Kochanego ciałka nigdy za wiele

Artykuł opublikowany 10 lipca 2007
Artykuł opublikowany 10 lipca 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Teraz, gdy nadeszła już wiosna a dziewczyny noszą krótsze spódniczki, na wszystkie usta ciśnie się pytanie jak stracić zbędne kilogramy, które z gracją osiadły na naszych rozleniwionych zimą ciałkach.

Wieczna nierówność płci pozwala panom przytyć w poetycki sposób, gdyż u nich kochanego ciałka nigdy za wiele. Francuzi nazywają wałeczki tłuszczu poignée d'amour, a Włosi maniglie dell'amore, czyli piąstki miłości. Także Brytyjczycy przyozdabiają się w love handles. Tak utworzony na biodrach tłuszczyk przybiera formę pięknych uchwytów, stad przywołanie piąstek. Czemu jednak piąstek miłości? Ba, czy nie jest możliwe chwycić za te nadwyżkę tkanki podczas gwałtownych uniesień miłosnych?

Niemcy pozostają bezlitośni i nazywają bardzo pragmatycznie nadmiar brzucha mężczyzny w kwiecie wieku. Mówią o nim bierbauch czyli brzuch pełen piwa.

Anglicy wolą metaforę kulinarna. Ich potbelly to brzuch-garnek i nasz poczciwy kołdun. Francuzi odwołują się do sztuki piekarskiej i do słynnej brioche, czyli drożdżówki.

Angielski zwrot to have a bun in the oven łakomie opisuje brzuch kobiety ciężarnej. Przyszła mama "piecze bułki w piecu". Po ciąży, trochę grubsze mamy obrastają w Polsce w tłuszczyk, jak i we Francji w lard de bébé, ale za to angielskie kobiety, lekkie jak piórko są pokryte tylko baby speck, czyli niemowlęcym pyłkiem.

Ukochany nasz tłuszczyk, który zbiera się wokół pasa, w Anglii nosi również słodką nazwę zapasowych opon (spare tire), w Hiszpanii mówi się o nich Michelin od nazwy francuskiego producenta opon samochodowych, a w Polsce i we Francji zwany jest czasem po prostu oponkami.