Londyn sparaliżowany przez śnieg: żabojad kruszy lód

Artykuł opublikowany 23 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 23 grudnia 2010
Podczas krótkiego pobytu w Londynie francuski babelianin znalazł się w krainie sparaliżowanej przez śnieg. Jak w przypadku wielu innych, wraz z upływem czasu, odpłynęły mu plany świątecznie. Opowiadanie na zimno.

„Wydaliśmy 600 euro na lot, który nawet nie istnieje, i od dwóch dni śpimy na lotnisku.” Wygodnie, w moich adidasach, udaję się na wycieczkę do punktu kontrolnego. Nie łapię od razu, do jakiego stopnia była zrozpaczona młoda Francuzka, która na granicy rozpaczy ledwie taszczyła swoją walizkę. Co więcej, nie alarmuje mnie grymas ochroniarza, gdy kasuje mój bilet do Francji. Nadal niewzruszony mijam przed bramami odpraw kolejkę długą jak wąż boa. Czuję się lekki i spokojny, przeświadczony, że odwołanie lotu może zdarzyć się wszystkim poza mną. Niezdolny przewidzieć, że za odprawą celną znajduje się Bronx, który wkrótce wyciągnie po mnie rękę.

Terminal-Germinal

Torebki z McDonalds’a, puste opakowania i papier toaletowy na ziemi. Osłupienie i drżenie przed ekranami kontrolnymi. Szał i nerwowość przed punktami informacyjnymi. Odczuwalna temperatura około 40 stopni. Wśród pasażerów na granicy załamania nerwowego także typowi podróżni z klasy business, w krawatach spiętych spinką. Przedstawiciel linii lotniczych bliski zapaleniu fajki. Ku mojemu przerażeniu obserwuję terminal zamieniony w ludzkie śmietnisko. Wyczuwa się takie napięcie, że nawet za nic można oberwać. W elektryzujących oparach zaczynam rozumieć, że ja również zostałem uziemiony w jednym z najgorszych preludiów Bożego Narodzenia, jakiego Wielka Brytania jeszcze nigdy nie zaznała.

- 19,6 stopni

Od weekendu 18 grudnia, śnieg w Londynie padał jak szalony. Najważniejsze lotnisko w Europie, Heathrow, w ciągu dwóch dni zamknęło nagle swoje drzwi, pozostawiając tysiące pasażerów na zamarzniętej płycie terminalu. Linie British Airways doradziły nawet swoim pasażerom, żeby nie pojawiali się na lotnisku. Poniedziałek, 20 grudnia, kolejka przed Eurostarem ciągnie się przez 2 kilometry! Krótko mówiąc, chaos. I nikt nie jest w stanie zatrzymać napływu pasażerów. A zatem, what else? 

W Anglii, temperatura schodziła w nocy poniżej -20°C„Frozen Britain.” Tytuły pojawiają się w każdych wiadomościach BBC. Dobrze powiedziane, jeśli zwrócimy uwagę na fakt, że w nocy z niedzieli na poniedziałek temperatura w Chesham, w pobliżu Oxfordu, sięgnęła -19,6 stopni. Tymczasem, przed ekranem telewizora, jest mi ciepło, bo jako jednemu z nielicznych udało mi się znaleźć dach nad głową, żeby spędzić święta na zamarzniętej wyspie. Przecież dziennikarze nie liczą już na lotniskach osób odwodnionych, hektolitrów łez wylanych przez dzieci pozbawione choinki lub dorosłych cierpiących na bezsenność. Jeśli chodzi o mnie, w relatywnym komforcie zabieram się za indyka z cebulą, krakersy i czekoladki Harrod’s, które wcześniej chciałem ofiarować mojej babci. 

Ice Tea

Czasem wspominam mój pobyt tutaj. W przeddzień wyjazdu z miasta wielkiego dymu beztrosko udałem się do National Gallery, przed którą garstka młodych przystojniaków śpiewała kolędy. A to wszystko pod gałęziami ośnieżonej choinki na Trafalgar Square. Big Ben, Westminster Council, Buckingham Palace przykryte śniegiem. Było tak pięknie. Jako dziecko nie wyobrażałem sobie, że śnieg mógłby mi zrujnować święta, bynajmniej. Kilkanaście lat później obserwuję dzieciaki, które lepią na zewnątrz bałwana. Pozbawiony dawnych złudzeń i skazany na rosbefa, marmoladę i herbatę. Mrożoną oczywiście.

Fot. Główne (cc)noise64/flickr : Big Smoke i Big Cold : (cc)ollycoffey/flickr; wideo : BFMTV/youtube