Juliette Binoche zdobywa Arktykę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Berlinale

Artykuł opublikowany 24 lutego 2015
Artykuł opublikowany 24 lutego 2015

5 lutego 2014 roku film hiszpańskiej reżyser Isabel Coixet zatytułowany „Nobody wants the night" zainaugurował Międzynarodowy Festiwal Filmowy Berlinale. Premierę uznano za średnio przekonującą.

Na początku filmu Josephine Peary (Juliette Binoche) zabija niedźwiedzia polarnego i ogromnie cieszy się z powalenia tak wielkiego zwierzęcia. Jeden z porcjujących mięso Inuitów (rdzennych mieszkaniec obszarów arktycznych i subarktycznych Grenlandii, Kanady, Alaski i Syberii, red.) próbuje jej jednak wytłumaczyć, że to był całkiem mały niedźwiedź. Wszystko zależy od perspektywy – jest to problem, którego w filmie „Nobody wants the night”, otwierającym najnowszy Międzynarodowy Festiwal Filmowy Berlinale – więcej nie poruszono.

Film ten chce uchodzić za wybitne dzieło, ale ostatecznie nim nie jest. Historia Josephine Peary i jej podróży na Arktykę pozostaje bezbarwna. Chociaż początek jest obiecujący: w 1908 roku Josephine, kobieta z amerykańskich wyższych sfer, przygotowuje się, by dołączyć do swojego męża biorącego udział w ekspedycji na Biegunie Północnym. Chce dzielić z nim chwilę, w której stanie się on pierwszym zdobywcą tego niedostępnego miejsca. Bram (Gabriel Byrne) ma w nosie ostrzeżenia znawcy Arktyki przed surowością zimy. Jego córka urodzi się w polarnym zimnie i z powodu bladości skóry zostanie ochrzczona przez Inuitów „Białym dzieckiem”.

Josepehine podróżuje saniami w towarzystwie Brama i dwóch Inuitów, aby dołączyć do swojego męża, Roberta. Jednak tuż po przybyciu do bazy staje się oczywiste, że musi radzić sobie sama. Jej jedyną towarzyszką na tym pustkowiu jest pewna Inuitka Allaka (Rinko Kikuchi). Obie kobiety staja się od siebie zalezne i wkrótce oczywistym staje się fakt, że bogata Amerykanka oraz Inuitka mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się Josephine wydawać: Allaka jest w ciąży z Robertem.

Miłość jako siła napędowa

Hiszpańska reżyser Isabel Coixet (będąca skądinąd dopiero drugą kobietą, której film otwiera festiwal w Berlinie) wymyśliła wspaniałe obrazy o niesamowitej precyzji, będące tłem dla historii Josephine i Allaki. Na ekranie widzimy przesypujące się tony śniegu, zapowiadające burzę śnieżną piętrzące się chmury, za każdym razem coraz bielsze przestrzenie. Niestety, postacie i ich postępowanie nie pozwalają nam na odnalezienie w tym wszystkim sensu, a nadzwyczajna gra Juliette Binoche i Rinko Kikuchi nie jest w stanie tego zmienić.  

Josephine Peary była wyjątkową kobietą, która bardzo wcześnie odrzuciła tradycyjny podział płci. Według niej towarzyszenie mężowi w trakcie wyprawy naukowej było całkiem normalne. Jednakże tym, co w filmie popycha Josephine do  rozpoczęcia podróży, nie jest chęć odkrywania nowych miejsc, ale raczej jej miłość do męża. Bohaterka chce dzielić ze swym ukochanym jego moment chwały i tylko z tego powodu odbywa ryzykowną podróż.

Oczywiście, „szok kulturowy” pomiędzy Josephine i Allaką stwarza kilka zabawnych sytuacji. Josephine udaje się zaprosić Allakę na posiłek do swojego domku (Allaka mieszka w igloo) oraz zmusić ją do jedzenia nożem i widelcem. Chwila ta wyraźnie ilustruje rasistowskie zachowanie, jakie biali badacze (z wyjątkiem Brama) przejawiają w stosunku do „Eskimosów”.  

Choć Josephine uważa się za uprzejmą i otwartą osobę, wcale taka nie jest. Być może w pewnych momentach filmu Isabel Coixet posługuje się zbyt głębokimi kontrastami. I tak Josephine zjada w namocie starannie przygotowany posiłek, podczas gdy na zewnątrz Bramowi musi wystarczyć twarde jak podeszwa mięso. Jeszcze inny przykład to sytuacja, w której nagie piersi Inuitek wywołują u Josephine oburzenie, a po chwili kamera pokazuje ją samą, starannie zapiętą pod szyję.

Sztuka opowiadania

Bardzo szybko można zauważyć, że z filmu „Nobody wants the night” emanuje obawa, iż pokazywane w nim sceny nie są wystarczająco jasne. Właśnie dlatego narrator komentuje – lub opowiada – to, co się dzieje. Kiedy jednak w końcowej części filmu Josephine zostaje uratowana przez jednego z kolegów męża i leży w saniach przykryta futrem, naprawdę nie ma potrzeby, żeby narrator opisywał tę scenę widzowi. Mimo tych mankamentów cieszyć się można z tego, że wreszcie rozpoczął się Festiwal Filmowy Berlinale. Był to nieco ospały początek, ale na pewno można go zaakceptować.

Artykuł jest częścią współpracy pomiędzy Berlinale a czasopismem The European, w którym wcześniej się ukazał.

Cafébabel Berlin na 65 edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale

Uwielbiamy filmy. Wyspecjalizowani krytycy, wywiady z zapowiadającymi się gwiazdami oraz nasze wrażenia z czerwonego dywanu z Pałacu Berlinale. Naszą stałą codzienną rubrykę możecie znaleźć bezpośrednio na Facebooku oraz  @CafebabelBerlin.