Londyn tańczy Khan-Khana

Artykuł opublikowany 14 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 14 czerwca 2016

(Zbyt) wiele osób oceniło tę postać przez pryzmat jej skromnego pochodzenia i przynależności do religii muzułmańskiej. Jednak w wyścigu na fotel burmistrza brytyjskiej stolicy, Sadiq Khan startował z tej samej pozycji, co wszyscy inni i tak, jak jego rywale wykazał się ogromną wirtuozerią polityczną i twardymi łokciami.

„Wszyscy posiadamy różne tożsamości: ja jestem londyńczykiem, jestem Brytyjczykiem, jestem Anglikiem, mam azjatyckie pochodzenie, dziedzictwo pakistańskie, jestem ojcem, mężem, jestem oddanym fanem Liverpoolu, jestem członkiem Partii Pracy, jestem Fabianem (think tank oraz centrolewicowy angielski klub polityczny, utworzony w 1884 roku, tłum.) i jestem muzułmaninem".

To właśnie za pomocą owego solilokwium przypominającego anaforę Sadiq Khan postanowił zaprezentować się jako nowy burmistrz Londynu, następca sławnego Borisa Johnsona. Ale przecież Khan - ,,burmistrz wszystkich Londyńczyków'' - mógł jeszcze dodać, że był laburzystą, adwokatem specjalizującym się w obronie praw człowieka oraz synem pary emigrantów z Pakistanu ( jego ojciec był kierowcą autobusu, a matka krawcową, tłum.).

Szkoła życia

Urodzony w Tooting na południowych przedmieściach Londynu, Khan dorastał w tak zwanym Council House (brytyjskie mieszkanie socjalne, red.). W dzieciństwie szybko musiał stawić czoła codziennemu rasizmowi oraz atakom na tle religijnym. Owa stygmatyzacja towarzyszyła mu również podczas kampanii na stanowisko burmistrza. Niemniej jednak, to jego ubogie dzieciństwo pozwoliło stać się bohaterem tej wspaniałej historii. Jego spektakularne zwycięstwo, które zawdzięcza poparciu 1,3 miliona wyborców, uczyniło z niego polityka, który jak dotąd zdobył najwięcej głosów w powszechnych wyborach bezpośrednich w Zjednoczonym Królestwie. W akcie wdzięczności za poparcie, Khan zaadresował zatem swoje pierwsze słowa do mieszkańców miasta, które powierzyło mu swój los.

,Dziękuję, Londynie. Londyn to najwspanialsze miasto na świecie. Jestem niezmiernie dumny z naszego miasta. Czuję się głeboko zaszczycony nadzieją i zaufaniem, które we mnie pokładacie".

 

Ta wyjątkowa wygrana na stałe zapisze się na kartach historii: Sadiq Khan na zawsze zostanie zapamiętany jako pierwszy muzułmanin na stanowisku burmistrza Londynu. A w bardziej prozaicznym ujęciu - nowy 45-letni rezydent ratusza będzie wkrótce zmuszony sprostać licznym obowiązkom związanym ze swą nową funkcją. Dopiero po pewnym czasie, gdy Khan zdąży już stawić czoła pierwszym trudnościom, będziemy mogli ocenić, czy jest rzeczywiście uosobieniem nowoczesnego i ambitnego londyńczyka, oswojonego z wielokulturową tożsamością swego miasta i jego znaczeniem na arenie międzynarodowej.

Khan ,,Proletariusz"

Europejskie media już jakiś czas temu zaczęły spekulować na temat przyszłych rządów nowego burmistrza. Wszystkie mają dosyć rózne scenariusze. We Francji, w Holandii, w Niemczech, a nawet w Szwajcarii, media bardzo często poruszają kwestię religii Khana oraz wizji Pakistanu jako kolebki fundamentalizmu islamskiego. We francuskiej gazecie Metronews pojawił się następujący tytuł: ,,Sadiq Khan, syn imigrantów proletariuszy i burmistrz Londynu". W Holandii, gdzie od 2008 roku muzułmanin jest burmistrzem drugiego co do wielkości miasta - Rotterdamu - kwestia religii jest rówież tematem debaty publicznej. Tamtejsze poważane pismo NRC Handelsblad zestawiła ,,zielonego milionera" (rywala Khana konserwatystę Zaca Goldsmitha, tłum.)  z ,,lewicowym muzułmaninem".

