Kim wy jesteście, młodzi z Naddniestrza?

Artykuł opublikowany 3 lutego 2012
Artykuł opublikowany 3 lutego 2012
Jak się żyje w państwie nieuznawanym na arenie międzynarodowej, w separatystycznym regionie Mołdawii zwanym Naddniestrzem? Mimo zamrożonego konfliktu z „sąsiadami” oraz słabej gospodarki, młodzi mieszkańcy Naddniestrza wyrażają miłość do swojego kraju i wiarę w przyszłość.

„Naddniestrze? Nigdy o nim nie słyszałam” - oto typowa odpowiedź słyszana w Europie, zwłaszcza w Europie Zachodniej. Ta mała republika, samozwańczo ogłoszona niepodległą i wspierana finansowo przez Rosję, nie jest uznawana przez żadne państwo na świecie. Pomimo tego, co pięć lat, ludzie zbierają się w grudniu przy urnach, aby wybrać prezydenta Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. W wyniku ostatnich wyborów prezydenckich, Igor Smirnow, założyciel kraju, musiał ustąpić miejsca Jewgienijowi Szewczukowi,43-letniemu adwokatowi, przewodniczącemu opozycyjnej partii „Odrodzenie”.

Dla reszty świata, Naddniestrze to część Mołdawii. Sami Nadniestrzanie nie chcą o tym słyszeć. Od momentu, kiedy Smirnow ogłosił niepodległość, w chwili rozpadu ZSRR w 1991 r., Naddniestrze posiada wszystkie cechy narodu: głowę państwa, parlament (nazwany „Radą Najwyższą”), walutę (rubel naddniestrzański), flagę (z sierpem i młotem) oraz hymn narodowy.

„Naszym największym problemem jest korupcja”

Jak żyją młodzi ludzie w tym regionie znajdującym się na granicy Europy? Czy wierzą w przyszłość? Eugen Abramov, 19-letni student dziennikarstwa, wyznał nam podczas spotkania w centrum miasta Bendery - drugim najważniejszym mieście Naddniestrza - że głosował na Szewczuka z nadzieją na zmiany. „Naszym największym problemem jest korupcja, ponadto wolność prasy w ogóle nie istnieje”. Ten rosyjskojęzyczny młodzieniec musiał poddać się osobiście cenzurze podczas stażu w lokalnej stacji telewizyjnej. Dano mu do zrozumienia, że „lepiej będzie nie krytykować za bardzo prezydenta”. To właśnie, to pierwsze doświadczenie pokazało mu brzmienie państwa. Nic w tym dziwnego, że Abramov zdawał na Uniwersytet Petersburski. Dzięki rosyjskiemu dyplomowi będzie on mógł łatwiej znaleźć pracę jako dziennikarz zagranicą - na Ukrainie, w Gruzji czy też w Rosji, nawet jeśli tamtejszy klimat nie jest zbyt korzystny.

Dwa oblicza

Katia Marakunia, 16-letnia licealistka, jest jedną z rzadko spotykanych młodych osób, która wspiera obecną władzę. Popiera Smirnowa, ponieważ wg. niej „Smirnow utrzymuje w kraju stabilność”. Jej punkt widzenia został ukształtowany głównie dzięki rodzicom, którzy, czego nie ukrywa, mają osobiste powiązania z władzami. „Uwielbiam Bendery (jest to jej miasto urodzenia). Nawet jeśli pewnego dnia wyjadę, to wrócę później tutaj” – powiedziała mi ta młoda licealistka, która nie ma więcej punktów odniesienia, niż dwa największe miasta Naddniestrza: Bendery i Tyraspol. Chciałaby jednak studiować medycynę w Odessie (Ukraina). Te dwa oblicza – „kocham swój kraj, jednak wolę studiować zagranicą” – wydają się być rozpowszechnione wśród młodych mieszkańców Naddniestrza. Według Mariny Alexandrovnej, dziennikarki redagującej naddniestrzańską sekcję rosyjskiego dziennika „Komsomolskaja Prawda”, 70% młodych w Naddniestrzu studiuje, z czego 40% z nich – za granicą.

Ci, którzy pozostają w Naddniestrzu mówią natomiast, że są „szczęśliwi mogąc tam mieszkać”. Jednym z nich jest Artem Knysh, z którym spotykam się w Tyraspolu. Ten student socjologii jest dumny ze swojej „rodiny” (ojczyzny); woli ją od tych krajów ościennych, które miał okazję zwiedzić: Mołdawii, Gruzji i Ukrainy. Głosował za Szewczukiem ponieważ uważa, że Naddniestrze „potrzebuje odnowy gospodarczej”. Aż do 1990 r., region był silnie zindustrializowany i wytwarzał 40% PKB Mołdawii. Dziś nie ostało się tam nic wielkiego, jeśli nie liczyć kilku przedsiębiorstw w sektorach stalowym, elektrycznym, włókienniczym, gorzelni koniaku i win. Obecnie, monopol jest głównie utrzymywany przez firmę Szerif, kierowaną, między innymi, przez syna prezydenta Smirnowa. Supermarkety, stacje benzynowe, kluby piłkarskie, telefony komórkowe…wszystko to nosi znak Szerify. Wielu młodych ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na studia, jest często skazywanych na bezrobocie albo na niskopłatną pracę…w Szerifie.

Gdzie podziali się trzydziestolatkowie ?

Kolejna grupa wiekowa. Ta sama walka. Włócząc się po naddniestrzańskich ulicach, to co uderza, to ogromna liczba niemowląt prowadzonych w wózkach przez swoich dziadków. Gdzie są ich rodzice? Alexandre Cliuicov z Imedii, mołdawskiej agencji prasowej trudniącej się analizami i opiniami, tłumaczy nam, że wielu trzydziestolatków wyjechało zagranicę do pracy, ale dane oficjalne nie są znane. Wielu z nich, powierza zatem edukację swoich dzieci swoim rodzicom. To nic dziwnego w kraju, w którym, wg. obliczeń Cliuicova średnia miesięczna nie przekracza 115 euro.

Co więc robić w takiej sytuacji? Jewgienij Szewczuk, faworyt w wyborach prezydenckich, mówi nam, że „około 20% młodych między 18 a 25 rokiem życia jest na bezrobociu”. Liczba ta wydaje się optymistyczna bo „od niedawna, można starać się o rejestracje jako osoba bezrobotna dopiero po dwóch latach bez pracy”. Czy jest to sposób na upiększenie liczb? „Nie” – odpowiada. „Raczej metoda na obniżenie wydatków państwa”, które w taki sposób wypłaca mniej świadczeń. Ti niedorzeczność, z którą on zamierza walczyć.

Fot.: główna (cc) Guttorm Flatabø/flickr ; Tekst: © Judith Sinnige