Julian Baggini: "Anglicy uważają się za naturalnie nadrzędnych"

Artykuł opublikowany 8 maja 2007
Artykuł opublikowany 8 maja 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Po sześciu miesiącach pobytu w typowym angielskim miasteczku, 38-letni angielski filozof doszedł do wniosku, że stosunki między Wielką Brytanią a resztą Unii Europejskiej nigdy nie będą naprawdę przyjazne.

Julian Baggini opisuje swoje pierwsze chwile po wyjściu z autokaru Yorkshire jako zupełnie paradoksalne przeżycie. 38-letni londyński dziennikarz zderzył się, jak opisuje, z inteligentną formą życia na północ od autostrady M25 (obwodnica londyńska). Wszystko wydało mi się całkiem znajome, ale równocześnie zupełnie obce. Żaden z moich wyjazdów za granicę nie wywołał takiego uczucia niepewności, opowiada podróżujący filozof.

Założyciel i redaktor naczelny obchodzącego 10 rocznicę powstania The Philosopher's Magazine (TPM, wydawane cztery razy do roku), Baggini pisze również dla wielu brytyjskich gazet, np. centro-lewicowego Guardiana. Po artykułach o głębszym znaczeniu seriali Big Brother i The Simpsons, teoretyk zainteresował się angielską kulturą. Wynajął dom w podmiejskim Rotherham, na południu Yorkshire, i rozpoczął sześciomiesięczny "eksperyment" do swojej najnowszej książki "Witamy w Każdymmieście: Podróż do wnętrza angielskiego umysłu" ("Welcome to Everytown: A Journey into the English Mind", Granta, 2007).

Witamy na przedmieściach!

Baggini raczej nie miał problemu z wniknięciem w środowisko klienteli północnych pubów. Jak na filozofa, jest zaskakująco koleżeński, z południowolondyńskim akcentem ukrywającym jego włoskie pochodzenie. Lecz ta wesołość nie zawsze pasuje do nastroju innych uczestników biesiad. Coraz gorsza sytuacja była częstym tematem rozmów. Największym pesymistą był pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna z siwą brodą imieniem Pete. Jeżeli kiedykolwiek napomknąłem, że może nie jest tak bardzo źle, zawsze odpowiadał, "Nie jesteś tu aż tak długo jak ja, Justin" - nigdy nie zapamiętał mojego imienia.

Obserwując czarne taksówki przejeżdżające na zewnątrz, Baggini rozważa trwały konflikt między miastem a przedmieściami. To nie jest wszystko takie proste, ocenia Baggini. Proste doświadczenie umysłowe okazało się olśnieniem w tej sprawie. Kiedykolwiek zaczynałem myśleć negatywnie o Rotherham, porównywałem moją sytuację na przedmieściach z moim życiem w mieście. Często dochodziłem do wniosku, że nasze życie tu i tam nie różni się niczym. Na przykład było oczywiste, że mieszkańcy Rotherham nie wyjeżdżają tak często, trzymają się tego co znają. Równocześnie miejska klasa średnia - która sama uważa się za bardzo żądną przygód - również wybiera to co jest znajome i wygodne. Nawet gdy wyjeżdżają na wakacje, jeżdżą w miejsca sprawdzone.

Baggini raczej ignoruje ostatnie trąbienie Gordona Browna o "Brytyjskości". Znaczenie określenia "być Brytyjczykiem" jest bardzo różne dla mieszkańców przedmieść, miasta, Londynu, czy wsi. "Brytyjskość" postrzegana jest poprzez filtr naszych własnych doświadczeń. Jedyną rzeczą, która jednoczy wszystkich, jest fakt, że są Anglikami. Równocześnie dzieli ich wyobrażenie o tym co to znaczy być Anglikiem. Cały program rządowy aprobujący wdrożenie obywatelom poczucia "Brytyjskości" jest zupełnie źle przemyślany.

Na przykład, brytyjska obsesja na punkcie piłki nożnej jest całkiem nie do pojęcia dla intelektualisty. Wspólne oglądanie meczu z kibicami Rotherhamu było wyjątkowo przygnębiające dla Bagginiego. Byli haniebnie stronniczy. Faule popełnione przez przeciwnika zawsze były oczywiste. Sędzia, który ich nie zauważył zawsze został wynagrodzony okrzykami "Nie masz pojęcia co robisz!" albo bardziej bezpośrednio "Ty tłusty draniu!"

Badacza cel osobisty był całkiem skromny. Po prostu, chciał spekulatywnie podkreślić niektóre "podstawowe poglądy filozoficzne" większości Brytyjczyków. Wartości - pro-rodzinne, purytańskie, anty-intelektualne, nieliberalne, i konserwatywne - mogą być bardzo łatwo przełożone na jakikolwiek zachodni kraj, choćby Holandię.

Nastawienie wyspowe

Niemniej, te wartości zaprzeczają wiedzy konwencjonalnej. Anglia jest często uznawana za siedzibę demokracji liberalnej, ale w rzeczywistości, jest gniazdem "konserwatywnego komunitaryzmu". Brytyjczycy są konsekwentnymi komunitarianami. To oznacza, że nie otrzymuje się praw i przywilejów za to że się jest człowiekiem. Prawa nie są uniwersalne, lecz, są uwarunkowane byciem aktywnym członkiem danego społeczeństwa.

Ta filozofia jest wzmocniona brytyjską geografią: życie na wyspie spowodowało, że wiele Brytyjczyków jest izolacjonistami, ostrzega Baggini. Czy Anglia jest częścią Europy? Uważa się za odosobnioną w niektórych kwestach. Na świecie jest wiele miejsc zaściankowych, ale z powodu przebywania na wyspie, i z powodu imperialnej historii, myślę że Anglicy widzą się jako ulepieni z lepszej gliny. Nawet we Francji, pełnej nacjonalistycznej dumy, nie ma takich przekonań .

Główny podział w Europie - według filozofa - biegnie między północą a południem. Podział poglądów widać między północną i południową Europą. Zimna protestancka północ ma bardziej purytańskie poglądy niż, ciepłe, katolickie, południe. Południe paradoksalnie jest bardziej liberalne w wielu kwestiach. Na przykład, Niemcy by zrozumieli brytyjskie podejście do alkoholu bo Niemcy też spożywają duże ilości piwa, ale dla Włochów to podejście jest bardzo dziwne.

Poza rozszerzeniem własnych horyzontów kulturalnych, przeżycia Bagginiego "na północy" były społecznym urozmaiceniem. W dziwny sposób, z wszystkich miejsc w których mieszkałem, to było miejsce, którego najmocniej stałem się częścią. Pozostaję w kontakcie z ludźmi z tamtych okolic i ich odwiedzam. Baggini nawet żartuje o możliwości pobrania się z mieszkanką Rotherham. Może, ale prawdopodobieństwo jest małe. Nawet eksperymenty filozoficzne mają swoje granice.