Los polskiego „Igreka” frankiem szwajcarskim się toczy

Artykuł opublikowany 5 kwietnia 2012
Artykuł opublikowany 5 kwietnia 2012
Obecni dwudziestoparolatkowie to z założenia osoby dobrze wykształcone, kosmopolityczne, „skomputeryzowane”, a przede wszystkim posiadające wygórowane oczekiwania względem własnej osoby i pracy zawodowej. Amerykańska definicja swoje, a polska rzeczywistość swoje…

Y to dla mnie taka sama niewiadoma jak X, a co za tym idzie pokolenieY w Polsce, to również coś mniej lub bardziej nieokreślonego. Trudno rzesze jednostek ujmować jako monolit, tak samo jak powiedzieć, że każdy nastolatek jest leniwy. Generację Y nie jest łatwo opisać, a tym bardziej stworzyć definicję, która udźwignie bariery międzykulturowe.

"To, z czym mamy do czynienia, to zapaść systemu kredytowego, a nie kreatywności". Teoretycznie należę do pokolenia Y, posiadam dwa tytuły magistra, podróżowałam i pracowałam zagranicą, od wielu lat komputer nie jest dla mnie tylko rozrywką, ale także narzędziem pracy. Może i mam wysokie wymagania względem siebie, ale jeśli chodzi o pracę zawodową, to nie bujam w obłokach, a raczej stąpam mocno po ziemi. Mimo, że posiadam sporą wiedzę teoretyczną z zakresu nauk humanistycznych, to bez doświadczenia nic nie wskóram, nie zabłysnę, nie zostanę z marszu kierowniczką. Zawsze wiedziałam, że moja kreatywność przyda się tylko wtedy, gdy będę mieć pracę, a żeby ją zdobyć trzeba najpierw wykonywać polecenia innych. O samej jakości studiowania nie muszę się wypowiadać, gdyż większość wie jak jest i nie ma złudzeń co do skutecznego kształtowania przyszłej inteligenci przez nauczycieli akademickich. I myli się każdy, kto uważa dyplom za świadectwo swojej pożytecznej wiedzy. Dyplom to tylko bilet do dalszej podróży poprzez staże, szkolenia, kursy dokształcające.

A fakt poznania innych krajów tylko przeszkadza, mąci w głowie i stawia ciągłe pytanie: czemu u nas tak być nie może?! Dlaczego nie możemy jak chociażby Szwedzi pracować w niepełnym wymiarze godzin za wynagrodzenie, które pozwoli nam żyć i cieszyć się życiem?! Bolesne, ale prawdziwe.

Dlaczego nie możemy jak chociażby Szwedzi pracować w niepełnym wymiarze godzin za wynagrodzenie, które pozwoli nam żyć i cieszyć się życiem?!

Istotnie, jesteśmy pierwszymi, którzy mieli informatykę w szkole, ale dopiero w średniej, zatem wyrastaliśmy na podwórku i mamy jeszcze sporo zainteresowań w „realu” i wbrew temu co inni sugerują, potrafimy pisać ręcznie. Sieć nas wciągnęła, tak samo jak wszystkich. Korzystamy z niej ile się da, tylko, że dla nas to środek do celu, a nie cel sam w sobie. Ipody, smartfony są potrzebne, bo są praktyczne. Pierwsze relaksują, pozwalają odciąć się od rzeczywistości, albo odwrotnie dzięki nim jest możliwa koncentracja. Dzięki smartfonom jesteśmy szybcy, a czas to pieniądz. Skoro możemy być wydajniejsi, bo mamy gadżety, które to umożliwiają, to czemu mielibyśmy z nich nie korzystać?! Każdy może, więc i my.

Nie da się nam zarzucić braku ambicji, choć gros myli ją z arogancją.

Nie da się nam zarzucić braku ambicji, choć gros myli ją z arogancją. Większość z nas dużo wysiłku włożyło w rozwój osobisty i dalej jesteśmy w stanie podnosić nasze kwalifikacje. Inaczej niż rówieśnicy zza oceanu, nie mamy problemu z dostosowaniem się do dress codu i pracy w nadgodzinach. Nie mamy problemu, bo nie mamy wyjścia. W czasach kryzysu bezrobocie może dotyczyć nawet tych najbardziej zdolnych, więc chcemy, czy nie chcemy jesteśmy pokorni.

"Choć obecnie obserwowaliśmy wielki zryw społeczny, którym były manifestacje przeciw ACTA, to nie przeceniałabym naszej w tym roli. Zbyt zajęci sobą, zapominamy o innych".

Igreki”, jak na Polaków przystało twierdzą, że mają określone poglądy polityczne, ale przeważnie działają w ramach poprawności politycznej i nie ogłaszają ich publicznie. Obok lifestylu, muzyki, sportów i technologii, jest to temat zastępczy, na który nie poświęca się wiele czasu.  Choć obecnie obserwowaliśmy wielki zryw społeczny, którym były manifestacje przeciw ACTA, to nie przeceniałabym naszej w tym roli. Zbyt zajęci sobą, zapominamy o innych. Wiem, że to się zmieni, ale póki myślimy o naszych karierach albo rodzinie, to wszystko inne schodzi na drugi plan.

Trudno znaleźć dla nas wspólny mianownik, choć kredyt we frankach aż się prosi by nim zostać. Niestety - albo posiadamy taki kredyt albo będziemy posiadać. Po prostu jesteśmy/będziemy „pokoleniem franka szwajcarskiego”. Jest też światełko w tunelu, gdyż wiemy, że połączenie pracowitości i naszej głowy pełnej pomysłów gwarantuje systematyczne spłacanie kredytu, zwiedzanie i spokojne myślenie o przyszłości.

"...połączenie pracowitości i naszej głowy pełnej pomysłów gwarantuje systematyczne spłacanie kredytu, zwiedzanie i spokojne myślenie o przyszłości". Fot.: główna (cc): calleecakes/flickr.com; w tekście: "kryzys kredytowy": (cc) Perrenque/flickr.com;"konformizm: (cc) art crimes/flickr.com; portret Pani Ka.