Korupcja: Francuzi wychodzą na ulice

Artykuł opublikowany 21 lutego 2017
Artykuł opublikowany 21 lutego 2017

W ubiegłą niedzielę setki francuskich obywateli zebrało się w kilku francuskich miastach, aby zaprotestować przeciwko korupcji władz. Paryska manifestacja, przy wsparciu ruchu Nuit Debout, rzuciła nowe światło na afery wokół nielegalnych wydatków Fillona i Le Pen. Powiało wiosną.

To zupełnie nowe zjawisko. Protest przeciwko korupcji władz wciąż brzmi we Francji nieco dziwnie. Zainicjowane na Facebooku wydarzenie z początku nie wzbudziło zresztą przesadnego zainteresowania: w kilka dni po jego utworzeniu ledwie 71 internautów zaznaczyło kciuki w górę. Ale kiedy posypały się rewelacje na temat François Fillona i Marine Le Pen, a ruch Nuit Debout zapewnił organizatorom swoje wsparcie logistyczne, inicjatywa szybko zyskała szersze poparcie.19 lutego setki osób zgromadziło się na Placu Republiki. Nieco mniej wyszło na ulice w pozostałych francuskich miastach, które przyłączyły się do protestów – w Rennes, Tuluzie, Lyonie, Angers czy Saint-Omer. W Paryżu powiało znajomym wzburzeniem, które przez chwilę przywiodło na myśl ideę „Francuskiej Wiosny”. Nad tłumem widnieje kartonowy napis Nuit Debout. Na mównicy organizator demonstracji, Vincent Galtier, rozpoczyna „walne zgromadzenie”: – Obywatele są poszkodowani, ponieważ się ich nie słucha, nie szanuje.

Wielu zarzuciło francuskiemu społeczeństwu obywatelskiemu inercję w obliczu ostatnio ujawnionych skandali korupcyjnych, w które zamieszani są francuscy politycy. Szeroko komentowana w mediach afera wokół François Fillona – nad którym ciążą zarzuty o fikcyjne zatrudnienie członków rodziny – nie wywołały (jeszcze) w społeczeństwie należytego oburzenia. Według niedawno przeprowadzonego sondażu, 88% Francuzów uważa, że kandydat na prezydenta z ramienia partii Republikanów nie wycofa swojej kandydatury. Na dwa tygodnie przed pierwszą turą wyborów, to stwierdzenie można zrozumieć jako swoistą formę rezygnacji społeczeństwa wobec zawziętości człowieka, który jest zdecydowany walczyć do końca. I to za wszelką cenę.

W poniedziałek i wtorek przeszukano dwie siedziby Frontu Narodowego. Operację przeprowadzono w ramach trwającego właśnie postępowania w związku z podejrzeniami o fikcyjne zatrudnienia. Raport Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) ujawnił, ze Marine Le Pen zatrudniła dwoje asystentów, którzy w rzeczywistości nie wykonywali swoich obowiązków w Parlamencie Europejskim. Podczas gdy francuski system sprawiedliwości wykonuje swoje obowiązki, nie trzeba przeprowadzać ankiet żeby ocenić, jaki oddźwięk ta afera ma w opinii publicznej. FN mówi o „spisku medialnym”, tymczasem Francuzi na razie nie mogą zrozumieć, jak Europa ma się do francuskiej kampanii prezydenckiej.

A jednak raport Unii rzeczywiście doprowadził do przeprowadzenia dochodzenia sądowego we Francji. Wyniki wstępnego postępowania mogłyby zawstydzić niejednego przemytnika narkotyków: partię FN podejrzewa się o nadużycie zaufania, tuszowanie nadużycia zaufania, oszustwa w zorganizowanej grupie przestępczej, nielegalne zatrudnienia i fałszerstwa.

Pośród setek osób siedzących na placu niektórzy trzymają garnki, inni unoszą w górę transparenty, na których możemy przeczytać „Marine Le Trump” albo „Paryż za zniesieniem przywilejów”. Pogoda się pogarsza. Wtedy właśnie Jean-Christophe, członek „sieci stowarzyszeń sportowych”, zabiera głos:

– Korupcja nie jest kwestią osób, ale kwestią całego systemu. To jedna z jego zasad gry.

Członek władz w gminie Puteaux przestrzega przed mówieniem, że „wszyscy są brudni”, co według niego byłoby „graniem w populistyczną grę”. Niemniej jednak zaleca, aby „transparentność stała się tematem poruszanym w kampanii”. Publiczność odpowiada nieśmiałymi oklaskami.

– Jesteśmy nie tylko przeciwko korupcji, ale też przeciwko przywilejom – wykrzykuje na całe gardło Jean-Baptise Rédé (pseudonim Voltuan), słynący ze swoich kolorowych transparentów. – Czy wiedzieliście, że posłowie nie płacą za bilety w pierwszej klasie w pociągu? Że nie płacą za swoje okulary? Tak jest od dekad. Dość!

Za nim ustawia się ogonek osób, które przygotowują się do odśpiewania satyrycznej piosenki na cześć Pénélope Fillon – żony kandydata republikanów podejrzewanej o zajmowanie fikcyjnego stanowiska asystentki parlamentarnej, co zapoczątkowało aferę „Penelopegate”. Pomiędzy dwoma wystąpieniami na mównicy, grupa młodych ludzi zastanawia się, co ustalono w sprawie rewelacji o Emmanuelu Macronie, podejrzewanego w pewnej książce o wykorzystanie środków publicznych z ministerstwa gospodarki na zainicjowanie swojego ruchu En Marche, kiedy pracował jeszcze w rządzie.

Następnie pada pierwsze tego dnia odniesienie kulturalne. Młoda kobieta zaleca lekturę Nouveaux Chiens de garde Serge’a Halimi, w której autor opisuje powiązania pomiędzy polityką, mediami, władzą pieniądza i „nawet związkami zawodowymi”. Korupcja systemowa? Innymi słowy, francuski model demokracji przedstawicielskiej nie odpowiada już młodym ludziom, takim jak Corentin:

– [Demokracja przedstawicielska] składa się dziś z samych skorumpowanych polityków. Trzeba ustanowić demokrację bezpośrednią. Dzisiejsi obywatele to tylko prezesi dużych firm, my jesteśmy niewolnikami [w tym systemie].

W pewnym momencie, pośród panującej dotąd atmosfery braterstwa, daje się odczuć lekki powiew nostalgicznego bluesa. Jakby do wszystkich na placu nagle dotarło, że kampania prezydencka w ich kraju zamieniła się w polityczny cyrk. Popisowy numer francuskich parlamentarzystów stał się tak powtarzalny, że jedyną reakcją, jaką wywołuje jeszcze wśród narodu jest lekkie wzdychanie. I jakby dla wskrzeszenia publiczności, która nie kwapi się do oklasków, Voltuan wspomina o Europie, a dokładniej o Rumunach, których miliony walczą, by wsadzić swoich skorumpowanych polityków do więzienia. Młoda dziewczyna z kolei przypomina innym europejskim epizodzie, który przeszedł do historii: – W Islandii w wyniku skandalu państwowego, polityków wsadzono do pierdla!

– Do pierdla! – powtarza.

___