Le Pen i Petry – nacjonalizm ma twarz kobiety

Artykuł opublikowany 6 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 6 czerwca 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W marcu Alternatywa dla Niemiec dostała się do parlamentów krajów związkowych Saksonii-Anhalt, Nadrenii-Palatynatu, Badenii-Wirtembergii. Francuski Front Narodowy podczas ostatnich wyborów regionalnych co prawda nie zyskał poparcia żadnego regionu, ale mimo to jego wynik okazał się historycznym sukcesem. Na czele obu partii stoją kobiety. Co łączy te dwie samice alfa?

Krótko po tym, jak ogłoszono, że AfD dostała się do parlamentów trzech krajów związkowych, przed domem przewodniczącej partii Frauke Petry  zaczęli coraz liczniej gromadzić się zagraniczni dziennikarze. Chcą wiedzieć jak najwięcej o „niemieckiej Marine Le Pen”. Dla korespondentów podobieństwa są uderzające – pod względem ideologicznym obie panie znajdują się po tej samej stronie politycznej barykady, ponieważ wyznają wartości konserwatywne. Obie ucieleśniają nowoczesny i aktywny styl życia, z pozorną łatwością godzą karierę z macierzyństwem. Jednak Petry za każdym razem odcina się od najbardziej znanej członkini Frontu Narodowego. Według Petry porównanie jest niezbyt trafne, w zasadzie łączy je jedynie płeć.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że obie polityczki faktycznie niewiele mają ze sobą wspólnego. Marine Le Pen chętnie występuje przed kamerami i sprawia wrażenie, że jest blisko ludu. Na początku roku samowolnie przechrzciła Paryskie Targi Rolnicze na „Targi Walki”, a następnie opublikowała tweeta ze zdjęciami, na których doiła krowy w Normandii. Le Pen przedstawia się chętnie jako mścicielkę, ponieważ oprócz zdjęć krów publikuje na twitterze także zdjęcia ofiar tzw. Państwa Islamskiego. Frauke Petry jest nieco bardziej powściągliwa w kontakcie z mediami. Występuje w zasadzie jedynie na ogólnych zgromadzeniach swojej partii, poza tym nie szuka kontaktu z ludźmi jak jej francuska odpowiedniczka.

Prawicowa ścieżka kariery

Marine Le Pen pochodzi z politycznej dynastii, dorastała w prawicowo-populistycznym środowisku, a obecnie sama się w nim udziela. Le Pen, w ramach przygotowań do przejęcia rodzinnej firmy Front Narodowy, podjęła studia prawnicze na renomowanym Uniwersytecie ASSAS w Paryżu podobnie jak jej odnosząca sukcesy siostrzenica Marion Maréchal-Le Pen.

Z kolei Frauke Petry wcale nie miała od kołyski do czynienia z polityką. Urodziła się w Dreźnie jako córka technika procesów przetwórczych i chemiczki, więcej zawdzięcza swojej ambicji niż nazwisku. W szkole była prymuską, zrobiła doktorat z chemii i założyła firmę Purinvent GmbH, która produkowała poliuretanowe środki do uszczelniania opon, ale następnie zbankrutowała. Dopiero w 2013 roku, mając 38 lat, Petry weszła do świata polityki.

Chociaż biografowie dopatrują się niewielu punktów wspólnych, obie samice alfa należą do partii, które są odpowiedzialne za rosnącą popularność sił prawicowych nie tylko po obu stronach Renu, ale także w całej Europie. Petry i Le Pen należą do partii politycznych, które urosły w siłę dzięki problemom w poszczególnych regionach i procesach w nich zachodzących. Front Narodowy ma tradycyjnie swoich popleczników na południu i na prowincjach, a z kolei AfD cieszy się poparciem na wschodzie Niemiec.

Oba regiony cierpią z powodu emigracji ludzi i niepewnych warunków ekonomicznych. W miejscach takich jak Clausnitz czy Pierrefitte-ès-Bois mieszkają osoby, które mają wrażenie, że władza o nich zapomniała. Łatwo podsycać tutaj strach i mówić o obcych wpływach, luce emerytalnej czy podatkach. Wmawia się ludziom, że znajdują się na samym dole piramidy społecznej, mają dużo pracować, a niewiele dostają w zamian. Co gorsza przyjdą inni i zabiorą im nawet to, co mają.

Obie polityczki doskonale opanowały dyskurs strachu i prowadzą go podobnie, ponieważ odwołują się do narastającego kryzysu uchodźczego. Czerpią korzyści z tego, że przeważająca część mediów je demonizuje, a one dzięki temu skupiają na sobie uwagę. Ich hasła na temat uchodźców, którzy są przedstawiani jako złowrodzy najeźdźcy, budzą coraz większe zainteresowanie.

Marine Le Pen porównuje fale uchodźców zmierzające do Europy z najazdem barbarzyńców na Rzym, a tymczasem Petry orędowała za tym, aby w ostateczności nawet strzelać do imigrantów znajdujących się na granicy kraju. Ani Petry, ani Le Pen nie widzą w europejskim społeczeństwie miejsca dla islamu. Nawet konstruktywny dialog z osobami mającymi inne zdanie nie jest dla pań wcale taki oczywisty. W zeszłym roku Le Pen w ostatniej minucie zbojkotowała występ w talk-show na kanale France 2, a Petry 24 maja tego roku na 45 minut przed planowanym rozpoczęciem spotkania zerwała rozmowy z Centralną Radą Muzułmanów.

W kwestiach polityki zagranicznej obie liderki bardzo często podzielają to samo zdanie. Może i Europa nie ma racji, ale nie może tak być, że decyzje na szczeblu światowym zapadają bez udziału Niemców i Francuzów. AfD domaga się większej aktywności obywateli, a FN idzie na całość i domaga się, by Francja wystąpiła z UE i strefy euro.

Co się tyczy gospodarki, zachodzą pewne różnice. Z racji tego, że Petry była silnie związana z przemysłem, ona i jej partia opowiadają się za większą wolnością i odpowiedzialnością jednostki, a za mniejszym udziałem państwa i mniejszą redystrybucją. Zastępczyni Petry, wiceprzewodnicząca AfD Beatrix von Storch, uważa nawet, że FN jest pod względem polityki gospodarczej socjalistyczny. AfD byłaby nawet w stanie zerwać z Francją sojusz. Tymczasem ród Le Penów chciałby, aby ludzie przechodzili na emeryturę w wieku 60 lat, domaga się zwiększonego protekcjonizmu, nacjonalizacji banków, wprowadzenia ceł w celu chronienia francuskich produktów.

Mimo że panie mają odmienny charakter, pochodzą z różnych środowisk i czasem mają inne poglądy polityczne, jedna rzecz łączy je z całą pewnością – są odpowiedzialne za narastającą popularność nacjonalizmu w Europie. Wszystko wskazuje na to, że także ich radykalny elektorat, który stale się powiększa, będzie mieć swoją przestrzeń w liberalnej demokracji. Według krytyków Frauke Petry i Marine Le Pen są żeńskim ucieleśnieniem coraz mroczniejszej polityki. Być może należałoby się skupić na tej tendencji, zamiast zajmować się na pierwszym miejscu płcią.