kamp!: „chcemy, by ludzie tańczyli"

Artykuł opublikowany 9 czerwca 2014
Artykuł opublikowany 9 czerwca 2014

Kamp! to elec­tro­po­po­we trio MADE IN PO­LAND. Po okre­sie asce­zy na pol­skiej sce­nie elec­tro - za­koń­czo­nej pu­bli­ka­cją pierw­sze­go al­bu­mu Kamp! (wy­twór­nia Brenn­nes­sel) w 2013 roku - na­resz­cie po­ja­wił się ze­spół gotów pod­bić eu­ro­pej­ską pu­blicz­ność. Pierw­szym eta­pem było Gro­nin­gen i od­by­wa­ją­cy się tam fe­sti­wal Eu­ro­so­nics 2014

Po­cho­dzą z Łodzi - sa­me­go serca Pol­ski - i pró­bu­ją zmie­nić electropopową scenę swo­je­go kraju. Mi­chał, Tomek i  Radek, czyli Kamp!, zo­sta­li za­pro­sze­ni na fe­sti­wal Eu­ro­so­nics 2014 Gro­nin­gen jako przed­sta­wi­cie­le wscho­dzą­cych gwiazd pol­skiej muzyki. Do tej pory kon­cer­to­wa­li w Niem­czech, Wiel­kiej Bry­ta­ni, Sło­wa­cji, Fran­cji Szwe­cji, po­ja­wi­li się też kilka razy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Sami o sobie mówią, że czują się przede wszyst­kim jak „la­ty­no­si, któ­rzy na punk­cie swo­jej mu­zy­ki mają kom­plet­ne­go świra”. W cza­sie kon­cer­tów, mię­dzy jedną a drugą pio­sen­ką, wprawnie zmie­nia­ją in­stru­men­ty. Pia­no­la, per­ku­sja elek­tro­nicz­na, gi­ta­ra i inne instrumenty posłusznie podążają za ich ruchami. Każdy członek tej magnetycznej formacji to od­dziel­na mu­zycz­na hi­sto­ria. Ich inspiracje są nieskończone i obejmują gatunki od black me­ta­lu, po Be­atle­sów, za­ha­cza­jąc po dro­dze o Queen, Ro­xet­teMi­cha­ela Jack­so­na

Ca­fé­ba­bel (Cb): Eu­ro­so­nics to fe­sti­wal po­świę­co­ny nowym eu­ro­pej­skim ta­len­tom mu­zycz­nym. Jed­nak nawet w ka­te­go­rii elec­tro­pop po­ja­wia­ją się grupy mu­zycz­ne z pół­no­cy. Jak to się dzie­je?

Kamp!: My­śli­my, że jest to pewnego rodzaju kon­se­kwen­cja wy­ni­ka­ją­ca z hi­sto­rii, w największej mierze okre­su re­żi­mu ko­mu­ni­stycz­ne­go w na­szym kraju. Przed 1989 ro­kiem pol­skim ar­ty­stom było nie­zwy­kle cięż­ko za­ist­nieć w świe­cie eur­opej­skiej mu­zy­ki i sztu­ki. Zna­le­zie­nie in­stru­men­tów od­po­wied­nich dla mu­zy­ki elek­tro­nicz­nej było rze­czą pra­wie nie­moż­li­wą. Poza tym ist­nie­je pe­wien „pro­blem kul­tu­ro­wy". W na­szym kraju pa­nu­je okre­ślo­ny „pol­ski styl", który od­po­wia­da więk­szo­ści i nie jest przy tym zbyt spe­cjal­nie do­ce­nia­ny na Za­cho­dzie.

Cb: „Pol­ski styl"?

Kamp!: To kwe­stia uwraż­li­wie­nia na pewne me­lo­die. Je­ste­śmy na­ro­dem, ktory latwo ulega róż­nym emo­cjom i każdy ar­ty­sta pró­bu­je je w nas za po­mo­cą okre­ślo­nych me­lo­dii wzbu­dzić. Rytm scho­dzi wtedy na dal­szy plan.

Cb: Nie ma więc spo­so­bu na to, by za­peł­nić tę lukę w za­chod­niej mu­zy­ce elek­tro­nicz­nej?

Kamp!: Myślę, że to jest do zro­bie­nia. Dzi­siej­sza sy­tu­acja wy­ni­ka po pro­stu z tego, że w po­rów­na­niu z resz­tą eu­ro­pej­skich kra­jów je­ste­śmy wciąż o te kilka lat w tyle. 

Melt (ofi­cjal­ny klip) - Kamp!

Cb: A oprócz ści­słe­go kon­cen­tr­wa­nia się na me­lo­dii, jak okre­śli­li­by­ście stan pol­skiej mu­zy­ki elec­tro­pop?

