Kobiety, gatunek zagrożony

Artykuł opublikowany 27 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 27 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

To nie ulega wątpliwości: kobiety stanowią dzisiaj 52% światowej populacji. Jednak ich znaczenie w polityce nie jest identyczne ze znaczeniem mężczyzn. Nawet w Parlamencie europejskim dyskryminacja nigdy nie jest pozytywna.

Pierwsza legislatura, zrodzona z bezpośredniego powszechnego głosowania z 1979 roku, liczyła zaledwie 16,5% kobiet. Od czasu wyborów w 2004, 222 z 732 deputowanych europejskich to kobiety, co stanowi 30,2% reprezentantów. Z pewnością jest to krok naprzód, jest on jednak mało znaczący przez wzgląd na europejską retorykę ochrony mniejszości.

Jeśli nawet niektóre państwa tworzą miejsca dla kobiet, to nie jest tak we wszystkich przypadkach. Szwecja wskoczyła na szczyt klasyfikacji z 57,9% Szwedek zasiadających w Parlamencie. Holandia i Luksemburg uzupełniają czołową trójkę z odpowiednio 50 i 44% wybranych kobiet. Francja honorowo wychodzi z gry z 43,5%, podczas gdy w największej części peletonu, w którego skład wchodzą tak różne kraje jak Dania, Litwa, Hiszpania czy Węgry, kobiety stanowią około 35% wybranych. Jako zwycięzców narodów najbardziej "macho" można wymienić Polskę (13% kobiet), Włochy (19,2%) i Cypr, zwycięzcę wszystkich kategorii z niewiarygodnym wynikiem 0%.

Dlaczego te liczby?

Te nierówności w przedstawicielstwie kobiet uzasadniają dwa czynniki. Z jednej strony, fenomen czysto społeczny, a nawet społeczno-globalny, na mocy którego państwa nordyckie i protestanckie tradycyjnie przyznają więcej miejsca kobietom politykom niż narody łacińskie. Z drugiej strony, sposób wyznaczania reprezentantów do Parlamentu Europejskiego. W istocie, od 1979 są oni wybierani przez bezpośrednie głosowanie powszechne według wzorów wyznaczonych przez kraje członkowskie. Rezultat? Duża różnorodność sposobów głosowania, różnorodność, która odnosi się również do reguł przedstawicielstwa i ochrony mniejszości.

Za przykład może posłużyć Francja: jeśli liczba obywatelek tego kraju obecnych w Parlamencie europejskim jest wysoka, to bez wątpienia dlatego, że Francuzi zmienili ostatnio swoje nastawienie do kobiet czy do ich zachowania wyborczego, ale jeszcze pewniej dzięki przyjęciu prawa nr 2000-493 z 6 czerwca 2000 roku, które ma faworyzować równy dostęp kobiet i mężczyzn do mandatów wyborczych i funkcji elekcyjnych. Źródłami tych "niezwykłych" sytuacji są więc często prawa równości politycznej, teksty bazujące na zasadzie dyskryminacji pozytywnej i ochrony mniejszości.

Dyskryminacja pozytywna, via prawa równości wyborczej, może być rozumiana jako przełożenie prawodawcze przypisanej kobietom niezdolności do ustanowienia przez nie same siły reprezentatywnej i decydującej o życiu politycznym. Równość na zasadzie parytetu znaczyłaby więc, że kobiety, niczym gatunki na wyginięciu, muszą być chronione i traktowane inaczej niż inni obywatele jedynie z powodu ich płci i ponieważ należność do tej płci stanowi sama w sobie rodzaj upośledzenia. Ojcowska życzliwość dla społeczeństw, które nie rozwija się dość szybko w kwestii zasad równości rodzajów.

Ale czy kobiety na swoje życzenie przywołały ten parytetowy system równości? Nie, nie i jeszcze raz nie. Ponieważ system jest potrójnie niesprawiedliwy. Niesprawiedliwy bo po pierwsze prawa parytetu polegają na przydzielaniu kobiecie stanowiska nie ze względu na jej kompetencje, lecz z powodu braku atrybutów męskich. Wniosek: kobieta pozbawia tej pracy mężczyznę, który mógłby być bardziej kompetentny lub lepiej przygotowany niż ona. Niesprawiedliwy następnie, bo prawa parytetu są najbardziej perfidną i najsprytniejszą formą dominacji nad kobietą, wraz z wprowadzeniem miary dyskryminacji dotykającej ponad 50% danej populacji... Niesprawiedliwy w końcu, bo prawa te utrudniają poszukiwanie innych rozwiązań integracji kobiet w życiu politycznym i przywodzą myśl, że tylko męska pobłażliwość może pozwolić kobietom zintegrować się w tych wysokich sferach...

W poszukiwaniu "Girl Power"

Jeśli dyskryminacja pozytywna i poszukiwanie równości politycznej za wszelką cenę mogą a priori wydawać się dobrym rozwiązaniem integracji kobiet w świecie politycznym, trzeba coś zaznaczyć. Emancypacja kobiety i jej dojście do władzy politycznej lepiej ugruntowałaby się poprzez równouprawnienie w społeczeństwie i w centrum okręgów władzy. Chodzi o swego rodzaju przystosowanie, które jest możliwe tylko pod warunkiem że da mu się czas i które nie jest z pewnością pogwałceniem władzy wyborczej. Zacznijmy od zaakceptowania i dostrzegania kompetencji kobiet co najmniej równych z kompetencjami mężczyzn. I od płacenia kobietom tych samych stawek.