Jarmark Europa to już tylko historia

Artykuł opublikowany 6 sierpnia 2008
Artykuł opublikowany 6 sierpnia 2008
Przemycone papierosy, alkohol, lekarstwa, tandetne drobiazgi i pirackie płyty, podrobione markowe buty i ubrania. Jarmark Europa przypomina Wieżę Babel, tu wielokulturowość składa się na codzienność

Kilka minut od centrum miasta, na prawym brzegu Wisły, na Warszawskim Kamionku, między Saską Kępą a Pragą… Wielka metalowa kłódka, fruwające papiery, przerażające metalowe "szczęki", niepożądane zapachy i na ścisk wzdłuż ogrodzenia umieszczeni handlarze skutecznie odstraszają zabłąkanych turystów i mieszkańców miasta. Z pewną nostalgią spoglądam na to co pozostało z największego bazaru w Europie - "Jarmarku Europa". Tętniąca niegdyś życiem oaza złego smaku i przestępczości dziś przypomina, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, "Śmietnik Europa".

Co ma do tego PRL ?

Photo by atti-la / FlickrRok 1989 i początek lat 90. to nie tylko upadek komunizmu w Polsce, ale też co za tym idzie rozwój gospodarki rynkowej. Polacy odetchnęli z ulgą, a po pustych półkach z octem i gigantycznych kolejkach po tak zwane "mydło i powidło" nie zostało ani śladu. Sklepy zapełniają się wszystkim tym czego do tej pory nie można było kupić bez kartek czy wizyty w dewizowym Pewexie. Po długich latach ciułania wreszcie można swobodnie wydawać zarobione pieniądze, co wpływa na dynamiczny rozwój handlu. Na ulicach wielu miast pojawiają się składane turystyczne stoliki, łóżka polowe i entuzjastyczni sprzedawcy, z których wielu dorobiło się wtedy nawet małych fortun. To również czas gdy w Warszawie na dumie PRLu czyli na Stadionie Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego, znanego wszystkim jako Stadion X-lecia, powstaje gigantyczny bazar, który w 1996 roku zostaje mianowany "Jarmarkiem Europa".

Zła sława stadionu

Photos by Jaime Silva / Flickr & Mentitore / FLickrPrzez kilkanaście lat, siedem dni w tygodniu, na ponad 30 hektarach stadionu kilka tysięcy kupców stworzyło sobie miejsce pracy. Można tu było kupić wszystko - od fałszywego prawa jazdy poprzez podrabiane perfumy, antyki, medale żołnierzy byłego ZSRR, rasowe psy, aż po broń maszynową.

Ogromne targowisko przypominało dobrze zorganizowane mrowisko, gdzie każdy doskonale zna swoje miejsce: przechadzając się między straganami można było natknąć się na przybyszy zza wschodniej granicy oferujących przemycone papierosy, alkohol, lekarstwa, tandetne drobiazgi i pirackie płyty, Afrykanie handlowali podrobionymi markowymi butami i ubraniami a Wietnamczycy odzieżą pochodzącą z Azji. Jarmark Europa przypominał Wieżę Babel, tu wielokulturowość składała się na codzienność. Równocześnie, to jedyne miejsce w Warszawie gdzie można było spotkać reprezentantów tak wielu kultur przebywających w Polsce nielegalnie. To także jedyne miejsce w Europie, gdzie klienci beztrosko zaopatrywali się w nielegalny towar. Nie pomagały naloty policji, bo na miejsce każdego zatrzymanego pojawiał się zaraz kolejny. Według handlujących Wietnamczyków, policja w zamian za przymykanie oczu na nielegalne procedery pobierała haracz, a od czasu do czasu urządzała "polowanie" żeby wykazać się przed lokalnymi władzami i opinią publiczną.

Photo by atti-la / FLickrJarmark Europa to nie tylko handel, ale też broń, seks, narkotyki, przemyt, nielegalni emigranci czyli gigantyczny nieopodatkowany dochód, który być może miałaby szansę się powiększać, gdyby Polska należała do strefy euro. Zdania zarówno wśród kupujących jak i sprzedających są podzielone. „Wprowadzenie euro ułatwiłoby nam pracę. Łatwiej byłoby nam też eksportować nasze produkty do Unii”, twierdzi młody, energiczny sprzedawca rajstop. Nie wszyscy są jednak nastawieni pozytywnie do pomysłu wprowadzenia euro do Polski. Opór dyktowany jest strachem przed podwyżką cen, a niekoniecznie znajomością praw gospodarki. "Euro? A po co nam euro? Na pewno wszystko zdrożeje ze dwa razy, jak w innych krajach. Polska jest wystarczająco biedna i nie stać nas na euro" - co potwierdza pan Grzegorz, klient targowiska.

Świetlana przyszłość

Photo by atti-laNa miejscu cieszącego się złą sławą stadionu do 2010 roku ma powstać nowoczesne Narodowe Centrum Sportu, z basenami, boiskami, hotelami, restauracjami a nawet powierzchniami biurowo-mieszkalnymi. Ze względu na organizowane w 2012 roku w Polsce i na Ukrainie piłkarskie Mistrzostwa Europy, najważniejszą częścią tego kompleksu ma być Stadion Narodowy, na którym kibice z całej Europy obejrzą pierwszy, a zarazem inauguracyjny mecz. Według wstępnych szacunków władz miasta budowa tego obiektu ma pochłonąć ponad 100 mln zł. Dyskusje na temat Stadionu Narodowego przyprawiają o rumieńce nie tylko polityków ale też zwykłych obywateli i pokazują w jaki sposób podzielone są opinie. Jedni starają się zachować spokój i mimo upływającego nieubłaganie czasu wyrażać swój entuzjazm: "Wierzę, że rząd nie zawiedzie, nas, kibiców. Bo wtedy trzeba będzie zorganizować jakąś narodową rewoltę", mówi młody sprzedawca płyt DVD ukazujących się jako dodatki do prasy. Są też inni, nastawieni dość sceptycznie: "Obawiam się, że jak zawsze Polska skompromituje się przed resztą Europy i nie zdąży na czas, a wtedy z mistrzostw nici. Naprawdę byłoby szkoda i wielki wstyd przed innymi", kiwa głową 30-letni Robert zmierzający na przystanek tramwajowy.

Obiecanki cacanki

Na razie nic nie wskazuje na to, żeby tereny wokół stadionu i dzielnica Praga miały przypominać bardziej Europę a nie kojarzyć się z brudem, smrodem i nagonką na nielegalnie przebywających tu obywateli poza strefy Schengen. "Jaka Europa proszę Pani? Jeszcze nam daleko do niej, toć to Azja. Nie wydaje mi się żeby w jakimkolwiek mieście Unii Europejskiej były w centrum takie stragany?" - z pewnym przekąsem narzeka elegancki mężczyzna z teczką, który, jak sam twierdzi, żeby skrócić czas oczekiwania na autobus ogląda sprzedawane na stoliku płyty.

Z jednej strony wciąż stojące gdzie tylko się da stragany ze skarpetkami, majtkami, tandetną odzieżą z Chin, czy pirackimi płytami, kompromitują tą europejską metropolię jaką jest niewątpliwie Warszawa. Z drugiej - świadczą też o wielkiej przedsiębiorczości jej mieszkańców.