Lyon-Turyn: kolizja przy dużej prędkości

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

TAV, linia kolejowa dużej prędkości mająca połączyć Włochy z Francją, zderza się ze społecznością lokalną walczącą o ochronę własnej tożsamości, nawet jeśli oznaczałoby to opowiedzenie się przeciw interesom integracji europejskiej.

Kolejowy tasiemiec "Corridor 5" ("Korytarz 5"), ma połączyć Kijów z Lizboną drogą przez Alpy. Projekt TAV (włoskie TGV), prawdziwe jabłko niezgody, przekształcił graniczącą z Francja dolinę Val di Susa w teatr manifestacji, okupacji miejsc i fałszywych alarmów o podłożeniu bomby.

Historia wysokiej prędkości

Po sprecyzowaniu sytuacji ekologicznej, we wrześniu 2001 roku Komisja Europejska przedstawiła Białą Księgę dotyczącą europejskiej polityki w sprawie transportu, mającą na celu zwiększenie bezpieczeństwa i czystości w tej dziedzinie. Kilka miesięcy wcześniej Premier Włoch Giuliano Amato i jego francuski odpowiednik Lionel Jospin podpisali porozumienia w sprawie zbudowania szybkiego połączenia kolejowego – Tansalpine – między Lyonem i Turynem, którego celem miałoby być wzmocnienie stosunków socjo-ekonomicznych między Francją a Włochami. Jego trasa musi być częścią trasy pociągu "Corridor 5", który połączy główne europejskie szlaki przemysłowe i handlowe od Lizbony do Kijowa, zatrzymując się w porcie w Marsylii, co będzie sprzyjało obiegowi towarów pochodzących z innych kontynentów, w szczególności z Dalekiego Wschodu. Dla włoskich władz włączenie inicjatywy TAV Turyn-Lyon do projektu Wspólnoty było priorytetem nie tylko w celu skorzystania z dotacji przeznaczonych dla wielkich konstrukcji europejskich, ale zwłaszcza aby włączyć Włochy do ekonomii europejskiej. Tymczasem ludność jest temu projektowi przeciwna.

Mobilizacja prawie 60 000 osób

Val di Susa jest terenem rozciągającym się na obszarze 50 km między Turynem a Fréjus. 16 października 60 000 mieszkańców doliny zebrało się, aby głośno manifestować przeciwko TAV. Niektórzy oceniali liczbę uczestników nawet na 80 000 osób. W rzeczy samej, spotykając się z ogromnym zasięgiem medialnnym tego lokalnego wydarzenia, mieszkańcy doliny Val di Susa zostali wzniesieni do roli symbolu narodowego, utożsamiającego obronę terenu przeciw spustoszeniom spwodowanym przez globalizację i niepohamowany pęd do budowy nieruchomości. Wśród manifestantów znaleźć było można delegacje przeciwników pochodzących z Mont-Blanc, z Brenner, z komitetu anty-TAV, z departamentu Toskanii oraz z Ligurii.

Skąd tyle zawziętości? Mieszkańcy doliny boją się o swoje ziemie. Góry kryją w sobie sporą ilość nadającego się do wydobycia uranu, a prace będą trwały co najmniej do 2018 roku, co może trwale zaburzyć spokój tego górskiego terenu. Poza tym, trasa linii przetnie na dwie części dolinę, której posługująca się różnymi dialektami społeczność, po wielu latach wspólnych zmagań, pochwalić się może silną tożsamością.

Przeszkoda dla Igrzysk Olimpijskich?

W oczekiwaniu na rezultaty rozpoczętych właśnie badań, mających na celu sprawdzenie wykonalności trasy, społeczność lokalna buntuje się, a wraz z nią włoskie instytucje centro-lewicowe, które oddalają się od stanowiska przyjętego przez partie, z krórych się wywodzą. Postawa ta przeciwna jest nawet do tej, obranej przez centrale związkowe CGIL-CISL oraz UIL, które opowiedziały się za projektem TVA, z uwagi na możliwości, jakie oferuje on na planie ekonomicznym. Mieszkańcy Val di Susa będą jeszcze manifestować 28 października. Władze regionalne muszą spotkać się z władzami lokalnymi, lecz nie jest wykluczone, że slogan "Nie chcemy TVA" zabrzmi na nowo podczas strajku generalnego przewidzianego na 25 listopada, który stanowi równocześnie protest związków zawodowych przeciwko nowemu włoskiemu prawu finansowemu. Po alarmach o podłożeniu bomby, jakie miały miejsce w ostatnich dniach i groźbie zbojkotowania Igrzysk Olimpijskich w 2006 roku, możemy się spodziewać najgorszego.

W międzyczasie władze UE wysłąły listy do prezydenta regionu, Bresso, oraz ministra transportu, Lunardiego, stwierdzające, że nie zostaną przekazane żadne fundusza, a trasa zostanie zmieniona, jeżli prace nie rozpoczną się do końca roku. Udział Włoch w socjo-ekonomicznej europejskiej integracji o dużej szybkości wydaje się zależeć od decyzji mieszkańców Val di Susa. Zapasów ciąg dalszy.