Kiedy żaba staje się halal: analiza „berżuazji”

Artykuł opublikowany 8 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 8 grudnia 2010
W świecie polityki nieustannie toczy się polemika wokół Islamu. W świecie biznesu natomiast, jesteśmy świadkami imponującego rozwoju nowego rynku: Halal „z wysokiej półki”. Jego klientela?
„Berżuazja” [przypis od tłumaczki na końcu tekstu], czyli młodzi przedstawiciele kadr, pochodzący z krajów Maghrebu, najwyraźniej posiadający wszelkie atuty, aby stać się przykładem imigracji, której się powiodło. Pod jednym warunkiem... że damy im dojść do głosu, bo ten jest w mediach raczej nieobecny.

10 września, kilka milionów Francuzów obchodziło święto l’Aïd-el-Fitr, ceremonię zamykającą ramadan. Nie chodziło tutaj o rozrachunek miętowej herbaty z aperitifem „wędlina-wino” [aluzja do akcji „apéro saussison-pinard” (kiełbasa-wino), tegorocznej próby zorganizowania w Paryżu wielkiego pikniku, która to inicjatywa została skrytykowana za wydźwięk antyislamski i nacjonalistyczny; przyp. tłum.], ale o zwykły fakt. Liczba muzułmanów we Francji nieustannie wzrasta.

Jeżeli rola Islamu w dzisiejszej kulturze francuskiej wydaje się być wciąż niedoceniana na poziomie polityki, to nowy wspólnotowy biznes nabiera wiatru w żagle. Wystarczy wspomnieć, że przychody płynące we Francji z rynku halal przekroczą w tym roku 5 miliardów euro. A sami przedsiębiorcy wydają się zwracać coraz mniej uwagi na toczące się polemiki. „Prędko zrozumieli, że w obliczu kryzysu, halal jest lepsze niż Bio”, podkreśla Rachid Bakhalq, założyciel Hal’Shop w Nanterre, pierwszego francuskiego supermarketu halal.

Zapomnijcie o kuskusie i o tażinach: tutaj przychodzi się po gęsie wątróbki halal!

Narzucanie komunitaryzmu? Licytacja w kwestii tożsamości? Nie takie wrażenie odnosimy wstępując do tego ładnego sklepu „Monop’du halal” (Monop’ skrót od Monoprix, jednego z droższych supermarketów we Francji; przyp. tłum.), w którym znajdujemy szeroki wybór kosztownych produktów halal. Ponieważ w przeciwieństwie do fałszywego, choć powszechnego mniemania, halal (arabski wyraz oznaczający „dozwolone”) to znacznie więcej, niż sposób uboju zwierząt, który tak oburza Brigitte Bardot. „Halal to filozofia, to rodzaj duchowości. Sprowadzanie słowa halal do żywności, do mięsa, jest obelżywe” – tłumaczy pan Bakhalq.

Przez żołądek do integracji

Odnosi się zresztą wrażenie, iż zamiarem właścicieli sklepu jest podważenie polemiki, w której stawia się znak równości między produktami halal i działaniem dyskryminacyjnym. Według jego pomysłodawcy, wybór żywności, jaką proponuje Hal’Shop, stanowi raczej rodzaj integracji gastronomicznej: „procesy integracyjne zaczynają się od tego, co na talerzu. Dzisiejsza Francja nie jest znana dzięki swojemu modelowi politycznemu, czy ekonomicznemu. Jest znana ze swoich osiągnięć gastronomicznych, z przysmaków. Francuscy muzułmanie domagają się tylko tego, żeby mogli jeść tak, jak wszyscy, a w szczególności jeść to, co francuskie. Hal’Shop udostępnia im gastronomię europejską”.

Tak, tak. Gdyż tutejsza klientela składa się głównie z wymagającej elity franko-maghrebskiej: z młodych, dynamicznych przedstawicieli kadr, w wieku od 25 do 40 lat, którzy osiągnęli wyższy status społeczny, niż ich rodzice- imigranci. Ci „zdolni uczniowie” imigracji są obecnie utożsamiani z terminem „berżuazja”.Coraz więcej muzułmanów, w tym pan Bakhalq, godzi się z tą definicją. Według niego, jej atutem jest demistyfikacja (fałszywej) zasady równości republikańskiej, poprzez pokazanie atutów integracji. W sieci można dziś nawet znaleźć przedstawicieli „berżuazji” specjalizujących się w tej kwestii, którzy z dumą powołują się na powyższe określenie. Niemniej jednak nie wszyscy, do których się ono odnosi, przyjmują podobną postawę. 25-letni Karim, członek kadr w sektorze naftowym, podkreśla jej charakter dyskryminacyjny: „zupełnie się nie utożsamiam z tą ‘grupą’. Prestiż społeczny i zawodowy odnosi się do wszystkich, ja natomiast dostrzegam za tym terminem komunikat, który mówi, że cokolwiek zrobisz, jakakolwiek będzie twoja ścieżka życiowa i twoje dokonania... pozostaniesz beurem”.

Rynek Halal podbija Europę?

Wydaje się jednakże że owa „berżuazja” docenia tę „wieloprzynależność”. „Moja podwójna kultura jest czymś pozytywnym, czyni mnie silniejszym”, mówi Karim. Według pana Bakhalq problem leży w tym, że politycy świadomie ignorują tą grupę społeczną, „odmawiają im istnienia i wolą wierzyć, że muzułmanie zaludniają przedmieścia, nie potrafiąc ewoluować społecznie”. Przedsiębiorca jest natomiast przekonany, że biznes, działając wedle zasad rynkowych, wpłynie na zmianę mentalności. Dużo prędzej, niż polityka.

Nie tylko fastfoody zainwestowały w nowy segment rynku

Zresztą, duże firmy coraz częściej nawracają się na halal, nie ulegając politycznej debacie, która chciałaby ich odciągnąć od tego nowego rynku. I tak, Danone, Haribo i Fleury Michon mają już w swojej ofercie produkty halal. Wzmocniona ogromnym sukcesem handlowym sieć restauracji fast-food „Quick”, której bar znajdujący się w miejscowości Roubaix wywołał zarzuty o dyskryminację [restauracja zmieniła całe menu na halal], ma zamiar rozwinąć gamę halal w wielu innych restauracjach.

W Europie, Belgia, Hiszpania i Włochy już rozpoczęły negocjacje z islamskimi instytucjami, aby umożliwić powstanie organizmu certyfikacji halal na skalę krajową. I nawet jeśli francuska klasa rządząca sili się, by ignorować zjawisko, integracja przy stole najwyraźniej się już sprawdziła.

„Beur” jest we Francji potocznym sformułowaniem używanym na określenie potomków imigrantów pochodzących z krajów Maghrebu. Wyraz pochodzi z młodzieżowego slangu „verlan", polegającego na przestawianiu całych sylab lub pojedynczych liter w wyrazie. I tak „beur”pochodzi od „arabe”, a inna istniejąca forma to „Rebeu”.

Fot. głowne (cc)  macalin/Flickr ; McD, (cc)crderivative/Flickr ; wideo reconquista2012/YouTube