Kino: „La Sapienza” czyli o tym, jak barok został bratem prawdy

Artykuł opublikowany 3 lipca 2015
Artykuł opublikowany 3 lipca 2015

Filmografia oraz życie prywatne Eugène'a Greena zbiegają się w „La Sapienzy" (2014) — filmie o tym, jak człowiek i społeczeństwo popadają w pewne oszukańcze sytuacje, ale i jak dzięki nim odnajdują wolność . Ze względu na swój wyjątkowy styl, film uznaje się za jedną z najciekawszych premier sezonu.

Zazwyczaj jest tak, że film produkcji kina niezależnego odstrasza dużą część publiczności. Według opinii powszechnej, ten typ filmu (jak i również inne manifesty dotyczące sztuki współczesnej) jest trudny do przyswojenia ze względu na to, że często postrzegany jest jako nudny i stereotypowy. Jednak wierni obrońcy tejże kinematografii wielokrotnie zasłaniają się prostą odpowiedzią: „aby docenić sztukę, potrzebny jest wyrafinowany gust”. W „La Sapienzy” Eugène Green udowadnia, że oba twierdzenia są błędne. Gdyby bazować na wcześniej wymienionych stereotypach, jego film bez wątpienia można zaklasyfikować do kina niezależnego. Jednak jego największą zaletą jest prostota i czyste wersy, które składają się na całość pracy.

W fabule filmu występuje Alexandre (Fabrizio Rongione), architekt po pięćdziesiątce, który niedawno osiągnął międzynarodowy prestiż. Miedzy nim a jego żoną Aliénor (Christelle Prot Landman) panują bardzo przyjazne stosunki, niestety w ich związku brakuje namiętności. Choć sytuacja dla obojga jest wygodna, sprawia ona, że bohaterzy są nieszczęśliwi. Przybity tą melancholią Alexandre postanawia wznowić swój projekt z młodości na temat pracy barokowego architekta Francesco Barromini. W tym celu wyjeżdża w podróż, podczas której odwiedza Stresa (miejsca urodzenia Borrominiego), Turyn i Rzym. Aliénor towarzyszy mężowi w jego podróży i wszystko wydaje się być w porządku, aż do momentu spotkania z Livinią (Arianna Nastro) i Goffredo (Ludovico Succio), bliźniętami, którzy oddzielnie towarzyszą parze, pozwalając im spojrzeć na siebie z innej perspektywy.

I tu po raz kolejny należy oddać hołd talentowi reżysera. „La Sapienza” jest filmem, na który francuski dramaturg i reżyser czekał całe swoje życie. W oparciu o to, co pokazuje w ten czy inny sposób w swoich poprzednich filmach, można stwierdzić, że jego pasja do kultury baroku zakrawa niemalże na obsesję. Fascynacja oraz intensywne zainteresowanie logiką i konstrukcją języków jak i płynnością mowy, a także jego odmienna perspektywa postrzegania świata stały się dwoma głównymi aspektami, które determinują jego filmografię.

Ukryta jasność

W „La Sapienzy” Green wykorzystuje takie same metody, jak w poprzednich latach. Tym razem jednak, dzięki nowemu doświadczeniu, jeszcze bardziej daje upust swojemu talentowi. Mimo, że fabuła jest prosta, charaktery głównych bohaterów oraz wymiar metafizyki filmu są dość skomplikowane. To zaskakujące, że od pierwszej minuty zauważa się pozorowaną tępotę głównych bohaterów, ich nienaturalny i precyzyjny sposób wypowiadania się wraz ze starannie przećwiczoną mową ciała. Przedstawiony świat jest pełen emocji, które, podobnie jak odręczne rysunki, wyrażane w bardzo pedagogiczny sposób.

Nienaturalność filmu jest oczywista: fabuła odmawia współpracy z publicznością oraz wymaga jej niepodzielnej uwagi. Aby to wyjaśnić należy odnieść się do Le Pont des Arts (2004), gdzie każdy wers dialogu ujawnia widzu klucz do kinematograficznego wszechświata Greena: „Sztuka baroku, mimo jej wyglądu zewnętrznego, jest zawsze odzwierciedleniem prawdy”. Pozorna nienaturalność sztuki baroku podkreśla wszystko, co jest ukryte pod nadmiernym zdobnictwem, co z kolei prowadzi do odkrycia prawdy i realizmu. Green próbuje zrobić to samo w swoich filmach, skłaniając widza bardziej do refleksji niż przeżywania poszczególnych emocji, z nadzieją na wywołanie ostatniego poprzez to pierwsze.

Z tego powodu publiczność nie utożsamia się z samymi bohaterami tak, jak z emocjami przez nich wyrażanymi. To z kolei kreuję pustkę, która może być wypełniona jakimkolwiek, uważanym przez widza za najbardziej odpowiednie, uczuciem. To jest „magia” filmu, bez wątpienia trudniejsza do osiągnięcia niż blockbuster. Mimo, że w poprzednich filmach Green nie miał odpowiednich narzędzi, aby ją zrealizować, w „La Sapienzy”, ukazuje siebie jako dojrzałego autora zdolnego do osiągnięcia pożądanego rezultatu.

Do tej pory w tym artykule wymienionych zostało wystarczająco dużo wskazówek na temat tego, że oprócz Greena i scenariusza filmowego, sukces filmu leży także w interpretacji aktorów. W „La Sapienzy” wszyscy czterej bohaterowie odegrani zostali z ogromnym smakiem. Główne postacie filmu bardziej niż archetypy uosabiają różne ludzkie twarze i nie osiągną „idealnego stanu”dopóki więź między nimi nie będzie kompletna. Bohaterowie nieświadomie potrzebują siebie i to jest klucz tematyczny filmu: wzajemne relacje międzyludzkie, wzbogacanie się poprzez różnice charakterów oraz konieczność godzenia różnych aspektów wewnątrz nas samych. Innymi słowy, film jest opowieścią o budowaniu indywidualizmu.

„La Sapienza” nie jest przewidywalnym filmem na niedzielne popołudnie, lecz raczej przeznaczonym dla widzów ciekawych nowości. Formalny kod, na którym opiera się film, jest łatwy i wystarczająco intuicyjny, aby zaciekawić każdego widza. Co więcej, szczególny sposób opowiadania historii unaocznia fałsz zawarty w samym filmie, a jest to o tyle cenne, że bardzo często dzięki sztuczność możemy odkryć jej przeciwieństwo – autentyczność.