Koniec samowolki w Niemczech

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Studenci niemieccy cieszą się największą wolnością w Europie w planowaniu toku studiów. Ale już niedługo. Wraz z wprowadzeniem podziału na studia licencjackie i magisterskie, wiele ulegnie zmianie.

Na uczelniach niemieckich tak egzotyczne kombinacje przedmiotów jak orientalistyka z ekonomią, nie są niczym rzadkim. Podczas gdy w innych krajach raz wybrany kierunek przebiega w ściśle wyznaczonych ramach czasowych, student uczelni niemieckiej sam męczy się i poci, starając się stworzyc sensowny plan studiów. „Niebezpieczeństwo wybrania nieprzydatnej specjalności jest dość wysokie, ponieważ wiedzy zdobytej podczas takich studiów można nigdy nie wykorzystać w zawodzie.” Z drugiej jednak strony, takie nietypowe połączenia mogą otworzyć ciekawe możliwości, zaznacza Bianca Gabrieli, studentka literatury włoskiej, socjologii i nauk politycznych.

Humboldt inaczej

Zgodnie z zasadą Humboldta, promującą „jedność badania i nauki”, niemieccy studenci powinni wyrobić sobie zmysł badawczy oraz umiejętność specjalizacji. Gdy jednakże spojrzymy na niemiecki krajobraz szkolnictwa wyższego, zorientujemy się, że ideał nie odzwierciedla rzeczywiostości. Okres studiów zdaje się zbyt długi, absolwenci nie są przygotowani do trudnej rzeczywistości rynku pracy, na przeludnionych uczelniach brak właściwej opieki mentorskiej i odpowiednich środków, a wszędzie brakuje pięniędzy. Istnieją, owszem, różne pomysły reform, od wspierania uniwersytetów elitarnych, poprzez specjalizację szkół kosztem różnorodności ich ofert edukacyjnych, aż do modelu uniwersytetu ukierunkowanego na świadczenie usług niezamykających się na potrzeby gospodarki. Reformy limitujące długość trwania studiów zostały już przeprowadzone na wielu z uczelni, a do roku 2010 wszystkie powinny, w ramach unijnej harmonizacji szkolnictwa wyższego, wprowadzić dwustopniowy model (obejmujący studia licencjackie i magisterskie). Dzięki tym zmianom, uczelnia niemiecka powinna stać się bardziej wymagająca, przejrzysta i bardziej międzynarodowa.

A co zostanie?

W wirze zmian i propozycji powstaje pytanie, jakie elementy obecnego sytemu szkolnictwa wyższego powiny zostać utrzymane? Prof. Dr Wolfgang Behringer, wykładający historię wczesnej nowożytności na uniwersytecie w Saarland, odwołuje się do własnego doświadczenia. „Wolność wyboru programu studiów, to ogromny plus niemieckiego systemu”. W modelu wzorowanym na angielskim podziale na studia licencjackie i magisterskie widzi niewiele pozytywów. „Dzięki bardziej skonkretyzowanym ramom można osiągnąć skrócenie czasu nauki, o które zabiegają politycy, jednakże samo to nie przygotuje studentów do podjęcia pracy”. Podobnego zdania jest profesor historii Rainer Hudemann. Jego zdaniem dowolność tworzenia programu studiów to cecha ich wysokiej jakości. „Niemiecki system szkolnictwa kształci studentów, którzy powinni sprostać wyzwaniom życia zawodowego”, czego nie można powiedzieć o wielu innych państwach. „Z licencjatem w kieszeni, student francuski także nie bedzię w stanie znalezć pracy, zmuszony jest więc uzyskać kolejne dyplomy” dodaje Hudeman.

Wolność wyboru w Europie?

Na uczelniach francuskich obowiązuje bardzo sztywny program studiów, cały system przypomina nauczanie w szkołach, a o wolnym wyborze raczej nie ma co myśleć. W Holandii przejście do studiów dwustopniowych już się zakończyło. Jednakże niektóre, jak na przykład Uniwersytet w Maastricht, zachowały pewną dowolność programową w ramach tzw. uczenia problemowego. Inaczej sytuacja wygląda w Wielkiej Brytanii. Część uniwersytetów postawnowiła poluzować nieco programy, wprowadzając tzw. kursy nieobowiązkowe oraz dając studentom możliwość nauki na jednym lub kilku wydziałach.