Kobiety w karawanach ruszają do walki z wyludnieniem obszarów wiejskich Hiszpanii

Artykuł opublikowany 10 grudnia 2009
Artykuł opublikowany 10 grudnia 2009
Od lat pięćdziesiątych, wioski w wielu regionach Hiszpanii tracą mieszkańców na rzecz dużych miast. Aby temu zaradzić i pocieszyć tych, którzy pozostali jeszcze na wsiach, powstała niezwykła inicjatywa, która tak naprawdę rozwija się już od kilku dekad. Jeśli Mahomet nie przyjdzie do góry... Kobieta przyjedzie do niego autobusem.

Czy miłość może przyjechać do ciebie w przyczepie kempingowej? Wielu samotnych mężczyzn, zamieszkujących wiejskie regiony Hiszpanii spodziewa się, że właśnie tym środkiem transportu przyjedzie kobieta ich życia... tym sposobem spełniając ich marzenia i stawiając czoła exodusowi wiejskiemu i starzeniu się społeczeństwa, które dotyka wielu hiszpańskich wiosek. Od lat pięćdziesiątych, ze względu na boom ekonomiczny oraz potrzebę siły roboczej w miastach, wielu chłopów opuściło swoje wioski i domostwa i wyruszyło na poszukiwanie lepszego życia w mieście. Od tamtego momentu, wyludnienie wsi nie przestało rosnąć: 20% ludności Hiszpanii mieszka na 80% powierzchni kraju, a w ostatnich dziesięcioleciach 3000 wsi zostało całkowicie porzuconych i to w większości w centrum kraju, za wyjątkiem Madrytu. Obszar ten ma jeden z najniższych wskaźników liczby mieszkańców na kilometr kwadratowy, i to nie tylko w samej Hiszpanii, ale w całej Europie.

Jak na Dzikim Zachodzie

Aby temu zapobiegać, gminy oraz urzędy miast i stowarzyszenia sąsiedzkie powzięły różnorodne inicjatywy, takie jak wynajem mieszkań w strefach wiejskich po bardzo niskich cenach, tworzenie miejsc pracy, goszczenie rodzin imigrantów. Wśród tych pomysłów wyłoniła się Karawana Kobiet. Sama idea pojawiła się w 1985 roku po tym, jak grupa samotnych mężczyzn z gminy Plan w prowincji Huesca (północna Hiszpania) obejrzała amerykański film z 1951 roku „Westward the Women” (tytuł przetłumaczono na hiszpański jako „Caravane de Mujeres”, czyli „Karawana kobiet”), który opowiada historię zaludniania amerykańskiego zachodu w czasach kolonizacji, dzięki sprowadzaniu tam kobiet pochodzących z Chicago. W Plan było 40 kawalerów i tylko jedna panna, z tego względu panowie zdecydowali się dać ogłoszenie przeznaczone dla kobiet w wieku od 20 do 40 lat, zainteresowanych zamążpójściem. Z tamtej inicjatywy wyłoniły się 33 małżeństwa, co dało nową witalność małemu pirenejskiemu miasteczku.

Dziesięć lat później, w 1995 roku, Manuel Gozalo, razem z innymi kawalerami z Segovii (prowincji położonej na północ od Madrytu, w której jest mniej niż 25 mieszkańców na kilometr kwadratowy, podczas gdy w sąsiedniej prowincji liczba ta wynosi 781, a dla całej Hiszpanii 92,6 osoby) zdecydowali się odświeżyć tę ideę i stworzyli fundację ASOCAMU (Asociación de Caravana de Mujeres). Dzięki nim do dzisiaj pojawiło się 50 karawan i zawiązało się ponad 100 małżeństw. Kobiety, które decydują się uczestniczyć w projekcie, to w większości latynoski z Madrytu, które jadą stąd do miasteczka, w którym w danym momencie jest takie spotkanie. Trwa ono zwykle cały dzień, razem jedzą i zwiedzają okolicę. Wieczorem organizuje się potańcówkę, połączoną z konkursem tańca oraz kolację. Kobiety płacą jedynie za transport do miasteczka, całą resztę biorą na siebie oczekujący panowie. W czasie tych spotkań tańczą, rozmawiają, śmieją i generalnie dobrze się bawią. Panie zapewniają, iż przede wszystkim zależy im na zdobyciu przyjaciół oraz poznaniu ciekawych zakątków Hiszpanii.

Pomimo że w pierwszej zorganizowanej karawanie nie odnalazła się żadna para, Manuel Gozalo, prezydent ASOCAMU, zapewnia o absolutnym sukcesie całego wydarzenia. „Pojechałem do Aravaca i innych miasteczek w okolicach Madrytu w poszukiwaniu kobiet, które chciałyby w tym uczestniczyć i znalazłem naprawdę bardzo wiele takich, które się zapisały.” W drugiej karawanie już wyłoniła się jedna para, która jest razem do dzisiaj. Gozalo jest żywym przykładem tego, że to naprawdę działa. „Poznałem swoją dziewczynę w trzeciej organizowanej karawanie. Zaczęliśmy rozmawiać i umówiliśmy się na spotkanie. Spotykaliśmy się dalej w Madrycie, a po roku już mieszkaliśmy razem.”

Historia jak z kina

Od piętnastu lat wciąż organizuje się karawany przede wszystkim w małych wioskach Kastylii La Manchy, Kastylii Leon i Estremadury. Ponadto ta inicjatywa znalazła odzwierciedlenie w filmie Icíar Bollaín pod tytułem „Flores de otro Mundo” z 1999 roku, który opowiada historię trzech kobiet, które decydują się wziąć udział w jednej z imprez dla samotnych kawalerów i na której poznają trzech mężczyzn z małego miasteczka Guadalajara (prowincja położona na wschód od Madrytu). Niedawno, 28 listopada, w maleńkiej Calzadilla de la Cueza, z 55 mieszkańcami i wielką dysproporcją pomiędzy ilością kobiet i mężczyzn, odbyła sie ostatnia tego typu impreza. Gozalo uważa, że byłoby utopią wierzyć, iż pomoże to całkowicie zwalczyć problem z wyludnianiem wsi, ale jednocześnie zapewnia, że jeśli powstałoby więcej tego typu organizacji, to można w znacznym stopniu polepszyć sytuację. „We wszystkim chodzi o to, żeby dobrze się bawić i poznać nowych ludzi. Jednak aby załatwić problem z wiejskim exodusem trzeba by przedsięwziąć również inne środki, jak na przykład subwencje dla hodowców bydła”, oświadcza Gozalo.

Kobiety z całej Hiszpanii , które nie spotkały jeszcze miłości, już wiedzą o tym, że w karawanie kobiet mają szansę na spotkanie mężczyzny swojego życia. W dzisiejszych czasach, miłość do hiszpańskich wsi przyjeżdża na kołach…