Jordania pod ostrzałem

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Tydzień temu Amman obudził się zaskoczony scenami, jakie już znamy z Londynu i Madrytu. Prasa lokalna uznała ataki bombowe za odosobnione incydenty, w kraju stłamszonym przez toczące się obok dwie wojny. Być może jest w tym jednak coś więcej.

Strata bliskich zawsze powoduje smutek i poczucie pustki. Zapalone świece oświetlają tą pustkę, aby ludzie nie zapomnieli. „Musimy powiedzieć innym o smutnej rzeczywistości, jakiej doświadczyliśmy” powiedział Książę Jordanii Al Hassan Bin Talal. Jaka jest ta rzeczywistość?

Ostatnie wypadki

Jordania jest domem dla 13 agencji ONZ. W ciągu ostatnich kilku lat ambasady, organizacje pozarządowe i przedsiębiorstwa przenosiły się do Jordanii z Iraku. Obecnie obcokrajowcy stanowią 17% populacji Jordanii. Stacjonujące oddziały amerykańskie, konferencje rządowe, dyplomaci, wojskowe ośrodki szkoleniowe i policja iracka dzielą jedną bazę: stolicę Jordanii, Amman.

Sierpniowe ataki na amerykańskie statki stacjonujące w porcie Aqaba na Morzu Czerwonym spotkały się z wielką uwagą mediów. Niewiele natomiast się mówiło o innych atakach lub próbach ataków w Jordanii. Przykładowo: w 2002 jeden z najbardziej niesławnych zamachowców irackich Abu Musab al-Zarqawi został oskarżony o zamordowanie amerykańskiego dyplomaty w Ammanie; w kwietniu 2004, ciężarówka należąca do Al-Kaidy wyładowana materiałami wybuchowymi i chemicznymi substancjami została zatrzymana na granicy z Syrią; 1 listopada, na osiem dni przed ostatnimi atakami, została rozbrojona siatka terrorystyczna planująca atak na siły amerykańskie i policję iracką. Według lokalnej gazety, Al Ghad, dziesięciu z piętnastu jej członków zostało zatrzymanych. Była to dziesiąta z kolei tego typu próba, wykryta i powstrzymana od początku tego roku.

Opisując rzeczywistość

Bezpieczeństwo i stabilność są dla rządu Jordanii kwestią priorytetową. W skomplikowanej sytuacji na Środkowym Wschodzie, zapewnienie bezpieczeństwa w kraju otwiera wiele możliwości politycznych i ekonomicznych. W ostatniej dekadzie Jordania przeprowadziła reformy, które według prognoz miałyby doprowadzić do wzrostu PKB o 10% w następnym dziesięcioleciu. Takie przynajmniej były prognozy aż do dnia wybuchów. Jordańskie media wzywają do narodowej jedności, zakładając, ze powrót do normalności jest tylko kwestią czasu. Czy faktycznie tak jest, czy też jest to tylko sposób na unikniecie stanięcia twarzą w twarz z chaosem, co mogłoby tylko pogorszyć i tak już trudną sytuację?

Najbardziej pesymistyczne prognozy przewidują, że Al-Kaida będzie chciała zdestabilizować kraj, który służy w kluczowych sprawach krajom zachodu, nie tylko “wpuszczając” na obszar Środkowego Wschodu wojska. Jest on także miejscem wypoczynku dla Amerykanów służących w Iraku i przede wszystkim, turystów z całego świata, krajem odwiedzanym przez 4,8 milionów ludzi rocznie, co przynosi dochód wysokości 10% PKB kraju. Optymiści zgadzają się z władzami Jordanii, twierdząc, że był to jedynie pojedynczy atak. Analizy polityczne, skłaniają jednak do odrzucenia tej hipotezy. Znana dziennikarka Rana Sabbagh, w artykule opublikowanym 13 listopada w Arab Yawn, podkreślała, że administracja Jordanii unikała publicznego mówienia o radykalizmie i fakcie, ze 60% opinii publicznej tego kraju uznaje Al-Kaidę za prawnie usankcjonowana organizację. Czy okrucieństwa ostatnich ataków zmienią te opinie?