Zjednoczone Królestwo postrzega tę zmianę zupełnie - jako godny naśladowania symbol akademickiego sukcesu. Wybór Sadiqa Khana jest niezmiernie ważnym momentem w brytyjskim życiu politycznym - dowodzi, ze imigranci pochodzący z terenów byłego Imperium mogą objąć kluczowe funkcje w państwie. 

,,Jeżeli pewnego dnia osoba czarnoskóra zasiądzie na stanowisku premiera, będziemy zawdzięczać tę zmianę Khanowi" - dodaje David Lammy, laburzysta z Tottenhamu.

Co w londyńskiej trawie piszczy

Do dotychczasowych osiągnięć Sadiqa Khana należy powołanie projektu ,,Home for Londoners'', czyli powszechnie znanego programu mającego na celu rozwiązanie podstawowego problem wyborców, którym jest znalezienie i utrzymanie zakwaterowania. Dążąc do przemienienia ,,najdroższej stolicy Europy'' w miejsce mniej ciasne i bardziej dostępne dla ogółu społeczeństwa, nowy burmistrz Londynu pragnie czterokrotnie zwiększyć liczbę mieszkań w przystępnej cenie i tym samym ,,przyciąć skrzydła chciwym deweloperom''. Następnie, Khan pragnie utworzyć agencję nieruchomości non-profit, która pomogłaby ,,uczciwym właścicielom'' wyrwać się ze szponów agencji handlowych. Takie określenie pozwala odróżnić ,,uczciwych właścicieli mieszkań'' od oszustów nazywanych przez Khana ,,pospolitymi bandydami od nieruchomości''. Nowy burmistrz chce tażke, żeby przez pierwsze 6 miesięcy od daty ukończenia budowy, mieszkania były wystawione na sprzedaż jedynie na rynku lokalnym.

,,Budowanie domów, które miałyby trafić tylko i wyłącznie w ręce inwestytorów z Bliskiego Wschodu lub Azji, jest zupełnie bez sensu" - tłumaczy polityk. ,,Nie chcę, by nasze mieszkania stały puste. Nie chcę, by Londyn stał się światową stolicą, w której pierze się brudne pieniądze. Pragnę dać pierwszeństwo londyńczykom".

Sadiq Khan zwrócił na siebie uwagę ostatniego lata, kiedy nominował Jeremy'ego Corbyna do wyborów na stanowisko przewodniczącego Partii Pracy (potrzeba mu było 25 głosów wewnątrz własnej partii). I choć ostatecznie nowy burmistrz Londynu zagłosował na przeciwnika Corbyna, wypłynął na fali ,,Corbymanii'' i zdobył sobie sympatię lewicowej frakcji Partii Pracy. I w momencie, gdy publicznie ogłoszono, że Khan kandyduje na stanowisko burmistrza z ramienia partii Pracy, zdystansował się on od Corbyna, jednocześnie krytykując ,,anty-żydowski'' obraz partii oraz nowego prezesa laburzystów za odmówienie zaśpiewania narodowego hymnu ,,God Save the Queen''.

,,To niezbyt rozważne z jego strony, zwłaszcza, że kandyduje on na stanowisko premiera" - skomentował Khan. 

Spot z kampanii Sadiqa Khana

Sadiq Khan nie tylko fascynuje tłumy, lecz także zaczyna przejawiać coraz większy apetyt na polityczną rywalizację. Pokazuje pazury, obnażając zmienność poglądów swoich kolegów i koleżanek po fachu, którzy są gotowi zrobić wszystko, by przypodobać się wyborcom. Ta postawa pozwala wyborcom postrzegać go jako lidera. Jeden z posłów Partii Pracy porównywał go niedawno na łamach Financial Timesa do samego Richarda Nixona

,,On nie ma zbyt wielu skrupułów, ale nie jest to nacechowane negatywnie. Przypomina mi Nixona, który był pierwszym politykiem bez skrupułów naszych czasów, nieprzeniknionym, lecz odnoszącym duże sukcesy wśród wyborców". 

Tak jak, Panie Khan, do zobaczenia na 10 Downing Street?

Choć w życiu nie ośmielilibyśmy się zacytować żadnego ze szlagierów Stachurskiego na łamach naszego magazynu, „Zostańmy razem” coraz głośniej rozbrzmiewa nam w głowach w miarę, jak zbliża się 23 czerwca – data referendum, podczas którego obywatele Zjednoczonego Królestwa zadecydują, czy chcą pozostać w UE. A oto, co o Brexicie piszą nasi autorzy.