Kosowo w Unii Europejskiej?

Artykuł opublikowany 8 lutego 2006
Artykuł opublikowany 8 lutego 2006
Podczas gdy Bałkany opłakują śmierć prezydenta Rugova, kwestia niepodległości Belgradu od lutego pozostaje obiektem negocjacji ONZ. Również Bruksela zastanawia się nad jego przyszłością.

Kiedy Ibrahim Rugova, Prezydent Kosowa od 2002, zmarł na raka, świat przypomniał sobie o bałkańskiej prowincji będącej wciąż częścią Serbii i Czarnogóry. Rugowa był czołowym liderem sceny politycznej, znanym jako "bałkański Gandhi", niezależnym i dalekim od przemocy. Właśnie w tygodniu jego śmierci, w Wiedniu pod egidą ONZ, miały rozpocząć się pierwsze debaty nad przyszłością Kosowa miedzy reprezentantami w większości albańskiej prowincji, a rządem Belgradu. Spotkanie w tej sytuacji przeniesiono na luty.

Niezależność czy niepodległość?

Pojawiła się niemal klasyczna różnica stanowisk. Z jednej strony większość albańska u władzy w Kosowie domaga się niepodległości Belgradu i, ostatecznie, wycofania aktualnego protektoratu ONZ zgodnie z rezolucją 1244. Z drugiej strony, serbski prezydent Boris Tadic i premier Vojislav Kostunica proponują "cos więcej niż niezależność, mniej niż niepodległość". Trudno zrozumieć, co mają na myśli, prawdopodobnie obydwaj próbują zainicjować negocjacje o więcej swobód administracyjnych dla Kosowian, nie umniejszając praw 10% Serbów żyjących wciąż w Kosowie.

Niejednomyślność organizacji międzynarodowych

Ta kwestia nie może być rozwiązana bez zielonego światła ze strony społeczności międzynarodowej. Jednak dzisiaj, jak nigdy dotąd, pojęcie "międzynarodowej społeczności" wydaje się puste i złudne. USA, na przykład, wydają się dosyć powściągliwie bronić niepodległości. ONZ waha się wiedząc że ten wybór napotka veto Rosji i Chin, wyczulonych na dążenia niepodległościowe (jak w Czeczenii czy Tybecie) i niechętnych podziałom. Decyzja podjęta bez ONZ skazana byłaby na porażkę w ramach dyplomacji i prawa międzynarodowego.

Unia Europejska, która od 1999 wydała 1,6 miliarda euro na pomoc dla Kosowa, pozostaje niejednomyślna w tej kwestii. Propozycja Brukseli to "niepodległość uwarunkowana", czyli pełna autonomia rządu kosowskiego, ale pod bezpośrednią kontrolą instytucji międzynarodowych, które mogłyby zablokować ewentualne zajścia. To pewien rodzaj "modelu bośniackiego", w którym możliwa jest interwencja zewnętrzna w razie złamania przez rząd Układu z Dayton. Warto zastanowić się, czy ten model nadaje się do zastosowania w tak odmiennej sytuacji, czy jest tylko aktem bezradności międzynarodowej dyplomacji.

Komisarz europejski od spraw rozszerzenia, Fin Olli Rehn, wspomniał o "ewentualnym przystąpieniu Kosowa do UE" jako "perspektywie" do zaproponowania Zachodnim Balkanom. Ustalić należy czy Kosowo przystąpiłoby do UE jako prowincja Serbii i Czarnogóry czy jako państwo niezależne.

Mniejszość serbska w zagrożeniu

Dziesiątkowani przez policję i ortodoksyjną mniejszość serbską, muzułmańscy Albańczycy stanowiący 90% populacji Kosowa zostali "uratowani" przez zbrojną interwencję NATO w 1999. Od tej pory skończyły się czystki etniczne zapoczątkowane prze krwawe rządy serbskiego prezydenta, Miloševića, ale wciąż liczne były akty agresji wobec mniejszości serbskiej. Wystarczy przypomnieć 28 zabitych w 2004. Obecnie Serbowie żyją w chronionych przez organizacje międzynarodowe obszarach przypominających getta, z których nie można wyjść nie ryzykując życiem.