Kristin Trosits: „Za teatr oddam życie!”

Artykuł opublikowany 25 marca 2011
Artykuł opublikowany 25 marca 2011
Wietrzny, prawie wiosenny dzień w Kolonii. Spaceruję w towarzystwie Kristin Trosits. Najpierw idziemy w kierunku wspaniałej katedry, symbolu miasta, a następnie przez Muzeum Ludwig i wreszcie brzegiem Renu, arterii tego miasta i całego regionu.

Kiedy proszę Kristin, żeby siebie opisała, uśmiecha się i spogląda w stronę rzeki; „reżyser, młoda reżyser teatralna” - odpowiada mi. Teatr jest jej życiem. Zaczęła bardzo wcześnie, w Löbau, w swoim rodzinnym mieście w pobliżu Drezna, we wschodnich Niemczech. Nie miała jeszcze nawet 10 lat. Z pomocą dobrych nauczycieli i wielkiego mentora, zaczęła recytować i pielęgnować swoje największe hobby. „Byłam młoda, ale robiłam to z wielkim profesjonalizmem”. W wieku zaledwie 20 lat wykonała wielki skok na zachód, do Kolonii, kulturalnego centrum przepełnionego życiem artystycznym i teatralnym. „Łatwy wybór” – mówi - „uwielbiam podróżować, a z Kolonii jest to dużo łatwiejsze. Kocham Paryż i stąd mogę łatwo się do niego dostać. Poza tym chciałam uciec i zamieszkać w bardziej „otwartym” mieście, gdzie łatwiej mogłabym znaleźć to, czego potrzebowałam”. Kolonia jest jednym z telewizyjnych i medialnych ośrodków Niemiec, idealne miasto, biorąc pod uwagę kierunek jej studiów. Mogła poznać ludzi pracujących w tym zawodzie i wreszcie dotrzeć do telewizyjnego kanału WDR, aby zdobyć pierwsze, ważne doświadczenie. Przejście z aktorstwa na reżyserię było niemal natychmiastowe, i w ten sposób zaczęła, reżyserując „Momo”, opartym na powieści Michaela Ende (1986 r.), wielopokoleniowym projektem z aktorami w wieku od 12 do 70 lat.

Dorastanie w moim „Ensemble”

W 2008 r. rozpoczęła pracę w różnych projektach, a dzięki wielkiej przyjaźni z Davidem Heitmanem zaczęła współpracować ze szkołą teatralną THEAS, w Bergisch Gladbach, kilka kilometrów od Kolonii. „Moja chęć do życia teatrem, do zabawy… jest pedagogiczną okazją na wejście w ten świat, gdzie wszyscy mogą współpracować i jednocześnie się czegoś nauczyć”. Dlatego właśnie Kristin zaczęła nauczać sztuki teatralnej młodych i najmłodszych

Jedenastu młodych artystów, w wieku 12-18 lat, pochodzących z różnych szkół i środowisk zostało wyłonionych w celu stworzenia „Junges Ensamble” (Młodzi Razem). Te młode talenty miały napisać sztukę. „Zjednoczeni w siłach przygotowali wszystko, w najmniejszych szczegółach”. „Besetzt” ( „Zajęty” ) okazał się prawdziwym dziełem. Publiczność była w euforii podczas premiery. „Dali z siebie wszystko”. Następnie, w nawiązaniu do pierwszej sztuki zrealizowali „Leben Lassen” („Tracąc życie”) na temat przemocy w szkole, oraz „Füße Hoch” („Stopy do góry”), młodzieżową autorefleksję w poszukiwaniu własnej tożsamości i sensu życia.

Marząc o wielkim teatrze

„Doświadczenie zdobyte w Niemczech nie wystarczyło mi i postanowiłam wyjechać”. Jej wielkim marzeniem był i nadal pozostaje Paryż. Kristin osiadła tam na okres około Roku. Potem, w 2007 r. wyjechała do Lizbony, gdzie ukończyła studia na kierunku Komunikacji i Mediów i po raz pierwszy miała styczność z Teatrem Narodowym São Carlos. Dzięki tej przygodzie, podczas pierwszego semestru w 2010 r., wróciła do portugalskiej stolicy i zrealizowała jedno ze swych największych marzeń: wzięła udział w realizacji „Eugene Onegin” Czajkowskiego, jako asystentka reżysera, w wieku zaledwie 24 lat. „Ujrzenie mojego nazwiska na broszurach doprowadziło mnie do łez, poczułam się naprawdę wyjątkowo”.

Czy można tworzyć kulturę przy tak nielicznych zasobach?

„Nawet w ciężkich czasach, kiedy sytuacja nie jest najlepsza, można walczyć o kulturę”, twierdzi młoda reżyser.„Nie boję się! - kontynuuje - Sama do tego doszłam i wiem, że jest coraz trudniej rozpocząć nowe projekty oraz znaleźć środki na ich sfinansowanie”. Czasami zarobione pieniądze nie starczają na poniesione wydatki. Teatr to ogromne koszty. Osoby odpowiedzialne za światła i scenę, aktorzy i dyrekcja, wszyscy otrzymują pewien procent od wystawionej sztuki.

O ile brak funduszy może spowodować trudności wielkim teatrom operowym, jak się stało w przypadku Teatru Thalia w Halle, również w Niemczech, to nie ma nawet sensu rozmyślać o małych środowiskach i małych teatrach. „Nic więcej by nie stworzono, świat teatru stałby się światem apatycznym!”. Tak jednak nie jest, tłumaczy Kristin, chęć walki i tworzenia sztuki sprawia iż każde małe dzieło staje się bardziej interesujące, lepiej dopracowane. „No money, no culture…” - dodaje i uśmiecha się, patrząc na Ren po lewej stronie.Kristin jest młoda i się nie przejmuje, teatr jest jej polem bitwy: „Ludzie potrzebują teatru a teatr potrzebuje ludzi. Nieważne, czy to scena operowa, czy mała sala na prowincji, ja oddam za to moje życie!”.

Fot. uprzejmość Teatro Theas