Lùisa: muzyka na cześć teraźniejzości

Artykuł opublikowany 23 lutego 2016
Artykuł opublikowany 23 lutego 2016

Szminka na ustach, bystry wzrok, styl vintage: to właśnie Lùisa. Jej głos w akompaniamencie gitary przyprawia o ciarki. Nowa płyta Lùisy „Never Own” ukaże się 26 lutego. To dobry moment na to, żeby porozmawiać z nią o nostalgii, wyjątkowych momentach w życiu i korzystaniu z każdej chwili. 

cafébabel: Śpiewasz w trzech językach, jednak nigdy nie w języku ojczystym. Wykluczasz pisanie piosenek po niemiecku?

Lùisa: Niemiecki jest językiem niezwykle poetyckim, jednak w wersji potocznej łatwo nabiera pretensjonalnego charakteru szlagierów. Szanuję artystów takich jak Tocotronic czy Blumfeld, którzy z powodzeniem śpiewają po niemiecku, nie posługując się przy tym pompatycznymi tekstami. W tej chwili próbuję swoich sił nadając moim utworom niemieckie tytuły, na przykład „Hildegarde Knef” czy „L'Opéra de quat'sous” (Opera za trzy grosze, przyp. tłum.). Po prostu wolę śpiewać po francusku, angielsku i włosku. Języki obce mnie fascynują. W każdej wolnej chwili uciekam za granicę zaczerpnąć melancholii.

cafébabel: Na gitarze grasz od samego dzieciństwa? 

Lùisa: Nie, zaczęłam jako nastolatka. Na początku śpiewałam w zespole punk-rockowym. Sporo się natańczyłam pogo, zanim odkryłam możliwość pisania i interpretowania własnych tekstów. Przez rok chodziłam na kurs grania na gitarze, a później uczyłam się sama. Kilka miesięcy spędziłam w internacie w Sydney. Zajęcia miałam rano, a wolne popołudnia spędzałam nad gamami i akordami.

 cafébabel: Jak określiłabyś muzykę na twoim nowym albumie „Never Own”? 

Lùisa: To połączenie gitary akustycznej, kostkowania, nuty flamenco i elementów muzyki elektronicznej. Dużo pracowałam z looperem. Benito, mój perkusista, zajmuje się aranżowaniem perkusji.

cafébabel: Czy tytuł „Never Own” wyraża twoje pragnienie prostego życia bez gadżetów?

Lùisa: Możemy przetłumaczyć „Never Own” jako „nic nie posiadać”. Przez tę płytę chcę powiedzieć, że nic nie trwa wiecznie. Ja żyję dla teraźniejszości. Dla mnie liczy się tylko obecna chwila. Nie ma dla mnie chwili zwłoki, w dobrym tego słowa znaczeniu. Niesie mnie fala upojnych doznań.

cafébabel: Tydzień temu zagrałaś swój pierwszy koncert na francuskiej scenie. Obawiałaś się ataku terrorystycznego?

Lùisa: Nie, nie bezpośrednio, jednak ataki w Paryżu bardzo mnie dotknęły. Jeden z moich znajomych był tamtego wieczoru w Bataclanie. Bardzo zależało mi na zagraniu w Paryżu. Publika poruszyła moje serce. Paryżanie płakali, krzyczeli. Doświadczyłam wtedy niezwykłej siły. Terror chce nam ją odebrać, ale musimy się przeciwstawić. Najlepiej z pomocą muzyki.

 cafébabel: Marzysz o świecie bez tych wszystkich telewizyjnych talent show, kliknięć i lajków?

 Lùisa: Chciałabym pozostać niszową europejską artystką. Nie jestem karierowiczką. Nie liczy się dla mnie sukces komercjalny. Bardziej niż na ilość, stawiam na jakość. Chętnie zagram zarówno przez tysięczną publiką, jak i przed jedną osobą. Mogłoby to stać się magiczną chwilą zarówno dla mnie jak i osób/osoby stojącej przede mną.