Jean Pierre-Papin: "Uniwersalny język futbolu"

Artykuł opublikowany 3 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 3 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Symbol dla całego pokolenia kibiców, 43-letni francuski pomocnik Jean-Pierre Papin nosił koszulki kilku wielkich klubów europejskich. Dziś, jako trener, opowiada o swojej karierze, szczęściu i przystosowywaniu się do zmiennych warunków.

Stadion de la Meinau, południe. Po skończonym treningu zawodnicy Racingu Strasbourg schodzą do szatni. Za nimi podąża ich trener, Jean-Pierre Papin. Ubrany w kurtkę ze swoimi inicjałami, były napastnik reprezentacji Francji przyjmuje nas w swoim biurze. W trakcie rozmowy sprawia wrażenie urodzonego trenera: charyzmatyczny, zdecydowany, pewny siebie, wykazuje się również prawdziwym "duchem sportu".

Powołanie do piłki

Wychowany w rodzinie zawodowego piłkarza, Papin wcześnie odkrywa swoje powołanie oglądając ojca na treningach. Karierę rozpoczyna w wieku 7 lat, najpierw u trampkarzy w Jeumont i Trith Saint-Léger, później w Narodowym Instytucie Piłkarskim w Vichy. Prędko trafia do drugiej ligi - w 1984 roku, jako zawodnik FC Valenciennes - w następnym sezonie zaś do pierwszej, dzięki belgijskiemu Club Brugge.

Kariera Jeana-Pierre'a to według niego samego efekt pracy - opanowywania tajników zawodu i treningu psychicznego - ale również szczęścia. Potrzeba czasu by być dobrym, potrzeba czasu by być świetnym. Bycie piłkarzem z zewnątrz wydaje się proste, ale jest to praca żmudna, zwłaszcza pod względem psychicznym. Istotna jest jednak również jedna, często pomijana kwestia: łut szczęścia. Łatwo jest ucierpieć, łatwo podjąć złe decyzje. Istnieje też ryzyko że ucierpią inni z naszego powodu - to kwestia o wiele istotniejsza niż mogłoby się wydawać.

Talent zapewnia mu powołanie do reprezentacji narodowej w 1986 roku, przed meczem przeciwko Irlandii Północnej. Zostać zawodnikiem reprezentacji Francji oznacza znaleźć się pośród 20 najlepszych piłkarzy francuskich, co już stanowi wielkie źródło satysfakcji, wspomina Papin. W tym samym roku bierze on udział w Mistrzostwach Świata, gdzie ekipa Francji zajmuje trzecie miejsce. Po powrocie z Meksyku, Papin podpisuje kontrakt z Olympique Marsylia i zostaje pięć razy z rzędu (1988-1992) najlepszym strzelcem ligi francuskiej.

"Piłkarz europejski"

"Piłkarzem europejskim" Jean-Pierre Pain staje się wpierw dzięki otrzymanej w 1991 "Złotej Piłce", nagrodzie dla "najlepszego piłkarza roku w Europie". Podczas swojej kariery, nabiera on doświadczenia w różnych krajach europejskich dzięki grze w tak znaczących klubach jak Girondins Bordeaux, Olympique Marsylia, Bayern Monachium, AC Milan czy FC Brugges. Miałem szczęście wykonywać zawód który kocham w trzech różnych krajach. Styl gry różni się w zależności od miejsca. To naprawdę ciekawe doświadczenie, gdyż możliwość poznania kultury piłkarskiej w więcej niż jednym kraju to prawdziwa gratka.

Gra za granicą powoduje też pewne niedogodności. Jean-Pierre wspomina między innymi kontuzję której się nabawił w trakcie gry w Niemczech. Żałuje że nie znał wówczas wystarczająco dobrze języka by wyjaśnić swoje dolegliwości, w efekcie czego musiał skorzystać z usług tłumacza i wrócić do Francji na leczenie. Zdaniem Papina, najlepszym sposobem adaptacji nadal jest nauczenie się lokalnego języka. Z drugiej strony, problemów w porozumieniu między piłkarzami jest, według niego, zazwyczaj mało - gdyż wiodącym językiem jest futbol, i jest on w pewien sposób uniwersalny.

