Liczby mówią: freelancerstwo – sztuka czy poświęcenie? 

Artykuł opublikowany 2 września 2016
Artykuł opublikowany 2 września 2016

W europejskim oceanie pracy pływa wiele ryb. Niektóre płyną w grupie, realizując zadania zlecone przez lidera, inne obierają swoją własną drogę i same decydują o swoim trybie pracy. Jednak oczywiście droga pod prąd nigdy nie była łatwa. 

Rynek pracy zmienia się na naszych oczach. Być może do przeszłości należą już praca od 9 do 18, umowa o pracę i płatny urlop. W krajach UE stale przybywa pracowników, którzy czy to ze względu na przekonania czy sytuację, są swoimi własnymi szefami. Dokładnie, mówimy o pracownikach niezależnych czy też freelancerach, którzy w żargonie anglosaskim są również nazywani ipros (z angielskiego independent professionals). W odróżnieniu od przedsiębiorców nie generują oni dodatkowych miejsc pracy. Są to dziennikarze, konsultanci, dokumentaliści, projektanci, informatycy i przedstawiciele wielu innych zawodów. Sami organizują sobie czas, wybierają miejsce, z którego pracują i wyznaczają cenę za swoje umiejętności. Brzmi ładnie, prawda? W teorii – rzeczywistość jest trochę bardziej chaotyczna. Wśród niedogodności samozatrudnienia coraz częściej pojawiają się: problem z oddzieleniem czasu wolnego i czasu pracy; brak wsparcia ze strony urzędów i instytucji; konieczność bycia freelancerem i żeby po prostu mieć pracę. Wiele firm bezwstydnie to wykorzystuje.  

Dla Patricii Leighton, autorki raportu Future Working: The rise of Europe’s independent professionals [Przyszłość rynku pracy: rosnąca liczba pracowników samozatrudnionych w Europie], wzrost liczby freelancerów w UE był bardzo „znaczący”. W ciągu dziewięciu lat, między 2004 a 2013 rokiem, liczba członków tej grupy wzrosła z „6,2 milionów do prawie 9”, stając się tym samym najszybciej rozrastającą się zbiorowością na europejskim rynku pracy, w szczególności w Holandii i we Francji. Pomimo tego, że ten rodzaj zatrudnienia wciąż nie jest pierwszy na liście, staje się jednak tendencją. To dlatego „w momencie tak szybkich zmian i rosnącej konkurencji potrzeba, aby polityka europejska i rynek pracy zrozumiały sposób pracy samozatrudnionych i to, jak mogą oni pomóc gospodarce” – wyjaśnia Leighton. 

Czy przyszłość jest w rękach freelancerów? Tego jeszcze nie wiemy, ale byłoby dobrze, gdyby uniwersytety i ośrodki kształcenia, poza pozostałymi sposobami działalności, poświęciły kilka godzin na zastanowienie się nad freelancingiem; sztuką, która wyzwala, ale jednocześnie zubaża. 

--

Nawet jeśli nie wszyscy lubimy i umiemy w matematykę, niektóre liczby mówią same za siebie.