Ksenofeminizm: Niech zakwitnie sto różnych płci!

Artykuł opublikowany 25 kwietnia 2016
Artykuł opublikowany 25 kwietnia 2016

Dynamika przeobrażeń dzisiejszej rzeczywistości jest jak Windows 10 – w naszych mózgach codziennie instalowane są miliony aktualizacji. „Żeby kontrolowac umysły” - powiesz. Często. Czasem jednak również po to, by wyciągnąć społeczeństwo ze starych schematów. W systemie Windows Feminizm właśnie pojawiła się nowa aktualizacja. Wprowadzi wiele zmian na dyskach.

Pytanie pierwsze: co to jest Laboria Cuboniks?

Zapytaj internetu, czym jest ksenofeminizm, a niechybnie trafisz na równie tajemniczą, co jaskrawą stronę Laborii Cuboniks. Czy to laboratorium? - mój mózg od razu zaczyna szukać skojarzeń. Otóż jedynie w pewnym sensie - Laboria Cuboniks (anagram pseudonimu Nicolas Bourbaki) to kolektyw sześciu kobiet, które stworzyły teorię ksenofeminizmu.

„Po raz pierwszy spotkałyśmy się podczas konferencji w Berlinie. Były wśród nas artystki, naukowczynie, archeolożki, a nawet jedna agentka ochrony. Od tamtego czasu projekt rozwija się online: najpierw napisałyśmy manifest, a teraz pracujemy nad książką” - tłumaczy Helen Hester, jedna z inicjatorek ksenofeminizmu, z którą spotykam się w Londynie.

Helen bada zagadnienia związane z płcią od samego początku swej kariery akademickiej. Obecnie prowadzi zajęcia poświęcone tematom postrzegania płci w mediach i równo- (albo i nie) -uprawnienia płci na University of West London, a że jest wykładowczynią, która nie żałuje swojej energii studentom, zauważam po dwóch minutach rozmowy.

Pytanie drugie: co to jest ksenofeminizm?

Z durszlaka internetowych wyszukiwarek ksenofeminizm wypada przez to samo oczko, co akceleracjonizm - futurystyczna teoria zapowiadająca koniec neoliberalizmu i zakładająca, że skonsolidowana globalna lewica może doprowadzić do postkapitalistycznej przyszłości bez pracy. Czy zatem ksenofeminizm to feministyczna wersja akceleracjonizmu?

By odpowiedzieć na to pytanie, musimy na chwilę wrócić do Berlina, gdzie zaczęła się cała historia. Helen objaśnia: „Podczas jednej z otwartych dyskusji zadałyśmy pytania: «w jaki sposób idee lewicowego akceleracjonizmu mogą zostać wykorzystane do rozwoju feminizmu? Jak mógłby wyglądać akceleracjonistyczny feminizm? I co feminizm mógłby wnieśc do akceleracjonizmu?»”.

W ten oto sposób, raczej na drodze dialogu z akceleracjonizmem niż derywacji z niego, powstał ksenofeminizm. Jego twórczynie opisują go jako techno-materialistyczną, antynaturalistyczną i walczącą o zniesienie płci formę feminizmu. Ciężkostrawne pojęcia? Wytłumaczmy po kolei. Ksenofeminizm jest techno-materialistyczny, bo podobnie jak akceleracjonizm, zwraca uwagę na to, że nowoczesne technologie nie zawsze są korzystne dla ludzi, głównie ze względu na historię ich powstawania i fakt, że nie każdy ma do nich dostęp. „Ksenofeminiści zastanawiają się, jak przekierować obecnie istniejące technologie, by służyły one społeczeństwu i przede wszystkim - nie stanowiły narzędzia dyskryminacji na tle płci” - objaśnia Helen.

Ksenofeminizm jest również ruchem anty-naturalistycznym, kontestującym determinizm natury, gdy jest on wykorzystywany do celów politycznych. Jak tłumaczy Helen: „Każdy, kogo uznano za «nienaturalnego» w obliczu panujących norm biologicznych, każdy, kto doświadczył niesprawiedliwego traktowania w imię naturalnego porządku, doskonale zdaje sobie sprawę, że gloryfikacja natury nie daje nam żadnych korzyści. Ksenofeminiści mówią: biologia nie jest przeznaczeniem.

Podobnie, jak przeznaczeniem nie jest płeć, z którą się rodzimy. Ksenofeminiści chcą nie tylko równouprawnienia płci, lecz optują o ich zniesienie - a raczej - o zniesienie ograniczeń, które narzucają. „Bardziej niż o usunięcie różnić między płciami chodzi nam tu o rozprzestrzenienie się ich różnych, nowych, odmian. Niech na świecie rozkwitnie sto różnych płci!” - ogłasza Helen.