Kamp!: Na pewno jest to ro­dzaj mu­zy­ki, która wciąż zy­sku­je no­wych fanów, nawet jeśli na rynku nie ist­nie­je wiele grup mu­zycz­nych. Jed­nak naj­bar­dziej znane twa­rze tej bran­ży to wciąż DJ-e i pro­du­cen­ci: przede wszyst­kim Catz N’ Dogz i PetsRe­cor­dings (nie­za­leż­ne wy­twór­nie). Wie­rzę, że jako ze­spół za­po­cząt­ko­wa­li­śmy nową ten­den­cję. Co się tyczy stylu, na pol­ski elec­tro­pop za­wsze wpływ miay ga­tun­ki takie jak Tech­no Har­d­co­re i Dark Elec­tro. Pró­bu­je­my więc teraz, we współ­pra­cy z naszą wy­twór­nią, nieco wzbo­ga­cić tę mu­zycz­ną pa­no­ra­mę.

Cb: Jakie sta­wia­cie sobie cele kiedy kom­po­nu­je­cie nowe utwo­ry?

Kamp!: Chcie­li­by­śmy, żeby lu­dzie chcie­li przy na­szej mu­zy­ce sobie po­tań­czyć, ale oczy­wi­ście nie tylko to. Sta­ra­my się two­rzyć mu­zy­kę, która pa­so­wa­ła­by do co­dzien­no­ści słu­cha­czy, którą moż­na­ by pu­ścić w trak­cie pro­wa­dze­nia auta czy po­słu­chać są­cząc drin­ka. Pod­kre­śla­my, że pi­sze­my pio­sen­ki a nie ka­wał­ki ready made dla DJ-ów. W rze­czy­wi­sto­ści, nawet oni uwa­ża­ją, że nie­zwy­kle trud­no jest prze­ło­żyć naszą mu­zy­kę, z po­wo­du jej zróż­ni­co­wa­nia, na DJ-ski set.

Cb: Z dorobku któ­rych współ­cze­snych ar­ty­stów czer­pie­cie in­spi­ra­cję?

Kamp!Cut Copy i Johna Ta­la­bota, ale tak na­praw­dę nie słu­cha­my zbyt czę­sto elec­tro­po­po­wych grup. Kiedy sie­dzisz w tym od rana do wie­czo­ra, cza­sem czu­jesz, że już wię­cej nie mo­żesz (śmiech, red.). Sta­ra­my się słu­chać zu­peł­nie innej mu­zy­ki od tej, którą two­rzy­my, np. hard rocka.

Cb: Naj­lep­sze miej­sce, gdzie można po­słu­chać pol­skie­go elec­tro­po­pu?

Kamp!: War­szaw­ski klub Pal­la­dium.

Cb: W jakim mie­ście tra­fi­li­ście na naj­lep­szą pu­blicz­ność?

Kamp!: Ber­lin, Ko­lo­nia, Do­rt­mund, jed­nym sło­wem: Niem­cy. Tam­tej­sza pu­blicz­ność jest bar­dziej wy­lu­zo­wa­na i re­agu­je w inny spo­sób. Poza Eu­ro­pą po­win­ni­śmy wy­mie­nić też po­łu­dniow­ców, któ­rych spo­tka­li­śmy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, przede wszyst­kim Mek­sy­ka­nów: oni wprost osza­le­li na punk­cie na­szej mu­zy­ki na kon­cer­tach w Au­sten czy Los An­ge­les.

Cb: Dla­cze­go?

Kamp!: Cięż­ko to wy­tłu­ma­czyć. Praw­do­po­dob­nie ma to jakiś zwią­zek z pew­nym po­czu­ciem har­mo­nii, który mają we krwi.

Cb: Naj­dziw­niej­sza kry­ty­ka, z którą się spo­tka­li­ście?

Kamp!: Po jed­nym z lu­bliń­skich wy­stę­pów, prze­czy­ta­li­śmy re­cen­zję o na­szym kon­cer­cie. Autor pisał, że je­ste­śmy du­etem, gdy my w rze­czy­wi­sto­ści pra­cu­je­my we trój­kę. Twier­dził, że to nie­moż­li­we, że by­li­śmy aż tak do­brzy, że tak spodo­ba­li­śmy się tam­tej­szej pu­bli­ce, chyba uwa­żał, że pusz­cza­li­śmy z play­bac­ku od­gło­sy za­do­wo­lo­nej pu­bli­ki, która biła nam brawa.

Cb: Kom­ple­ment, z któ­re­go je­ste­ście naj­bar­dziej dumni?

Kamp!: Czę­sto, nawet po kilku la­tach od kon­cer­tu, otrzy­mu­je­my wiele po­zy­tyw­nych słów od na­szych fanów. Ale to, co czu­je­my w ta­kich mo­men­tach, cięż­ko wy­ra­zić sło­wa­mi.

PO­SŁU­CHAJ: Kamp!