Europejką.

Jan Lachner: Tak, ale mam z nią mniej wspólnego niż z przeciętnym Słowakiem, Łotyszem czy Hiszpanem.

cafébabel: Czy przypadkiem nie tkwisz w bańce europejskiej utopii? Wszędzie na kontynencie pojawiają się ruchy eurosceptyczne.  

Jan Lachner: Nie sądzę. Myślę, że ludzie, którzy mieszkają w różnych krajach są czasem bardziej sobie bliscy, niż ludzie z tego samego regionu. Tak jest zresztą z prawicowymi ekstremistami. Ludzie z Alternatywy dla Niemiec, Frontu Narodowego, Ligi Północnej, złotego Świtu są bardziej sobie bliscy ponad granicami niż są bliscy mi. 

cafébabel: Co cię skłoniło do napisania książki?

Jan Lachner: Nie chciałem pisać książki, ale skontaktowało się ze mną wydawnictwo. 

cafébabel: A kto jest współautorem?

Jan Lachner: Jako inżynier, jestem perfekcjonistą. To dlatego wydawnictwo znalazło autora widmo. Na wakacje jednak z nim nie pojadę, to jest pewne. Nie wiem też, czy dobrze ocenił swoje możliwości – 33 kraje to jednak 33 różne konteksty.

cafébabel: Dlaczego nie chcesz pojechać z nim na wakacje?

Jan Lachner: Napisał, że Bułgarzy to spartaczony naród. To nie wszystko – pojawiła się kolejna klisza, a mianowicie przekonanie, że Grecy są leniwi. Okazuje się, że w rzeczywistości Grecy to jeden z najbardziej pracowitych narodów w Europie. Celem mojej podróży i mojej książki ma być właśnie przełamywanie takich stereotypów.

Książka: „33 Länder, 33 Wochen, 33 Jobs: Als Jobhopper unterwegs von Aalborg bis Zagreb” (w języku niemieckim) Jana Lachnera i Philipa Alsena (2014).