Trzecie pytanie: Czy natura jest niesprawiedliwa?

„Jeśli natura jest niesprawiedliwa, zmieńmy naturę?” - cytuję Helen fragment manifestu, którego jest współautorką. Propnuję, żebyśmy na chwilę wróciły do anty-naturalistycznego aspektu ksenofeminizmu. Najpierw proszę o wyjaśnienie pojęcia „gender hacking” (hacking hormonalny).

„Czytałaś Testo Junkie Paula B. Preciado?” - pyta Helen. Po jej entuzjazmie wnoszę, że powinnam była. „Główny bohater książki chce stać się kimś innym i w tym celu eksperymentuje z testosteronem. Chce sprawdzić, jaki to będzie miało wpływ na jego osobowość i postrzeganie świata. I to było jedną z naszych inspiracji”.

Zdaniem Helen, jeśli ma istnieć prawdziwa wolność w decydowaniu o swoim ciele i tożsamości, każdy powinien mieć dostęp do hormonów, które dziś obwarowane są milionem praw medycznych i moralnych.

„Zastanawiamy się jak my, jako kolektyw, możemy obejść te regulacje i wykorzystać do naszych celów internet i nowe technologie” - tłumaczy Helen. Dziś hormony można bez trudu kupić w deep webie, aptekach internetowych i na czarnym rynku. Dzięki platformom open source, również manipulacje endokrynologiczne stają się proste jak matura podstawowa z biologii. „To już się dzieje” - potwierdza Helen. „Najpierw były grupy samopomocy, a teraz ludzie zaczynają tworzyć swoje domowe laboratoria hormonalne. Doskonałym przykładem jest projekt Open Source Gendercodes”. Ksenofeminici chcą jednak więcej - ich zdaniem „hacking hormonalny” powinien zostać wyprowadzony ze strefy półlegalności i deep webu.

Pytanie, które zapomniałam zadać: czy widziałaś „Seksmisję"?

Zanim spotkałam się z Helen Hester i dowiedziałm się o tego wszystkiego, co powyżej opisane, myślałam, że ksenofeministki to chcą stworzyć nową Seksmisję, zupełnie jak z filmu Juliusza Machulskiego. Dwaj główni protagoniści budzą się z hibernacji w utopijnym podziemnym królestwie kobiet, w którym jednopłciowość idzie w parze z zawrotnym postępem technologicznym. Jego mieszkanki rozmnażają się metodą in vitro, a dzięki kontroli genetycznej rodzą się same dziewczynki. Zaawansowane wykorzystanie technologii - zgadzało się, przezwyciężenie ograniczeń narzucanych przez naturę - zgadzało się, zniesienie płci - zgadzało się. Jednak tylko na pierwszy rzut oka.

Może zacznijmy od tego, że Kopernik nie była kobietą, jak mówią w filmie. Kopernik była mężczyzną.

„Seksmisja" - Święte Jabłka

Seksmisja to przede wszystkim pastisz na państwo totalitarne. Przerysowuje schemat idealnej organizacji społecznej, ośmiesza ambicje stworzenia utopii ludzkiego postępu i obnaża okrucieństwo, które rodzi się przez odrzucenie indywidualności jednostek. Ksenofeminizm natomiast wyraźnie wskazuje, że narzucony porządek społeczny jest naszym ciemiężcą, bo generuje podziały (ze względu na płeć, klasę i rasę) i co za tym idzie - tworzy warunki do dyskryminacji.

W dodatku, nowy kształt społeczeństwa, który proponują ksenofeminiści, nie ma nic wspólnego z pokazaną w Seksmisji jednolitością. Nie ma mowy o eliminacji mężczyzn - wprost przeciwnie - obok dwóch dotychczas istniejących, ma „rozkwitnąć sto różnych płci”. Również wykorzystanie technologii w Seksmisji nie jest zgodne z wyobrażeniami ksenofeministów. Wedłuch nich, jej wykorzystanie ma przestać być - jak w filmie i w naszej obecnej rzeczywistości - odgórnie narzucane i służące tylko nielicznym. Ksenofeminiści walczą o odwrócenie ról - o to, żeby wykorzystanie technologii się zdemokratyzowało i żeby każdy miał do nich dostęp.

Nie ma zatem nic, co łączy ksenofeminizm z Seksmisją. Jakże wielkim błędem było sięganie aż do polskiego science fiction z lat 80., a jakże dobrym - skonfrontowanie moich zaśniedziałych odniesień kulturowych z rzeczywistością.

Naszą pędzącą rzeczywistością, pełną nowych aktualizacji.

Miejmy nadzieję, że dobrze przyjmie się w niej ten nowy feminizm, który przedrostek „kseno” wyciąga ze złych konotacji.