Lost Generation? Mity o polskiej Odysei

Artykuł opublikowany 27 lipca 2010
Artykuł opublikowany 27 lipca 2010

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Podczas gdy brytyjska prasa mówi o powrotach Polaków do ojczyzny, w Polsce przewiduje się drugi exodus. Jedynie garstka młodych Polaków zamierza zostać i budować przyszłość w i dla kraju.

„Cynamon i cukier trzcinowy to mój rytuał” – tłumaczy Dorota Czechowska. Siedzimy w Coffee Heaven na Marszałkowskiej. „Trzeba dobrze zamieszać i gotowe”. Po dwuletnim pobycie w Barcelonie, ta 22-letnia Polka od kilku miesięcy jest z powrotem w ojczyźnie. W stolicy kontynuuje studia prawnicze. Przed dwoma laty wyjechała z Radomia. W jej regionie nie było perspektyw - na ich poszukiwanie udała się do Katalonii. Poza studiowaniem pracowała w hotelu i restauracji. Po pierwszym okresie euforii przyszło rozczarowanie. „Hiszpanie są niezwykle otwarci, ale i tak dla nich zawsze będziesz Polką. Mam kilkoro przyjaciół w Anglii, którzy pracują jako kelnerzy czy na zmywaku – nie są szczęśliwi. Ale oczywiście nie wszystkich to dotyczy”.

Podobnie jak znajomi Doroty, wielu młodych Polaków, szczególnie z prowincji i mniejszych miast, po studiach zostawia ojczyznę za plecami. Obecnie, w czasach kryzysu, tendencja ta podobno powinna się odwrócić. Na początku 2010 r. połowa polskich expatów miałaby opuścić Wyspy. Tak przynajmniej twierdziło brytyjski Instytut Polityki Migracyjny oraz minister ds. imigracji, Phil Woolas (Partia Pracy).

Polacy wyjeżdżają, ale czy wracają?

Ale rachunek nie jest taki prosty, wyjaśnia Krystyna Iglicka, ekspert w dziedzinie migracji z Centrum Stosunków Międzynarodowych, niezależnego Think Tank usytuowanego zaraz w pobliżu Pałacu Kultury. „Szacunki te jakby przypadkiem pojawiły się zaraz przed brytyjskimi wyborami. Nie było trudno w czasie kryzysu czarować Brytyjczyków wizją polskich hydraulików powracających do domu”. W rzeczywistości wyjechało jedynie ok. 60 000 z 2 170 000 Polaków, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii i Irlandii w czasie pierwszej fali imigracyjnej. Do tego nie udali się oni koniecznie do Polski – nowe miejsca zamieszkania znaleźli w Holandii, Danii i Hiszpanii. „My, Polacy, mamy imigrację we krwi” – żartuje profesor Iglicka. 

Ósma rano, świeci poranne słońce. Adam Filip podziwia nenufary w oczku wodnym na terenie Instytutu Biologii. Adam jest punktualny. Nauczył się tego „u Niemców”. Ten 35-letni neurobiolog jest jednym z tych, którzy powrócili. Na doktorat w Niemczech zdecydował się przede wszystkim dlatego, że „był niedaleko”. Po studiach na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie (Freie Universität Berlin) chciałby łodzianin jeszcze nieco popodróżować, ale: „przyszedł kryzys i nie dostałem już żadnego dofinansowania”. W końcu powiedział sobie: trzeba z powrotem do Warszawy. 

Home sweet home 

Polska stara się ograniczyć emigracyjny Brain-Drain - drenaż mózgów - poprzez zachęcanie młodych imigrantów do powrotu. Po 2004 r. wyjechali przede wszystkim młodzi, dobrze wykształceni, którzy jednak za granicą znaleźli zatrudnienie poniżej kwalifikacji. „UE nazywa to ‘Drain-Brain’, a ja ‘Brain-Waste – mówi prof. Iglicka. Również Unia dokłada ostatnio nieco funduszy, by zapobiec zjawisku. Służy temu np. program Fundacji na Rzecz Polskiej Nauki, Homing Plus, który ma kusić młodych naukowców wizją kariery w kraju - jak wyjaśnia odpowiedzialna za program, Marta Łazarowicz. Stypendia są przyznawane jednak bardzo rzadko – rocznie 15. Kropla w morzu. 

Niedługo po wyborach do parlamentu w 2007 r. i początku ekonomicznej recesji, rząd uruchomił portal powroty.gov.pl. Od tego czasu liczba pojedynczych wizyt na stronie utrzymała się na poziomie 10 000 tygodniowo i nie wzrosła w czasach kryzysu, jak twierdzi redaktor naczelny, Maciej Szczepański. „Ale znaczącym jest fakt, że z Irlandii dostajemy tyle samo zapytań co z Wlk. Brytanii, chociaż w tej ostatniej Polaków jest 3-4 razy więcej. Zdaje się, że polscy obywatele rzeczywiście opuszczają Zieloną Wyspę. Ale czy kierują się stamtąd do Polski - to już inna kwestia”. 

„Na koniec dnia zawsze jesteś Polakiem”

Tymczasem polska stolica tworzy inny obraz sytuacji. Młoda elita byłych expatów zaparła się, by skonstruować coś w ojczyźnie. Do Warszawy przywożą ze sobą dyplomy, płynny angielski lub swoje nowe sympatie. Jan Naszewski studiował najpierw w Edynburgu, później pracował jako łowca głów w Londynie. Poza tym organizował festiwal filmowy wyspecjalizowany w kinie wschodnioeuropejskim New Europe Film Festival – jednak pieniędzy na tym zarobić się nie dało. Nasycenie rynku i powody osobiste skłaniały go jednak do powrotu do ojczyzny. „Wiesz, na koniec dnia zawsze jesteś Polakiem”. Przez te wszystkie lata Jan stworzył w Polsce silną sieć relacji, która okazała się być bardzo ważna. Dziś jest dziś szefem własnej agencji dystrybucyjnej – New Europe Film Sales

Agnieszka studiowała w Paryżu, ale pracę znalazła w Warszawie, w grudniu zeszłego roku – zdarzyło się to nieoczekiwanie, po bezskutecznym poszukiwaniu pracy we francuskiej stolicy. „Chcę, aby moja ojczyzna kojarzyła się z miejscem, gdzie ludzie mogą dobrze żyć i zarabiać pieniądze. Chciałabym mieć w tym swój wkład, również przez moje podatki” – mówi dziś Agnieszka. 

Ale Warszawę od reszty kraju dzielą lata świetlne. Bezrobocie w stolicy jest na poziomie jedynie 3.5%, tymczasem w najbiedniejszych rejonach Polski może być nawet osiem razy wyższe. Podczas gdy elita poszła do wyborów decydować o kształcie swego kraju, do wylotu z gniazda przygotowuje się kolejna generacja młodych Polaków. Tak przynajmniej uważa profesor Iglicka. Jeśli jej zespół ma rację, w 2011 tysiące Polaków opuści ojczyznę. To w tym roku Niemcy otworzą swój rynek pracy na wschodnią siłę roboczą, powodując drugą odsłonę Brain-Waste. „W Polsce nazywamy to lost generation”. 

Zdj.: Warszawa ©Ezequiel Scagnetti