Kontynentalny blues

Artykuł opublikowany 8 lutego 2006
Artykuł opublikowany 8 lutego 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Podczas gdy na kontynencie młodzież utrzymuje się dzięki stypendiom z praktyk i pomocy rodziców, w Londynie ich rówieśnicy mają pewne posady i otrzymują pokaźne czeki.

David Mueller jest przygnębiony. Zbliżając się do trzydziestki skończył studia w Stanach Zjednoczonych i wrócił do Berlina. Nie ma jednak szczęścia w poszukiwaniach pracy. "Najpierw myślałem o znalezieniu pracy w rządzie, ale o każdą posadę ubiegało się setki kandydatów, a mnie brakowało długoletnich praktyk, które odbyli pozostali. Pomyślałem więc o pracy w konsultingu, ale nigdy nie zostałem nawet zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną". Teraz David zastanawia się nad swoimi możliwościami. Znalazł pracę w reklamie, ale czuje że jego kwalifikacje są wyższe. Czy powinien zrezygnować ze swoich aspiracji i się ustatkować, czy też powinien spędzić kilka kolejnych lat na praktykach rozbudowując swoje CV, po to by móc potem się ubiegać o bardziej prestiżową pracę?

Nie jedyny

Przypadek Davida jest typowy dla "straconego pokolenia"- tysięcy uzdolnionych młodych Europejczyków, których potencjał jest marnowany, gdy przystępują do niekończącego się kieratu czasowych prac, praktyk i kursów, nie mogąc znaleźć posady zaspokajającej ich potrzebę godności i niezależności finansowej. Ale te dylematy mogą wzbudzić zdziwione spojrzenia, a może nawet lekkie zadowolenie wśród młodych specjalistów, zbierających się na piątkowe drinki w londyńskich pubach po pracy.

Jean Barret, 22-letni absolwent z Cambridge pochodzenia francusko-angielskiego, świętuje ceremonię wręczenia dyplomów i swój drugi miesiąc płatnego zatrudnienia. Z tym że on nawet nie musiał szukać pracy, ponieważ to praca sama do niego przyszła. "Nie byłem pewien, co będę robić po ukończeniu studiów, więc rozważałem powrót do domu i może podróżowanie. Wtedy dostałem emaila od przyjaciela, który musiał zrezygnować z pracy za £24 000 (€34 500) i polecił mnie na swoje miejsce. Tydzień później miałem rozmowę i to było to- w ciągu paru dni zarabiałem pieniądze".

Ulice brukowane złotem

W Londynie gospodarka jest jak magnes – nawet jeśli próbujesz uciec, prędzej czy później cię przyciągnie. Może nie będzie to wysokość twojego czynszu, jednak wysokość pensji twoich znajomych w końcu skłoni cię do poszukiwania tam pracy. W tym roku przeciętne początkowe wynagrodzenie dla absolwentów osiągnęło rekordowy poziom £26 500 (€38 000). Praktykanci są rzadko poszukiwani i wielu zaczyna pracę zaraz po ukończeniu uniwersytetu w wieku 21 lat.

Ta sytuacja nie mogłaby bardziej kontrastować z tym, co jest po drugiej stronie kanału La Manche. We Francji i Hiszpanii bezrobocie wśród młodzieży sięga 22%, we Włoszech 24%, w Grecji 27%. W Niemczech dzięki systemowi praktyk oficjalne statystyki są mniejsze, jednak za tym kryje się wysoka liczba Niemców studiujących jeszcze długo po ukończeniu 25 lat, mało zmieniające się wynagrodzenia i przeszkody stojące przed Niemcami powracającymi ze studiów za granicą w poszukiwaniu zatrudnienia w rodzimym kraju.

To, że jest tak mały sprzeciw przeciwko systemowi oszukującemu młodych Europejczyków co do ich przyszłości, jest może nie do końca zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że najbardziej ambitni głosują nogami, wyjeżdżając do odległych miast, gdzie ich umiejętności są bardziej wynagradzane. W Londynie, jak się szacuje, przebywa obecnie między 40-200 000 Francuzów, co czyni z niego czwarte miasto Francji. Co więcej, potajemna włoska imigracja do Nowego Yorku, którą uważano za odległy epizod z początku ubiegłego wieku, zaczęła się na nowo. Według szacunków urzędu imigracyjnego Metro NewYork w ostatnim dziesięcioleciu przyjechało 36 000 nielegalnych imigrantów z Włoch.

Podwójny rynek pracy

Przyczyną exodusu europejskiej młodzieży z krajów takich, jak Francja czy Włochy jest pokolenie wyżu demograficznego, które nie chce poświęcić swoich posad czy gwarancji emerytalnych, nawet jeśli uniemożliwia to ich dzieciom znalezienie stałego zatrudnienia czy otrzymania wystarczającego dochodu na spłacenie hipoteki i ustatkowanie się. W rezultacie mamy do czynienia z podwójnym rynkiem pracy: z jednej strony "ci, co mają"- osoby między 30 a 55 rokiem życia, którzy mają stabilne zatrudnienie i pensję oraz "ci, co nie mają"- osoby, które mają po dwadzieścia kilka lat albo ukończyły 55 roku życia, którzy odpowiednio albo muszą przejść przez mordęgę prac czasowych i przeróżnych kursów, albo przejść na wcześniejszą emeryturę. W Wielkiej Brytanii i Irlandii ta koalicja została rozbita w latach 80-tych przez radykalną reformę polityki zatrudnienia. Konsekwencje nie były przyjemne, gdy w Wielkiej Brytanii na początku lat 90-tych tysiące specjalistów w średnim wieku utraciło posady w wyniku restrukturyzacji i redukcji przedsiębiorstw. Mimo to przez przywrócenie wzrostu produktywności, większość z nich była w stanie znaleźć nową pracę, a co ważniejsze dotyczyło to także ich dzieci.

Czy system może być zreformowany bez przykrych konsekwencji? Prawdopodobnie nie. Jednak gospodarki Europy kontynentalnej mogłyby wiele zyskać na tych co wyjeżdżają i dlatego konieczne są reformy już teraz, jeśli nie chcą ich utracić na zawsze. Wielu wróciłoby, gdyby miało takie możliwości, zabierając ze sobą swoją wiedzę, kapitał i przedsiębiorstwa. Tak było w przypadku irlandzkich emigrantów, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii i USA, ale w latach 90-tych zaczęli masowo wracać do domu, jak tylko reforma gospodarcza stworzyła stabilne środowisko biznesowe. Podobnie większość Skandynawów, pracujących w Londynie, Chicago czy Minneapolis wraca po latach, zachęconych sprzyjającym klimatem inwestycyjnym Malmö, Kopenhagi, Sztokholmu czy Helsinek.

W krajach takich jak Francja, Włochy i Niemcy nie brakuje utalentowanych, przedsiębiorczych i ciężko pracujących młodych ludzi. Jednak jeśli państwa te nie przeprowadzą koniecznych reform to z pewnością stracą możliwości ich zatrzymania.