Gra w zagranicznym klubie powoduje również, że piłkarze mogą być czasem zmuszeni wystąpić przeciwko zespołowi z własnego kraju. To właśnie miało miejsce w Pucharze UEFA w 1996 roku, kiedy drużyna Papina - Bayern Monachium - pokonała w finale francuski klub Girondins Bordeaux. Zapytany z kim się w takich momentach identyfikuje, Papin odpowiada bez wahania "z moim klubem". Na boisku liczy się drużyna, nie kraj pochodzenia.

Od piłkarza do trenera

Koniec kariery piłkarskiej nie oznacza jednak dla Jeana-Pierre'a całkowitego "zawieszenia butów na kołku". Pierwsze kroki ku karierze trenerskiej Papin stawia w FC Bassin d'Arcachon, w latach 2004- 2006, by następnie otrzymać bez trudu oficjalne uprawnienia.

Dziś jest trenerem Racingu Strasbourg. Zawód ten wydaje mu się zupełnie inny od poprzedniego. Piłkarz robi wszystko co w jego mocy, trener zaś sprawia, że wszystko, co w mocy piłkarza, jest robione. To się wydaje dość zbieżne, ale w rzeczywistości są to dwie różne sprawy. Do niego należy teraz zarządzanie wielokulturową drużyną, kierowanie nią tak, by dostała się do pierwszej ligi, dążenie do zwycięstwa. A przez zwycięstwo mam na myśli znalezienie się w pierwszej trójce.

Piłka nożna jako fenomen społeczny

Dla Papina piłka nożna nie ogranicza się do sportu, jest to również fenomen społeczny dzięki któremu zanikają podziały rasowe. Niemniej nie należy pomijać przemocy na stadionach, problemu który istnieje od dawna i którego Jean-Pierre sam doświadczył. To zjawisko nie pojawia się we wszystkich klubach, zazwyczaj w zaledwie kilku i tam stale powraca. Kłopoty mieliśmy tylko w Paryżu, Saint-Etienne i Lens, ale były to pojedyncze incydenty.

Rasizm i przemoc na stadionach są bez wątpienia dwoma kwestiami, którymi Michel Platini, niegdyś czołowy napastnik reprezentacji Francji, a dziś świeżo mianowany prezes UEFA, będzie musiał się wkrótce zająć. Jean-Pierre Papin ubolewa nad faktem iż przeciw Platiniemu głosowała niemal połowa europejskich federacji, niemniej cieszy się, iż na to stanowisko trafiła osoba o bardzo jasnych poglądach na temat przyszłości piłki nożnej.

Na kozetce u Doktora Babel

Pańska główna cecha charakteru?

Pracowitość.

Cecha z której jest Pan najmniej dumny?

Zazdrość.

Kiedy był pan najbardziej szczęśliwy w swoim życiu?

Zawsze.

Jaki jest Pańskim zdaniem najgorszy błąd?

Nie przyznawać się.

Utożsamia się Pan w pierwszej kolejności ze swoim regionem, krajem, czy Europą?

Z Europą.

Jakie skojarzenie budzi w Panu słowo "Europa"?

Wolność.

Jakie miasto europejskie wywarło na Panu największe wrażenie?

Londyn.

Jaką kuchnię europejską lubi Pan najbardziej?

Włoską.

W którym kraju najbardziej chciałby Pan mieszkać?

W Grecji.

Pana ulubiony film?

Jest ich wiele... ale chyba najbardziej "Midnight Express"

Pana ulubiony artysta (aktor, muzyk, pisarz)?

Muzyk? Bardzo lubię Michela Delpecha.

Która europejska osobistość wywarła na Panu największe wrażenie?

Na myśl przychodzą mi różni politycy, ale nie o to mi chodzi... To skomplikowane... Ah, Księżna Diana.

Jakie korzyści przynosi Panu Europa?

Wolność.

Czy Europejska Konstytucja wydaje się Panu konieczna?

Kluczowa.

Które wydarzenie "europejskie" wywarło na Panu największe wrażenie?

Upadek Muru Berlińskiego.

Europa za 15 lat?

Szczerze mówiąc, niewiele bardziej rozwinięta niż dziś.

Pańska dewiza?

"Prosto bramki". Będę się jej trzymał!

W przyszłym tygodniu spotkamy się za kulisami z francuskim muzykiem Yannem Tiersenem