Macedonia brnie ku demokracji

Artykuł opublikowany 12 lipca 2006
Artykuł opublikowany 12 lipca 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Historia Macedonii jest równie ciężka do przebycia jak drogi w jej górzystym krajobrazie, jednak pojawiła się nadzieja, że zeszłotygodniowe wybory parlamentarne, które przebiegały w napiętej atmosferze pomogą odgrodzić się temu krajowi od burzliwej przeszłości.

Niemal wszędzie wybory są wielkim wydarzeniem. Jednak kiedy obserwatorzy opisywali zeszłotygodniowe wybory w Macedonii jako "wybuchowe", nie używali przy tym retoryki właściwej politykom. W ciągu kilku dni po ogłoszeniu wyborów 15 czerwca wybuchły walki pomiędzy zwolennikami dwóch największych albańskich partii narodowościowych - Demokratyczną Partią Albańczyków (DPA) i Demokratyczną Unią Zjednoczenia (DUI) oraz dwoma głównymi partiami macedońskimi, czyli rządzącym Socjaldemokratycznym Związkiem Macedonii (SDSM) i jej nacjonalistyczną opozycją, czyli Wewnętrzną Macedońską Organizacją Rewolucyjną-Demokratyczną Partią Macedońskiej Jedności Narodowej/Alternatywą Demokratyczną (VMRO - DPMNE). Wśród zarejestrowanych incydentów znajduje się obrzucenie granatami siedziby partii oraz strzelanina przed centrum handlowym w stolicy kraju, Skopje.

Dzięki obserwowaniu wyborów przez OSCE, organizację która już podczas wyborów parlamentarnych w 2002 roku doniosła o "poważnych nadużyciach", wielu ludzi miało nadzieję, że tegoroczne wybory będą krokiem milowym dla dążeń Macedonii do politycznej normalności. Podpisanie się przywódców głównych partii pod "zasadami gry", które miały zapewnić uczciwe wybory, wydało się być krokiem we właściwym kierunku. Jednak mimo, że samo głosowanie przebiegało nadzwyczaj spokojnie, a premier Włado Buczkowski uznał swoją porażkę i zgodził się przekazać władzę liderowi opozycji Nikole Grujewskiemu, to w samym czerwcu odnotowano ponad 20 incydentów zbrojnych. Podczas wspólnego oświadczenia przedstawiciel Unii Europejskiej Erwan Fouere i Ambasador Stanów Zjednoczonych, Gilian Milowanowić, wyrazili "wielką troskę" z powodu przedwyborczego nasilenia przemocy i powiedzieli, że nasilenie jest "poważne i w konsekwencji szkodliwe dla dążenia kraju w kierunku euroatlantyckim". Na szczęście Macedonia słucha tych ostrzeżeń.

Mapa gór

Ostatnia eskalacja przemocy pokazuje szersze problemy Macedonii. Mimo, że na żądanie NATO i Unii Europejskiej podpisano w 2001 roku Umowę Ramową z Ohrid, która oddaliła widmo wojny domowej, ciągle mają miejsce spięcia na tle etnicznym i politycznym. Umowa podkreśliła problem praw mniejszości oraz wagę pokoju i szacunku dla granic terytorium kraju ze strony albańskich bojówek, jednak nie zaproponowano w niej zrozumiałego planu reform ustrojowych i prawnych. Umowa sprawiła również, że byli partyzanci, tacy jak Ali Ahmeti z DUI weszli do rządu. W rezultacie pokój jest kruchy, a, cytując International Crisis Group, "niedojrzała demokracja jest podatna na szkodliwe działania tych wszystkich, którzy chcieliby wykorzystać niedoskonały proces tworzenia reform". Gra toczy się o wysoką stawkę: nie tylko korupcja jest rozpowszechniona, ale i zmiany u steru oznaczają, że zwycięska VMRO-DPMNE będzie bardziej niż kiedykolwiek ufna w stosunku do albańskiej partii jako do partnera koalicyjnego. Z drugiej strony ci ostatni mogą zyskać stołki w głównych ministerstwach: gospodarki oraz pracy.

Wzgórza otaczające Skopje doskonale symbolizują przeszkody, na jakie w następnych latach będzie narażone to dwumilionowe państwo. Oficjalnie bezrobocie wynosi 38%, system prawny jest „nieefektywny, skorumpowany oraz pod wpływami politycznymi” i nawet nazwa kraju jest ciągle źródłem konfliktów. Macedończycy mają nadzieję, że nowy rząd nie tyle zmieni kierunek, co przyspieszy już rozpoczęte reformy gospodarcze i prawne. Zdenerwowani obserwatorzy, tacy jak Unia Europejska, która przyznała Macedonii w grudniu zeszłego roku status kraju kandydującego, liczą na to samo.